Ale nuda, to się nie uda! Rzecz o braku sensownego zajęcia

Ty będziesz pisać o nudzie?! Chyba nie z własnego doświadczenia, co? - powiedziała mi ostatnio jedna z redakcyjnych koleżanek. Faktycznie, coś w tym jest - w temacie nudy jestem wielkim teoretykiem. Nie tylko ja. Choć dla znudzonego bywa męcząca i powoduje wiele skutków ubocznych, nuda od lat fascynuje i motywuje do działania naukowców z całego świata.

"Mamo, nudzi mi się", "on się nudzi, zobacz", "nie chcę, to nudne" - nawet nie wiecie jak bardzo wkurzają mnie te słowa. Wiadomo, staram się pozostać niewzruszona niczym niebiański ogród zen, ale gdzieś tam pod gładką taflą oceanu spokoju wzbiera uderzeniowa fala tsunami. JAK TO NUDA?! Odkąd jako kilkuletnie dziecko usłyszałam formułkę "ludzie inteligentni nigdy się nie nudzą" wzięłam ją sobie do serca i postanowiłam chociaż w tym aspekcie równać do lepszych, znaczy mądrzejszych.

Mamo, nudno tu, nawet stołu nie ma.Mamo, nudno tu, nawet stołu nie ma.

I oto jestem tutaj, zawalona zajęciami po uszy, mam całe stado kóz rabina w postaci zleceń, mam dwójkę dzieci, które sprawiają, że nawet gdybym bardzo chciała, to nie narzekam na brak zajęć. Mam też magiczne narzędzie zabijające wszystko, nazywa się smartfon. Tak, tak - oprócz połączenia z internetami zawierającymi jeszcze więcej wszystkiego oraz całym zasobem aplikacji pozwalających uczynić to bardziej interaktywnym i intuicyjnym, w dowolnej chwili mogę zamówić sobie odpowiednią przystawkę i zamienić wspomnianego smartfona w paralizator. Jak wiadomo, jeśli dobrze pieprzniesz kogoś prądem, to możesz go nawet zabić, a jak nie zadziała, to da się poprawić słabym żartem i na koniec kazać obejrzeć do końca animację o tym jak Nyan Cat leci przez kosmos. Więc ja się nie nudzę. Nigdy. Przysięgam.

Nie nudzę się w poczekalni u lekarza, nawet gdy nie ma tam ani jednego człowieka, ani jednej gazety, ani jednej ulotki, a baterie w telefonie dawno zostały zeżarte przez jego mobilność i interaktywność. Ba! Nie nudziłam się nawet kiedy musiałam spędzić 40 minut o absurdalnej porze między 5:00 a 6:00 rano uwięziona bez telefonu i kluczy na klatce schodowej. Odczuwałam wtedy błogostan.

Im bardziej nie dotyczyła mnie nuda, tym bardziej zastanawiałam się czym ona jest. Oczywiście tylko w tych chwilach, kiedy nie pracowałam nad zbyt wieloma rzeczami, nie ganiałam zbyt intensywnie, nie opiekowałam się dziećmi, nie ogarniałam usilnie domu, nie słuchałam muzyki i nie czytałam niczego ciekawego. Wreszcie swoje dumania nad nudą przekułam w pracę. I co się okazało? Nie tylko ja tak zrobiłam. Wiadomo, najwięcej czasu absurdalnym i pozornie błahym sprawom poświęcają naukowcy. Nie po to nudzili się zdobywając dyplomy, by teraz nudzić się nie robiąc nic ciekawego, prawda? Dygresja: czy wiecie, że największy odsetek znudzonych jest wśród studentów? Nuda jest dominującym uczuciem towarzyszącym studiowaniu, deklasując satysfakcję, złość, radość i inne takie emocjonalne duperele. Uwaga! Badań nie przeprowadzano na Polakach uczących się w kraju.

