FOCH! i OCH! - czarna polewka i belka w oku

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi - tak twierdził kiedyś pewien biskup (było to w dawnych czasach, gdy biskupi zajmowali się cnotami a nie "ideologią gender". Drzewiej bowiem wszystko było nieco lepsze). A ponieważ Foch znalazł się ostatnio w krzyżowym ogniu krytyki (może odrobinę dramatyzuję), to pozwolę sobie zapłonąć świętym oburzeniem. Albo tak po ludzku, zwyczajnie i uprzejmie odpowiem. Wiem, to niepopularne rozwiązanie. (Pioruny, błyskawice, świetlne miecze).

Przepraszam, ja oczywiście nigdy nie umiem zachować powagi i w każdej sytuacji urządzam sobie żenujące podśmiechujki. Niekiedy nawet sama z siebie się śmieję - taki defekt mózgu. Mam szczerą nadzieję, że nieuleczalny. Ale miało być o krytyce, a nie, jak zwykle, o mnie.

CZARNA POLEWKA - OCH!

Krytyka - ta merytoryczna i rzeczowa, jest cenna, więc z zainteresowaniem przeczytałam i przeanalizowałam krytyczny wobec Focha tekst z bloga Kacza Zupa. We wpisie pod wiele mówiącym tytułem "Wszystko, tylko nie foch" autorka zawarła powody, dla których nie lubi naszego serwisu. Powód zasadniczy jest, moim zdaniem, oparty na fałszywym założeniu - ale zaraz do tego wrócę. Na początku chciałam powiedzieć, że choć krytyka jest z samej swej natury nieprzyjemna - zdecydowanie przecież wolimy, żeby nas chwalono kochano i głaskano po główeczkach, to naprawdę czuję się autorce zobowiązana. Po pierwsze widać, że nie jest to przypadkowy strzał z biodra, tylko stanowisko poparte znajomością i analizą naszego serwisu. Po drugie zarzuty, które nam stawia nie sprowadzają się do "nie podoba mi się i już", więc można się do nich w merytoryczny sposób odnieść. Po trzecie dała mi okazję do zastanowienia się nad tym, co możemy robić lepiej, a to już czysty zysk. Nawet czarna polewkę można podać tak, by nie pozostawiała smaku goryczy.

kaczazupa.wordpress.comkaczazupa.wordpress.com

Pozwolę sobie zatem odnieść się już bezpośrednio do treści wpisu.

Pomijam już język, jakim ten portal jest pisany. Język, którzy jest w porządku, kiedy pisze się prywatny blog, ale którego naprawdę nie powinno się używać w prasie. Ale rozumiem. Załoga Focha to mają być nasze fumfelki, tylko trochę bardziej wygadane i lepiej piszące. OK. Jakoś to przeżyję.

Nie wiem dlaczego język "prasowy" powinien się różnić od języka nazwijmy go sobie "prywatno-blogowego"? Nie jesteśmy serwisem informacyjnym, nie musimy więc dbać o przezroczystość formy, aby nie naruszała treści komunikatu. Możemy pozwalać sobie na większą swobodę, zabawę językiem, wyrażanie emocji, indywidualny, nawet manieryczny, styl. Oczywiście językowe (czy jakiekolwiek inne) błędy powinny być (i są) rugowane. Zawsze można jeszcze to i owo podciągnąć - to bezdyskusyjnie prawda.

"Fumfelki" - to niezbyt dobrze dobrane słowo, ale dotyka pewnej istotnej sprawy. Jednym z naszych głównych założeń jest zniesienie tej bariery jaką tradycyjnie pojmowane media stawiają między nadawcą i odbiorcą. Nasz serwis składa się nie tylko z tekstów pisanych przez nas - redakcję, ale też tych, które piszą w komentarzach i w nadesłanych do redakcji listach nasi Czytelnicy. Widzimy Focha jako platformę dialogu, a nie tylko tablicę na której wieszamy jakieś treści, obwieszczenia i komunikaty.

Czego natomiast przeżyć nie mogę, to tego, że Foch, portal z założenia mający wyjść poza proste podziały męskie-żeńskie, zupełnie z nich wyjść nie może. Mam wrażenie, że powstał, aby pomieścić bezmiar frustracji dziennikarek i współczesnych kobiet (być może zresztą tak właśnie było, biorąc pod uwagę nazwę). Miał być miejscem, w którym kobieta może sobie ponarzekać na rzeczywistość, bezpieczną przestrzenią, gdzie nie trzeba przeglądać się w męskim spojrzeniu, gdzie można być sobą. Tyle że zamiast prawdziwej rewolucji dał nam coś, co doskonale mieści się w starych, znanych (patriarchalnych) ramach.

Nie wiem skąd pomysł, że założeniem Focha - serwisu, który nie ma ambicji stania się portalem, przynajmniej nie w obecnym rozumieniu tego słowa - jest robienie rewolucji, zwłaszcza rewolucji w ujęciu feministycznym, czyli zmierzającej do obalenia patriarchatu. Nigdy i nigdzie nie manifestowałyśmy jako serwis takich zamiarów ni dążeń. Nie mamy oficjalnej linii politycznej czy światopoglądowej. Dziewczyny tworzące Focha są różne, mają różne poglądy i upodobania. Owszem, niektórym bliska jest ideologia feministyczna, inne się od niej odżegnują. Nie ma to żadnego znaczenia ani dla nas osobiście (redakcyjne kłótnie i spory są malownicze, ale nie prowadzą do zerwania stosunków), ani dla tego, co mogłabym górnolotnie nazwać naszym przesłaniem. To zaś brzmi: jesteś kobietą - możesz myśleć i mówić, co chcesz i o czym chcesz. Bo tak, jesteśmy bezpieczną przestrzenią - nie dlatego, że tutaj "nie przeglądasz się w męskim spojrzeniu", tylko dlatego, że my naprawdę nie oczekujemy, że będziesz reprezentować jakiś z góry narzucony sposób widzenia świata. Dopuszczamy każdy - najwyżej się nie zgodzimy. Ale jak pisałam wcześniej: Foch to platforma dialogu, więc wszelkie różnice zdań i polemiki są mile widziane.

Z jednej strony niby mamy wynurzenia o Lenie Dunham i stawianie tezy, że można nie mieć dzieci i być szczęśliwym. Ale z drugiej są teksty w rodzaju "baba, a zna się na polityce", list, w którym matka radzi córce, aby w przyszłości nie goniła za facetami, bo pułapka nie goni za myszą, "rewolucyjny" poradnik "jak wyglądać dobrze, kiedy ma się gruby tyłek" (niby ok, każdy ma prawo do grubego tyłka, ale jednak trzeba by go odpowiednio ubrać, żeby nie bił po oczach wrażliwych współobywateli). Niby niewiele o makijażu (w końcu współczesne kobiety nie muszą się pacykować, żeby być wartościowe), ale w tekście o postanowieniach noworocznych jest o tym, żeby się malować dłużej i lepiej (!). Niby nie jest to Claudia, ale jednak tekst o gasnącym pożądaniu w związku musi być. Nawet jeśli udaje przewrotny.

Nie zgadzam się z założeniem, że istnieją "dobre" i "złe" tematy dla serwisu kobiecego. Czyli, że dobrze napisać o Lenie Dunham, źle o makijażu, czy ciuchach maskujących mankamenty figury. Niby dlaczego? Nie upatrujemy wartości współczesnej kobiety ani w tym, jakie seriale ogląda, ani w tym czy się maluje, czy nie. Widzimy jej wartość w niej samej. Ma gruby tyłek? Niech ma. Chce go maskować? Służymy radą. Ma to w dupie? Też nie widzimy problemu. A seks w dojrzałym związku to temat ciekawy, bo stanowi doświadczenie zarówno nasze jak i naszych Czytelniczek, nie jest to jakiś wydumany problem. Można o tym napisać na wiele sposobów. Tak właśnie robimy.

I tak jakoś kuleje ta rewolucja. Mam nieodparte wrażenie, że autorki i czytelniczki tego portalu chciałyby pierdolnąć wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść. Ale nie mają odwagi, więc wciąż biorą na siebie większość obowiązków domowych, grzecznie się malują, chociaż robią to kosztem snu, pracują na dwa etaty i próbują zadowolić męską część tego świata.

Skoro już wiemy, że to nie rewolucja, to może po prostu uznajmy, że mamy prawo pisać o czym chcemy i dawać wyraz różnym swoim myślom: i tym podszytym złością, i tym podszytym zachwytem - nie dzieląc ich na ważne i nieważne? Że możemy pisać o czym chcemy, niczego nikomu nie udowadniając? Bo nie musimy. Zadowalanie męskiej części świata - wedle uznania i we własnym zakresie. Nie będziemy osądzać.

BELKA W OKU - FOCH

Dostało nam się też od NaTemat - w zamieszczonym tam tekście Zofia Rojek zapytuje "Czy wulgaryzmy stanowią dobry komentarz do aktualnych wydarzeń politycznych?". Nim odpowiem (czasami jedyny, proszę pani) wyjaśnię o co zawierucha: po czwartkowym wykładzie księdza Oko w Sejmie zamieściłyśmy na naszym profilu na Facebooku rysunek Magdy Danaj. Z całkiem poważną propozycją:

rys. Magda Danajrys. Magda Danaj

Uznałyśmy, że to nieco bardziej elokwentne niż głośne JA PIERDOLĘ, które jakoś tak samo nasuwało się na usta, gdy w oczy i uszy wpadały kolejne bon-moty w rodzaju:

Jeżeli dzieciom będziemy dawać wódkę, narkotyki, seks - w wieku dwóch lat - to mocne jednostki może się oprą, ale bardzo wielu zostanie narkomanami, alkoholikami, seksnarkomanami. Ale to pozwala na zerwanie z dotychczasowa kulturą. To cel genderystów.

Jeśli chodzi zaś o stopień brutalności komunikatu, to i tak nie miałyśmy szans dorównać księdzu:

Lekarze stosują takie porównanie inżynierskie, że seks gejowski to jest tak, jakby tłok silnika, zamiast w cylindrze silnika, poruszał się w rurze wydechowej. To jest medycznie i technicznie katastrofa. Bo i samochód nie pojedzie, i rura się rozwali. I stąd biorą się choroby i problemy. Bo zakończenie przewodu pokarmowego nie do tego służy. Biedni są ludzie, którzy tego nie rozumieją. To nie jest do tego przystosowane. Tam natychmiast powstają rany, otwarte rany, a tam jest kał, krew, często też ślina i wszystkie płyny ustrojowe, które dostają się do krwi. Dlatego ci ludzie są potem tak schorowani i tak cierpiący.

Tak, w obliczu zaistnienia w przestrzeni medialnej tego bezmiaru syfu, głupoty i nienawiści uznałyśmy, że dosadny komentarz Magdy jest jak najbardziej na miejscu. I wyraża nasz ciepły stosunek w dostatecznym stopniu.

Jednakże NaTemat w osobie pani Zofii uznało, że lepiej pobulwersować się naszym chujem, niż kałem i krwią w oku, to jest u księdza Oko.

Jednak czy media powinny prezentować takie treści?

Pomijam już fakt, że jedyne medium, w którym ten obrazek się pojawił to NaTemat (my opublikowałyśmy go wyłącznie na społecznościowym serwisie, nie na Fochu - dopiero TERAZ jest o co robić dym), ale nie będę uciekać w kazuistykę i technikalia. Odpowiem za to obrazowo:

rys. Marek Raczkowskirys. Marek Raczkowski

 

Natomiast Dominika Wielowieyska, dziennikarka związana z "Gazetą Wyborczą", uważa, że wulgarny język nie jest dobrym sposobem komentowania wydarzeń politycznych. - Ci, którzy używają takiego języka z pewnością nie chcą poznać argumentów drugiej strony, ani nie prowadzą wyważonej dyskusji. Wyzywanie się nie jest metodą - mówi, jednocześnie zaznaczając, że jej zdaniem poważne media powinny dbać o jakość języka.

Przepraszam, ale to jest właśnie odpowiedź na "argumenty drugiej strony". Jedyna stosowna. Faktycznie, mam wrażenie, że nie chcę usłyszeć już nigdy więcej większej ilości tych argumentów. (Pani Dominiko, technicznie jesteśmy w tym samym medium także zapraszam, jeśli chce pani coś dla nas tercyną albo trzynastozgłoskowcem stworzyć. Mamy dość wyśrubowane standardy.)

Nie wiem, czy autorzy zdają sobie sprawę z tego, że niegdyś był to ulubiony dowcip osób nienawidzących gejów, jeżeli więc chcą być takimi rechoczącymi sproślakami, to niech sobie będą - mówi Najsztub.

O, w punkt trafione. Nasz rysunek jest wyrazem nienawiści do gejów, podczas gdy ksiądz Oko głosił o miłości. Nieco tylko unurzanej w krwi i kale. Ale lepiej widzieć źdźbło, niż belkę.

Siłę mojego FOCHA osłabiają bardzo fajne komentarze Czytelników pod tekstem. Znaczy, że ciemny lud jednak nie wszystko kupi.

NaTemat.plNaTemat.pl

A co do samego rysunku - jeśli kogoś nie śmieszy to dobrze. Bo on wcale nie miał być zabawny.

Więcej o: