Przypadek pisarza Twardocha - Polsko, już wiesz co masz robić

Jakie bym miała zdanie o sprawie, gdyby poirytowaną wiązankę rzucił pan Zenon spod budki z piwem, nieładnie pachnący pan Zenon, z wczorajszym oddechem i w ciuchach sprzed tygodnia? Zamiast młodego, przystojnego, dobrze ubranego pisarza, którego książka przeryła mi głowę, przeczołgała aż do zmęczenia i zapewniła parę sennych koszmarów? Nie wiem. Uczciwie - nie wiem.

Wpadłam oto we własne sidła i wytykam to sobie, zanim ktokolwiek wytknie to mnie. Nie tak dawno burzyłam się i wytrząsałam nad przypadkiem profesora Legutko, który wszak użył słów znacznie lżejszych i to tylko w stosunku do dwójki młodych ludzi, a nie całego kraju. No i co? Dlaczego co wolno Twardochowi, to nie Legutce?

(Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta AGENCJA GAZETA)

Co powiedział Twardoch? Otóż Twardoch zareagował na wyrok Sądu Najwyższego, w którym stwierdza się, że Ślązaków nie można uznać za odrębny naród, a Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej nie można zarejestrować pod tą nazwą. Szczepan Twardoch na swoim profilu na FB napisał:

Kilkaset tysięcy ludzi zasadniczo myli się w kwestii własnej tożsamości etnicznej; sędzia z Warszawy wie lepiej, bo tak go w szkole nauczyli. (...) Pierdol się, Polsko.

Prawnik, Michał Boruczkowski uznał, że słowa pisarza naruszają godność Ojczyzny - i jako takie mogą stanowić przestępstwo. Złożył doniesienie do prokuratury. Prokuratura wszczęła postępowanie. Tyle faktów.

Rozpętało się. Wiadomo, dlaczego by się miało nie rozpętać. Takie słowa! O Ojczyźnie! Z ust - bądź co bądź - człowieka kultury! Nasi pradziadowie w kajdanach za Naród, a on...

Rozpętało się też w drugą stronę. Odwalcie się od chłopaka! A gdzie wolność słowa? Nasi pradziadowie w kajdanach, za tę wolność...!

Pisarz Twardoch jednoznacznie wypowiedział się w kwestii walki o jego duszę.

MrrrruuMrrrruu

Wypowiedź przyprawiła mnie o dreszcze zachwytu, ale mniejsza o moje dreszcze, prawda. Są one bez znacznie dla sprawy, choć nie bez znaczenia dla mojej oceny. Mimo apelu Twardocha - pozwolę sobie wyrazić moje wsparcie, głównie dla własnej przyjemności, spokojna, że pisarz się nie zdenerwuje, nie przeceniam bowiem swojego zasięgu. Zamierzam ot tak sobie podywagować nad własnym brakiem obiektywizmu, haniebną stronniczością i dorabianiem ideologii w locie, na potrzeby chwili.

Otóż ja uważam, że pisarz Twardoch Ojczyzny nie obraził. Mam wrażenie, że korona na głowie Ojczyzny siedzi znacznie mocniej, niż się donoszącemu prawnikowi Boruczkowskiemu wydaje.

Mnie słowa Twardocha nie rażą i nie obrażają. Nawet nie w myśl zasady, że obrażają to się pokojówki. Nie czuję się dotknięta jako Polka i obywatelka. Wiem, żadna ze mnie patriotka. Ja tylko płacę podatki, głosuję i w miarę skromnych możliwości przestrzegam prawa. Nie rozumiem uczuć świętych i wielkich. Im jestem starsza - tym bardziej nie rozumiem.

Rozumiem za to pisarza Twardocha. I na swój własny użytek dorabiam sobie ideologię do faktu, iż casus Legutki z casusem Twardocha tożsamy nie jest. Profesor Legutko obraził dwójkę licealistów (i ich rodziców przy okazji), choć ta dwójka (oraz ich rodzice) nie ubliżyli mu w żaden sposób. Zorganizowali debatę. Na temat społeczno-polityczny. I za to zostali obrażeni.

Dla mnie słowa pisarza Twardocha nie były zaczepką - tylko reakcją. W pełni rozumiem to, że osoba temperamentna i zaangażowana w problem (a kwestie śląskie wydają się tkwić Twardochowi mocno pod skórą) na dotkliwą obelgę może odpowiedzieć swojskim pierdol się. I naprawdę nie chce mi się rozmawiać o tym, jak bardzo jest to nieeleganckie i dlaczego. Natomiast chętnie podyskutuję o adekwatności takiego gestu.

Uważam, że Twardoch odszczeknął się bezpardonowo komuś, kto go nieustannie obraża. Od lat, na wiele wyrafinowanych i prostych sposobów. Obraża bezzasadnie, niewybaczalnie i brutalnie. Dlaczego tak uważam? Och, zwykłe przeniesienie, w tym wypadku - moich odczuć i opinii na kogoś innego, kto być może ich wcale nie podziela. Ja bowiem czuję się przez Polskę obrażana notorycznie. Na wiele wyrafinowanych i prostych sposobów. Na przykład tak.

- Ciąża miała 3 milimetry, to był płód między szóstym a dziewiątym tygodniem ciąży - dopowiadam.
- A jakie ma to znaczenie? To jest człowiek. Myśli pani, że jak kobieta się zrzeknie ciała, to ono samo wyparuje? Dziecko umarło, trzeba je pochować - mówi Olczak.
Cieszy się, że Iwona pochowała. - Sama pani widzi, że sumienie ją ruszyło. Jeszcze nam kiedyś podziękuje. Bo za dziesięć lat mogłaby sobie tego nie wybaczyć - zapewnia, że ośrodek zawsze zadba o godny pogrzeb. Ma być krzyż, mała trumienka i ksiądz.

Albo tak.

Episkopat mówiąc, że zajmuje się sprawami rodziny, zajmuje się sprawami swoich wpływów. Mówiąc, że zajmuje się edukacją, zajmuje się religią w szkołach. Obie strony przy tym nie dostrzegają, że jest łamane prawo. Np. pierwsze ustalenia co do religii w szkole już dawno zostały połamane. Brakuje mi w tym równowagi - nie ma głosu obywateli, które byłyby słuchane przez władze. Dla mnie jest to uderzające - trudno tu mówić o wspólnej komisji. To jest przesłuchiwanie rządu, dyktowanie, co ma być zrobione. To się odbywa jak wizyta na dywaniku, a nie rozmowa partnerów. Ale trzeba przyznać, że rząd stara się trzymać linii prawa. Tylko dlaczego musi się tłumaczyć i walczyć o to, żeby zachowane było prawo?

Tak, wiem, skoro tak nam źle, to możemy sobie wyjechać. Po mnie żalu nie będzie, dziura w niebie się nie zrobi. Niewątpliwie wraz z emigracją pisarza Twardocha Polsce ubyłoby potencjału intelektualnego, ale sądzę, że kraj by trwał krzepko dalej, bo niby dlaczego nie.

Tylko że ja nie chcę wyjeżdżać. Chciałabym, żeby było normalnie. Ba, uzurpuję sobie do tej normalności prawo. I dlatego często-gęsto wyrwie mi się zza zaciśniętych zębów coś nieparlamentarnego.

A w ogóle to uważam, że pisarzowi, który pisze mocno i dotkliwie o Polsce - wolno więcej w kwestii słów mocnych i dotkliwych. Oraz w kwestii Polski. Tak, wiem, jestem nieobiektywna.