Ale zostawmy gamoni i wróćmy do jajogłowych. Otóż (werble!) wyszło im, że nuda to brak. Nie tyle brak zajęcia, co brak satysfakcji. Kiedy się nudzisz, oznacza to, że chcesz coś zrobić, a jednak nie umiesz się zaangażować w stopniu zadowalającym ciebie samego. Ta definicja została opracowana w Kanadzie. Europejczycy nie pozostali bierni. Taki profesor doktor Thomas Goetz (uwaga, jest aż dwóch naukowców od zdrowia o takim imieniu i nazwisku, jeden był red naczem "Wired", a tutaj piszę o tym drugim, który nie był red naczem "Wired") zamiast pogrążać się w nieusatysfakcjonowaniu i niedziałaniu powziął starania, wyszczególniając aż pięć rodzajów nudy.

1. Obojętna nuda - całkiem miła; masz dużo na głowie, jesteś zmęczony, ale utknąłeś w miejscu, w którym i tak nie możesz działać dalej. No trudno. Musisz to przetrwać, przeczekać, a skoro i tak trzeba siedzieć, to się nudzisz. Ja to nazywam słodkim relaksem i nie widzę w tym absolutnie nic nudnego. Goetz porównał ten stan do skakania po kanałach telewizyjnych bez jakiegoś konkretnego celu, myślę, że dla pokolenia mojego i młodszych może to być równie dobrze przewijanie okienka facebookowego w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego WTEM!, które nie przychodzi, więc przewijamy, przewijamy, przewijamy... Strasznie to jednak męczące, może przewińmy się do następnego przykładu.

2. Demotywująca nuda - niby mamy jakiś plan działania, jakiś cel dążenia, zadanie do zrealizowania, ale niespecjalnie chce się nam podjąć kroki ku szczęśliwemu finałowi. Powinność i inne okoliczności przyrody nakazują nam nie robiąc nic innego, tylko to, a nam się nie chce i nie możemy i nie mamy motywacji. O rany, jaka nuuuda, następny!

3. Poszukiwawcza nuda - to taka nuda, która nas owszem, motywuje do działania, ale nie ma nic wspólnego z realizowaniem słusznych celów. Poszukiwawcza nuda jest wtedy, kiedy dziurawimy stół długopisem w czasie strasznie nieciekawego zebrania.

4. Reaktywna nuda - to taki stan, kiedy na niemożność zmiany nudnej sytuacji znudzony reaguje agresją, złością i silną frustracją.

5. Apatyczna nuda - bierna, a zarazem autodestruktywna, bez szans na poprawę, bez perspektyw na zmianę, to taka młodsza siostra depresji.

Na koniec zrobiło się groźnie, prawda? Wielce uczeni Panowie i Panie zauważyli, że straszna nuda to strasznie złe konsekwencje. Brat chuligan i siostra depresja mogą jeszcze przyciągnąć wujka alkoholika, a to już brzmi jak Dom Zły. Ale, ale... dwa pierwsze rodzaje nudy mają też pozytywne skutki - może masz wreszcie czas, żeby przemyśleć pewne sprawy i poukładać je sobie w głowie? No nie wiem, co robią ludzie, kiedy się nudzą? Poza piciem alkoholu, oczywiście i przewijaniem Facebooka pięć lat wstecz. Co wy robicie?

Ja wiem jak do nudy nie dopuścić, zawsze mam w głowie kilka tematów do przemyślenia. Jeśli Wam się kończą takowe, a problemy takie jak "co to znaczy, że wszechświat się rozszerza i gdzie on się rozszerza, co było tam gdzie on się teraz rozszerzył i jak to w ogóle wygląda kiedy on się tak rozszerza" są niewystarczająco frapujące, to może tutaj pod tekstem wymienicie się wzajemnie własnymi pomysłami. AHA! Nie ma, że smartfon z internetem. Sio, sio, sio, przyjmijmy, że jest wczesny renesans i pod ręką nie ma nawet telefonu do przyjaciela. Co wtedy?

Więcej o: