O szlachetnym BRAKU cierpliwości - Panie Dyrektorze, jak ja pana rozumiem!

Uwaga, będzie to tekst pełen wulgaryzmów. Ja ich co prawda nie użyję, lecz będę cytować. Obficie. I bez śladu oburzenia. Za to inni oburzyli się ogromnie. Bo jak tak można? Dyrektor. I to w dodatku instytucji kulturalnej. I takie rzeczy! Taki brak opanowania. Jednym słowem - ojejku.

Rozumiecie, afera wybuchła, skandal się zrobił, winni zostaną ukarani. Dyrektor poznańskiego Teatru Muzycznego, nie przebierając w słowach, poprosił (via mail) swoich  podwładnych, aby byli uprzejmi WRESZCIE wykonać DAWNO WYDANE i WIELOKROTNIE POWTARZANE polecenie służbowe. Co zrobili pracownicy? O przepraszam, nie pracownicy - związkowcy. Otóż polecieli z donosem na podłego tyrana, smagającego kapitalistycznym pejczem zgięte pokornie grzbiety ludu ciężko pracującego. Do donosu dołączyli kopię rzeczonego maila, żeby każdy wiedział, jaki WULGARNY jest dyrektor SZACOWNEJ INSTYTUCJI. Kulturalnej.

Z problemem wulgaryzmów w Świątyni Kultury pozwolę sobie rozprawić się za pomocą starego, jak świat, suchego, jak prawica i głupiego, jak niektóre damy polskiej polityki dowcipu. Już. Zrobione.

Serio, wzrusza mnie, jak co poniektórzy rzucili się dyrektorowi Kieliszewskiemu do gardła. Jestem pewna, że owe, święcie oburzone jednostki nigdy w życiu:

- nie musiały pracować z kimś, po kim trzeba sprzątać, poprawiać i za kogo trzeba świecić oczami,

- nie kierowały grupą ludzi, którzy w rzyci mają swoje obowiązki, o poleceniach raczą zapominać sekundę po tym, kiedy wydający je zniknie za drzwiami i beztrosko sobie bimbają (bo są pewni bezkarności, lub zbyt głupi, by ocenić konsekwencje),

- nie wojowały bezsilnie z cudzym marazmem, lenistwem, brakiem kompetencji i tumiwisizmem,

- same za to są wzorowymi pracownikami, zdyscyplinowanymi, porządnymi, niezawodnymi.

Puściły mi nerwy. Przeprosiłem adresatów. A moja groźba niewypłacenia premii się nie ziściła. Mail miał charakter wewnętrznej korespondencji, choć to oczywiście żadne usprawiedliwienie.

Były takie czasy, kiedy okropnie śmiałam się z krążącej po wczesnym internecie przemowy Tomasza Lisa - ewidentnie skierowanej do podwładnego. Ojej, ojej, jakie zabawne, dziennikarz klnie jak szewc, haha, ale urwał. Minęło sporo lat, zanim posłuchałam tego z nieco innej perspektywy.

No i co? Facet wścieka się bezsilnie na pracownika, który mu (w ostatniej chwili, jak wnioskuję) spieprzył robotę. Ktoś to nagrywa i puszcza w obieg. Straszny skandal, faktycznie. Bo ci nagrywający w pracy pewnie mówią tylko ojejku i motylanoga. Tak, wiem, im wolno, nie są szefami. Szefa nie stać na BRAK zimnej krwi.

Owszem, dyrektor Kieliszewski popełnił błąd - swoje propozycje nie do odrzucenia przekazał na piśmie. Pozwalając tym samym, aby ktoś jego (słusznej, moim zdaniem) wściekłości użył przeciwko niemu.  Przy okazji zadumałam się łagodnie nad naturą tych, którzy nieszczęsne pismo ujawnili.  Wiadomo, praca z leniwcem to sama przyjemność. Praca z leniwcem, który w licznych wolnych chwilach para się donosicielstwem - to przyjemność podwójna. Ciekawe, czy ta opinia również pójdzie za nimi w świat.

Ależ oczywiście, że dyrektor powinien wydać swoim pracownikom polecenie w sposób stonowany i uprzejmy. Wnoszę iż robił to - wiele razy i bez rezultatu. Wnoszę iż się w końcu porządnie zdenerwował. Wnoszę iż zwrócił się do swoich podwładnych w sposób potoczny, szczery i taki, jakby mówił do nich bezpośrednio. Cóż, źle zrobił. Zaufał niewłaściwym ludziom. I poniósł konsekwencje.

Dalsza współpraca z panem Kieliszewskim jest możliwa, tylko jeśli diametralnie zmieni swoje postępowanie. Ale już w to nie wierzymy. Dlatego będziemy domagać się zmiany dyrektora.

Zastanawiam się, jakie konsekwencje ponieśli pracownicy, ci, którzy najpierw polecenia służbowe bezczelnie olewali, a następnie polecieli z buzią do mediów. Ale o co chodzi? Zawsze można zmienić dyrektora.

Oczywiście, należy być cierpliwym, opanowanym i grzecznym, zwłaszcza gdy jest się szefem. To dyskusji nie podlega. Ale tak sobie myślę, że wobec niektórych ludzi grzeczność i cywilizowane formy są zwyczajnym frajerstwem. I że są sytuacje, w których brak cierpliwości jest cnotą i koniecznością.