13 wskazówek jak nie dać się wyprzedażom

Wyprzedaże są super, wiadomo. Można kupić odjazdową kieckę za cenę drogich majtek, a drogie majtki w pakiecie ze stanikiem za równowartość zestawu mydełek. Mydełka zaś dają teraz "kup dwa, trzeci zestaw za złotówkę". Żyć, nie umierać. A ja czuję się jak zwłoki po tej wizycie w molochu ze sklepami... Jak tu żyć podczas takich okazji?

Na początek głęboka i dawno odkryta prawda: niebezpieczeństwo wyprzedaży polega na tym, że kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy (i których nigdy byśmy nie kupili), tylko dlatego, że nagle ktoś sprytnie przyczepił do nich znaczek z procentem. Nie jest tajemnicą, że zmyślni sprzedawcy czasem trochę machlojkują z cenami: podklejają wyższą cenę na cenę wyjściową, a potem na to wszystko cenę po rabacie, która potrafi być wyższa od tej początkowej. Oczywiście żadnej z nas się takie nieprzemyślane zakupy nie zdarzają, my kupujemy tylko to, co jest naprawdę potrzebne. A że jesteśmy przy okazji super sprytne i zaradne, kupujemy to okazyjnie.

Przetoczyła się ostatnio przez internety dyskusja w temacie. Ci, co patrzą z przerażeniem na tłumy walące drzwiami i witrynami sklepowymi (włączając w to pracowników sklepów, a może głównie oni tak naprawdę) kontra ci, co uważają, że w stadnym zrzucaniu wszystkiego z wieszaków z szaleństwem w oczach nie ma nic złego. Skoczyli sobie do gardeł. Ja rozumiem świetnie sprzedawców, którzy, owszem, mają pracę dzięki klientom, ale doprawdy, nie są służbą, którą można pomiatać. To jest obsługa, a nie służący, których rolą jest spełniać nasze zachcianki, zanim je wyartykułujemy. I warto, i należy mówić do nich grzecznie. Bo przecież my też lubimy, jak ludzie z którymi się spotykamy w ramach naszej pracy, używają słów "proszę" i "dziękuję", prawda? Nie bądźmy więc hołotą!

Temat nie taki nowyTemat nie taki nowy

Jak nie zwariować, nie dać się zadeptać i nie wrócić do domu z naręczem zupełnie niepotrzebnych rzeczy? Oto kilka wskazówek.

1. Gdy znajdziesz super-mega-okazję (przecież to Versace, a kosztuje "tylko" 900 złotych!), przymierzysz i uznasz, że jest super - zastanów się, czy kupiłabyś to za cenę pierwotną. Czy odkładałabyś sobie do świnki skarbonki przez kwartał, by kupić ten wystrzałowy ciuch. Czy zrezygnowałabyś na jego rzecz z wyjazdu na weekend z przyjaciółmi i kolekcji książek ulubionego autora? Jeśli na wszystkie te pytania odpowiadasz twierdząco - MOŻE rzeczywiście warto. Ale wciąż tylko "może".

2. Gdy wpadnie ci w ręce prześliczna szyfonowa bluzeczka w kolorze kanarka, która kosztuje jedynie połowę swojej ceny - weź głęboki wdech i zastanów się, czy w ogóle zwróciłabyś na nią uwagę, gdyby nie wisiała na wieszaku przecen? Czy nie masz przypadkiem nic żółtego w szafie, czego nie nosisz i nie znosisz, bo generalnie od urodzenia po prostu NIE CIERPISZ żółtego koloru?

3. Owładnięta szałem wyprzedaży łatwo możesz dać się wkręcić, że to jest Wielka Super Okazja, a tymczasem cena może być sztucznie podbita - skorzystaj więc ze smartfona, którego prawdopodobnie masz w kieszeni i wygooglaj sobie daną rzecz (lub podobną). Może się okazać, że sweterek z kaszmirem wcale nie musi kosztować 399zł minus 20%, można kupić go za jedną trzecią tej ceny w sklepie obok. Jest sporo porównywarek cenowych. I sporo sklepów internetowych, oferujących markowe ciuchy w lepszych cenach.

4. W pośpiechu, mierząc 29 rzeczy, które pani łaskawie pozwoliła ci zabrać do przymierzalni, choć limit na kartoniku, który ci wręczyła wynosi "5", łatwo nie zauważyć braków w produkcie. Bluzki często noszą ślady najazdu wytapetowanych i nieuważnych mierzących. Nie łudź się - to nie zejdzie. A jeśli nawet, to zostanie ślad. Przynajmniej w twojej głowie. Dlaczego kupujesz brudne, niepełnowartościowe ciuchy? Przyjrzyj się, czy są wszystkie guziki, czy nic się nie pruje. Czasem rzeczy na przecenach są wybrakowane, ale raczej nikt ci palcem wady nie wskaże... (Ukłony dla miłych pań z pewnego sklepu, które uczciwie mówią, gdy coś jest nie tak z przecenionym ciuchem).

5. Uwielbiasz czarne sweterki*, prawda? Są takie praktyczne! Świetnie się noszą z całą tęczą bluzeczek i topów, pasują do niemal każdej sukienki, nie widać, że się przybrudziły tuszem z tonera. Nic tylko brać. Gdy więc widzisz w świetnej promocyjnej cenie czarny sweterek, pomyśl o jego braciach i siostrach w swojej szafie. Czy nie jest tak, że masz już podobnych sweterków dwa tuziny? Ten ma co prawda inną taką, tę, lamóweczkę, szlaczek, wykończenie przy łokciu... Naprawdę?

(*w miejsce czarnego sweterka proszę sobie wstawić to, co akurat wam się nosi tak świetnie, że powielacie w swej szafie to dobro do znudzenia - "och, tak mi ładnie w ziemistym beżu!".)

Czy to photoshop? Nie! To wyprzedaż! (Taka okazja, wezmę dwie!)Czy to photoshop? Nie! To wyprzedaż! (Taka okazja, wezmę dwie!)

6. W trosce o zdrowie swojej szafy (tak, meble mają swoją wytrzymałość - widziałaś kiedyś, jak wygląda szafa od strony ściany? Chciałabyś, by tak się wybrzuszała bluzeczka na twoim brzuchu? Więc dlaczego robisz to szafie?) przyjmij zasadę "ciuch za ciuch". Za każdym razem, gdy kupisz coś nowego, usuń z szafy coś, w czym już nie chodzisz.

7. Nie kupuj czegoś za małego lub za dużego, bo jest TAKIE TANIE, że opłaca się to zwęzić, poszerzyć, przeszyć lub uszyć od nowa. Pamiętaj, że na wyprzedaże trafiają często same niechciane szmatki, mikroskopijne lub monumentalne rozmiary, których nikt już nie chciał i zostały smutne, jak te dzieci nieodebrane z przedszkola na czas (przepraszam, efekt rozmów podczas przerwy na kawę). Nie kupuj takich rzeczy, bo NIGDY ich nie zwęzisz, skrócisz i nie przeszyjesz. Chyba, że jesteś krawcową, wówczas kupuj.

8. Zaprzyjaźnij się z pracownicą sklepu odzieżowego, w którym są ciuchy, które cię kręcą. Słyszałam kiedyś od koleżanki pracującej w sieciówce odzieżowej historię o chowaniu drogich super ciuchów dla znajomych, by spokojnie przeleżały w trzecim rzędzie za brzydkimi swetrami, a jak przyjdzie moment przecen - szybki cynk i krewni i znajomi królika kupują okazyjnie.

9. Pamiętaj, że lustra w przymierzalni są wyjęte z parku rozrywki. Zniekształcają sylwetkę, oczywiście na korzyść (twoją i sklepu). Ty wyglądasz jak niedożywiona nastolatka - ubywa ci wszystkiego: centymetrów w tyłku, rozumu i kasy w portfelu. I te miłe panie, które naprawdę dobrze wyćwiczone frazy "wygląda pani w tym świetnie, chciałabym mieć taką figurę" mówią bez mrugnięcia powieką. I chcemy im wierzyć. Choć resztka rozumu podpowiada, że to trik sprzedawcy. Ale na pewno w tym wypadku to TEŻ szczera prawda. PRAWDA?!

10. Naucz się odróżniać, kiedy "wyglądasz w tym świetnie, koniecznie to kup" w ustach partnera (w życiu czy podczas zakupów) znaczy dokładnie to, a kiedy jest bolesnym komunikatem "kup to, kup cokolwiek, kup wszystko, ale wyjdźmy z tego sklepu, bo mnie zaraz zaleje zła krew i zacznę strzelać do ludzi, a TY będziesz moją pierwsza ofiarą". W ogóle zabieranie faceta na zakupy jest ryzykownym pomysłem, ale to osobny temat.

11. Jeśli naprawdę musisz połazić po sklepach z przecenami, zrób to możliwie w poniedziałek przed południem. Jeśli aż tak MUSISZ, weź wolne w pracy i zrób to wtedy, gdy wszyscy inni ludzie siedzą przy biurkach i w swoich korpofabrykach. Może to pozwoli ci wykonać tę misję i wrócić z niej z tarczą i trafionym zakupem. Ja czuję tak koszmarną presję tłumu i muzyki podczas weekendowych i wieczornych oblężeń molochów, że nie myślę racjonalnie. Zdarzyło mi się coś kupić w sposób zupełnie nieprzemyślany, bo bardzo chciałam już wyjść na wolność (park, las, polana, górski strumyczek - te miejsca, które tak rzadko odwiedzam i o których tak ciepło myślę, podczas wizyt w centrach handlowych!).

12. Jeśli czujesz, że uschnie ci ręka i będziesz najnieszczęśliwszą owieczką na świecie, jeśli nie wybierzesz się na wycieczkę do centrum handlowego w okresie super przecen - zrób to. Nałap w ręce ile się da, pospaceruj między alejkami z tym całym bogactwem w ramionach, naciesz się i... odłóż. Chwilę to miałaś na/przy sobie. Może to starczy?

13. Pamiętaj, że naprawdę lepiej i rozsądniej - dla twego portfela, ale i twej szafy - jest kupić jedną porządną rzecz, w której będziesz chodzić i będziesz się w niej świetnie czuć, niż tonę badziewia za 10 PLN.

Na koniec jeszcze mały gender: czy wyprzedaże ogłupiają tylko kobiety? Nie. Ale tylko kobiety o tym mówią głośno, bo są dumne, że kupiły coś okazyjnie. Nic tak nie jara, jak odpowiedzieć na komplement: "ale masz świetną bluzkę" z niedbałym machnięciem ręką: "firmy X (tu pada nazwa sklepu, do którego nikt przy zdrowych zmysłach nie wchodzi zważywszy na ceny"), ale kupiłam na promocjach za 4 dyszki".

Faceci nie chwalą się zakupem "na przecenie", bo lepiej zostawić w domyśle, że stać ich na coś, choć jest to obrzydliwie drogie. Nigdy nie słyszałam, by facet mówi - "kupiłem tę konsolę na promocji".

Polujcie z głową! (I dajcie znać, co fajnego kupiłyście - bo chyba nie będziecie się stosować do tego powyżej, co? Jest tyle super promocji!)

Więcej o: