Piosenki, przy których skakałam lub płakałam w 2013 roku

Poprosić mnie o zrobienie subiektywnego muzycznego podsumowania roku, to jak dać dziecku zapałki i benzynę - ryzyko, że przez godzinkę będziecie słuchać trzasku płomieni i Davida Bowie jest bardzo duże. Ale nie lękajcie się - opanowałam swe naturalne skłonności do monomanii, zaś redakcja szykuje jeszcze inne zestawienia. A ja dziś zapraszam do odsłuchania osobistej playlisty, którą zatytułowałam "Skacz i płacz z RedNacz".

Można też vice-versa (najpierw płacz potem skacz), albo naprzemiennie. Kolejność ustalcie sobie sami. Ja wybrałam sześć piosenek smutnych i sześć wesołych - składających się na eleganckie podsumowanie minionych 12 miesięcy i umieściłam je na playliście Spotify. Bo rok 2013 to dla mnie rok Spotify - dostępność tej platformy w Polsce zmieniła wiele moich muzycznych obyczajów. A teraz czas na konkret: 12 piosenek, które wciąż grają w mojej głowie - niech i Wam. Oczywiście wszystkie są o miłości, bo o czym jeszcze?

Kasia

SKACZ

"I Love It" - Icona Pop

Słabość do skandynawskiego syntpopu mam nie od dziś, a piosenka, którą usłyszałam po raz pierwszy w mym ukochanym serialu "Dziewczyny" od razu postawiła mnie na nogi i zmusiła do skakania. Choć warstwa liryczna jest odległa od realiów mojego życia (ach, pamiętam kolegę, który dostał ataku śmiechu na parkiecie, gdy śpiewałam radośnie, że "You're so damn hard to please, we gotta kill this switch/ You're from the 70's, but I'm a 90's bitch"), ale co tam! Nieważne roczniki, grunt, że duch buntu wciąż się tli a ja bawię się jakby świat miał się skończyć za chwilę. TA SCENA jest wciąż aktualna - nic nie poradzę, jestem szalona. I Love It!

"Dance Apocalyptic" - Janelle Monae

Kolejna petarda, taka, że nie usiedzisz. Jedna z piosenek, przy których tańczę z moimi córkami i muszę przyznać, że utrzymanie się w rytmie wymaga niezłej formy - dotańczenie do końca bywa wyzwaniem. Świetnie sprawdza się więc jako rozgrzewka przed Mel B. Cały album "Electric Lady" (Janelle: mądra, utalentowana, piękna - uwielbiam!) to zresztą rzecz warta polecenia - nie tylko ze względu na warstwę muzyczną ale też cały koncept: historię pięknej androidki marzącej o miłości i prowadzącej lud na barykady w przededniu apokalipsy. Tak, skojarzenia z "Łowcą androidów" są bardzo na miejscu. Łzy w deszczu, nawet gdy skaczesz.

"Get Lucky" - Daft Punk ft. Pharrell Williams

Letni hicior, który wielu osobom obrzydł, bo został zgrany do niemożliwości. Ale mi się dobrze kojarzy: tańczyłam przy nim w ciepłe noce w dobrym towarzystwie, pijąc wiadrami wiśniówkę sour - to taka moja wersja Tequila Sunrise. O mojej niekończącej się miłości do Daft Punk nawet nie ma co mówić. Dyszkant Pharrella też mi nie wadzi. No i kocham to, co z "Get Lucky" zrobił Stephen Colbert. I goście (Cranston! Bridges! Laurie!). Wiele razy umarłam ze śmiechu - i nadal mam ochotę skakać. Jest zabawa, jest szczęście.

"Blurred Lines" - Robin Thicke

Tak, ten paskudny, seksistowski i deprecjonujący kobiety kawałek jest na mojej liście. Nic na to nie poradzę ten numer też dobrze mi się kojarzy. Z latem i wygłupami. Nie mam nic na swoją obronę (cholera), więc zamydlę Wam oczy genderowo poprawną parodią.

"Crazy in Love" - Kid Koala version

"Wielki Gatsby" był dla mnie jednym z najprzyjemniejszych kinowych doznań tego roku, a ścieżka dźwiękowa z filmu towarzyszyła mi przez dobrych kilka tygodni non stop. Nadanie swingującego szyku lat 20. piosence Beyonce jest pomysłem, który kocham i za który chętnie pocałowałabym kogoś w jego szalony i genialny mózg. Poza tym wszystko, co związane z Gatsby'm - nawet szalona zabawa - jest podszyte wzruszeniem. A to jest mieszanka, którą cenię najbardziej.

"Suit & Tie" - Justin Timberlake

Nie ma roku bez Justina. O miłości do tego pana już pisałam i niewiele od tamtej pory się zmieniło. Może tylko lubię go jeszcze bardziej. I zawsze chętnie się z nim bujam. O każdej porze i nie tylko po mieście. I już nie mogę się doczekać specjalnego świątecznego odcinka "Saturday Night Live" z moim ukochanym duetem Fallon (prowadzący) i Timberlake (gość muzyczny).

PŁACZ

"Were Are We Now" - David Bowie

Ta piosenka to chyba największe muzyczne wzruszenie tego roku, największa niespodzianka, największa radość i łzy po policzkach - wszystko w jednym. W dniu jej premiery - 8 stycznia czyli w 66. urodziny Davida - słuchałam jej ciurkiem przez cały dzień, płacząc i śmiejąc się jak wariatka. To był najwspanialszy prezent dla fanów - zwiastun pierwszej od 10 lat płyty, powrót do Berlina (miasta, które kocham i które ma tak duże znaczenie w karierze mojego ulubionego artysty) i ta rozdzierająca nostalgia w tym wszystkim. Nic nie poradzę - znowu ryczę. Dla dociekliwych topograficzna rozkminka piosenki Bowie'go, zaś dla naprawdę zainteresowanych tematem - szczerze polecam fantastyczną książkę "Bowie in Berlin".

"Do I Wanna Know" - Arctic Monkeys

Dla odmiany nigdy nie byłam jakąś wielką fanką Alexa Turnera, więc nie ekscytowałam się nową płytą Arctic Monkeys. Dopóki jej nie usłyszałam. A potem to już tylko, jak śpiewa pan wokalista: "Cause there's this tune I found that makes me think of you somehow/ And I play it on repeat/ Until I fall asleep.". Pod smutek i wódeczkę jak znalazł - nie tylko ten kawałek zresztą. Cała płyta jest niezwykle spójna, przekonująca i ujmująco oszczędna jeśli chodzi o środki wyrazu. Jak ten klip.

"Retrograde" - James Blake

Nie może być smutnej playlisty bez tego mistrza doła i melancholii. Ładniej i mądrzej pisała już o nim Dominika, ja mogę tylko dodać, że zarówno warstwa muzyczna jak i liryczna rozwala mnie na malusieńkie kawałeczki. Tak, że mam ochotę wyć, albo się ciąć. Ten uroczy chłopiec zresztą ma niebywały ma talent do wywoływania doła - także społecznego.

"Reflektor" - Arcade Fire

Kolejny kawałek, przy którym wzruszam się w sposób niekontrolowany i - moim skromnym zdaniem - jedna z najlepszych piosenek tego roku. Lubię i szanuję twórczość Williama Butlera (słabość do Kanady, wspominałam już kiedyś o niej) od dawna, a przy tej piosence (i płycie) zagrało mi dosłownie wszystko: echa The Cure i Joy Division, wokal Bowie'go w tle (jaram się!), wideoklip wyreżyserowany przez Antona Corbijna. Estetyczna ekstaza non stop. I całkiem miła ścieżka skojarzeń, która prowadzi mnie w ulubione rejony aż do filmu "24 Hours Party People" (kto odgadnie łańcuch asocjacji?)

"Primetime" - Janelle Monae

I wracamy do płyty "Electric Lady" - bo jest do czego wracać. To jeden z moich ulubionych albumów tego roku obok "Reflektora" Arcade Fire i "AM" Arctic Monkeys. Słuchany na okrągło, do oporu i maniacko. A ta piosenka właściwie wcale nie jest smutna - ale ja bywam i wtedy łezki w oczach wzbierają same.

"Love is Blindness" - Jack White

Właściwie tej piosenki nie powinno być w podsumowaniu roku 2013, bo jest z 2012 roku, ALE wpadłam na nią powtórnie przy okazji wspomnianej już ścieżki dźwiękowej z "Wielkiego Gatsby'ego". I to jest wielka piosenka. A Jack jest moja wielką miłością. I w tym roku udało mi się obcować z jego cudowną muzyką za pośrednictwem dużego i małego ekranu. Dużo, dużo Jacka jest bowiem także na ścieżce dźwiękowej fantastycznego serialu "Peaky Blinders", który niniejszym polecam. Bo Jack, bo Nick Cave i Cillian Murphy. TAKI PIĘKNY. Popłakać się można z zachwytu.

A tutaj cała rednaczowa lista do odsłuchania:

Więcej o: