Posłuchaj, to do ciebie - dobrze, tylko daj mi dobre słuchawki

Gdyby mi ktoś powiedział, że oszaleję na punkcie słuchawek, to kazałabym mu się puknąć w czoło. A jednak, ta historia wydarzyła się naprawdę: zakochałam się w słuchawkach. Cudzych. Byłam gotowa oddać za nie nerkę, ale na szczęście nie musiałam.

Parrot

A było to tak: kolega Piotr Stanisławski z Technologii (wiecie już, że Foch i Techno oraz Polygamia bardzo się kochają, prawda?) zawołał mnie raz do swojego biureczka i kazał nadstawić łeb. Trochę się bałam, ale ponieważ nigdzie nie spostrzegłam przenośnej gilotyny, to zaryzykowałam. I tak na mojej głowie wylądowały NAJLEPSZE SŁUCHAWKI ŚWIATA. Absolutne cudo: bezprzewodowe, sterowane za pomocą appki z telefonu, z bajerami takimi jak aktywne wytłumianie hałasu. Jakość dźwięku - boska, dizajn - prześliczny (niejaki pan Philippe Starck projektował, więc dziwnym nie jest, że ładne).

Parrot

Z tego zachwytu trochę je Piotrkowi podkradałam (przynajmniej żeby do zdjęcia zapozować), ale to mi przestało wystarczać, więc poprosiłam bardzo uprzejmych przedstawicieli firmy Parrot o przysłanie mi też takiej pary, żebym mogła je przetestować. To znaczy przywłaszczyć sobie na kilka tygodni i cieszyć się udogodnieniami. I dostałam! W wersji kolorystycznej Rose Gold - po prostu idealnie. Naprawdę słuchawki Zik - bo tak się te cuda nazywają - mają same zalety: konfiguruje się je bardzo prosto za pomocą Bluetooth z urządzeniem, z którego chcesz odtwarzać muzykę (czy cokolwiek innego): telefonem, tabletem, laptopem. Mają kilka ciekawych funkcji, takich jak aktywne wygłuszanie dźwięków z otoczenia (jestem w nich przyjemnie głucha. Bardzo przydatne w wielu okolicznościach). Mają wygodny dotykowy panel sterowania - pukasz się w ucho (no wiem jak to brzmi) i możesz zrobić głośniej, ciszej, przewinąć do kolejnego numeru, zatrzymać. Zresztą te sprytne bestie Zikusie same zatrzymają słuchaną piosenkę, jeśli zdejmiesz słuchawki (bo jakiś natręt coś do ciebie mówi), lub na przykład telefon, z którym są skonfigurowane, zacznie dzwonić (nie dzwońcie do mnie).

Parrot

Testowałam więc słuchawki radośnie w warunkach biurowych, domowych (zwłaszcza podczas nocnego stania przy garach - kiedy nie mogę puszczać głośno muzyki, bo dzieciąteczka śpią słodko), w drodze do i z pracy, a nawet u fryzjera podczas kręcenia papilotów. Jeśli miałabym wskazać jakieś drobne wady: dość szybko wyładowują się i trzeba pilnować poziomu baterii (aplikacja obsługująca słuchawki oczywiście pokazuje i ostrzega, ale i tak kilka razy mnie niemiło zaskoczyło, że się wyłączyły).

A teraz wleję do tej beczki miodu trochę dziegciu: słuchawki Parrot Zik są super, ale kosztują 1400 zł. Tak, to smutna wiadomość. Dlatego na osłodę przygotowałam przyjemną tematyczną playlistę (jak wspaniale brzmi słuchana przez Zikusie z apki Spotify na telefonie, gdy jadę rano do pracy - nie macie pojęcia) z piosenkami o tym, że praca, praca i weź się pani do roboty. Tak.

You want a hot body? You want a Bugatti?

You want a Maserati? You better work bitch

You want a Lamborghini? Sip martinis?

Look hot in a bikini? You better work bitch

You wanna live fancy? Live in a big mansion?

Party in France?

You better work bitch, you better work bitch

You better work bitch, you better work bitch

Now get to work bitch!