Co ja zjadam? Ziemniaki międzynarodowe w kilku wersjach

Ziemniak - najlepszy przyjaciel człowieka. Nie skamle, nie wysyła esemesów "gdzie się szlajasz?, nie przerywa ci błogostanu e-mailem o tytule "gdzie moje skarpetki?, a co najważniejsze, nie pyta co na obiad. On już wie.

To, co czytacie, to najprawdopodobniej nasz ostatni tekst. Niniejszym eposem bowiem zdemaskuję Focha jako masoński organ sekty czcicieli kartofla, od ponad 500 lat dążącej do podboju starego kontynentu, a następnie zdobycia władzy na całym świecie. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że jednym z pierwszych tekstów w naszym serwisie była oda do ziemniaczka koleżanki Aleksandry, następnie zaś cała mnogość różnych przepisów. Niedźwiedzie, gziki z kartoflami i inne takie? A właśnie. Teraz zaś będę was emablować w sprawach kartoflano-internacjonalnych, proponując kilka potraw z różnych stron świata, z ziemniakiem w roli głównej.

Poziom: łatwy Estończyk

Potrawa narodowa Estonii, jedno z dań, które mój małżonek kompulsywnie pożerał czekając na drugie dziecko, przed państwem: kartofle ze śledziem. Nie znam łatwiejszej potrawy. Wymaga obrania ziemniaków (możecie to zlecić służbie, chyba że, tak jak my, snobujecie się na stare dobre punkowe "zrób to sam") lub pozostawienia tych małych kulfonów w mundurkach, ugotowania w osolonej wodzie i wyłożenia obok solonego, a potem odmoczonego w mleku, a następnie posypanego cebulą śledzia (chyba, że lubicie śledzie w pieprzu kolorowym i konficie z czerwonej cebulki albo w żurawinie albo muśnięte szklanką cukru i tabliczką czekolady). Koniec przepisu. Wariacją w temacie śledzi z zimniokiem jest obecna w naszym domu, a zwłaszcza w domu naszej teściowej, sałatka śledziowa, ale nie ta, gdzie do ugotowanych, posiekanych ziemniaków niemundurowych i śledziny z octu osączonej dodaje się: cebulę, ogórki kiszone i buraki marynowane, jabłko twarde, kwaśne i sos majonezowo-śmietanowy, to nie ten przepis.

Siekamy śledzia, ale nie na miazgęSiekamy śledzia, ale nie na miazgę

4 ziemniaki niemundurowe gotowane

2 czerwone cebule

pół kilo śledzi solonych, moczone w mleku*

3-4 jajka na twardo

majonez*

natka pietruszki

tarty żółty ser

ogórki kiszone

Dużo gwiazd, prawda? Jestem fanem przepisów, które można dowolnie sobie modyfikować, więc jak to z tymi śledziami jest w tej sałatce? Cóż, jedni lubią jak jest ich więcej niż ziemniaków, inni wolą jednak, żeby Pan Kartofel pozostał dominatorem w stadzie - sami chyba wiecie, czy preferujecie bardziej wyrazisty smak (to wtedy też ogóreczki kiszone powinny wjechać w adekwatnej ilości). Zacznijmy od tych naszych bulw najdroższych. Siekamy towarzystwo, układamy na spodzie miski, na to drobniej posiekane ogóreczki, na to, moi mili, w kolejnej warstwie wjechać powinien posiekany śledzik. I tu naszła mnie refleksja, że każdy siecze inaczej, więc raczej chodzi o drobną kostkę, niż gęstą pulpę. Istotą siekania ma być redukcja śledziowej dachówki lub śledziojęzorów do formy takiej bardziej eleganckiej i schludnej, żeby nakładając sobie potem na talerz, nie rozpierdolić całej sałateczki, żrąc w towarzystwie na widoku lub w skrytości, chyłkiem, nocą.

Dobrze, teraz naszą rybkę najsłońszą przykrywamy siekaną cebulką, cebulkę za to przykrywamy uczciwą warstwą majonezu, majonez posypujemy nienajcieńszą warstwą żółtego sera, a żółty ser posypujemy posiekaną zielona pietruchą. Wstawiamy do lodówki, liczymy teraz do 2140 czekając aż się zagryzą, wyjmujemy, zjadamy, cierpimy na drobne niestrawności, lecz niezrażeni jemy dalej. Gdy przychodzą goście udajemy, że ta pizza na stole wcale nie jest z supermarketu.

Sałatka prawie gotowaSałatka prawie gotowa

Poziom: łatwy Turek

My mamy swoje grule, ale bracia Turcy nie gęsi, swoje zimnioki też mają. Robią je dokładnie tak, jak my te grule, tylko nazywają Kumpiry. Podobno kiedyś było to danie bezmięsne, ale nic nie może przecież wiecznie trwać, dziś bez problemu można skonsumować Kumpira z parówką, a nawet z dodatkiem pyry.

Żeby wykonać sobie Kumpira bierzemy:

masło

tarty żółty ser

farsze wszelakie: może to być pomidorek siekany z koperkiem, pietruszką, cebulką czerwoną i oliwą oraz solą, może być sałatka jarzynowa z majonezem, garść kukurydzy, tyleż samo groszku, sałatka krabowa, fasolka po bretońsku, pasta jajeczna, siekane ogórki kiszone, siekane buraki marynowane, śledzik z cebulką, może być nawet szklanka cukru, bo kto wam zabroni?

ALE UWAGA! Najsampierw potrzebujecie zajebiście dużych kartofli. Takich, że ho ho, a może nawet ho, ho, ho. Tylko, żeby nie były to jakieś parchate mutanty, to muszą być zdrowe przerośnięte pyry. Bardziej ładne, niż brzydkie. Przyda się piekarnik, do którego umyte ziemniaczane x-meny w mundurkach wrzucamy, niech się pieką, mogą być w folii aluminiowej. Piec się muszą, aż będą z zewnątrz bardziej chrupiące, a od wewnątrz bardziej miękkie, czyli długo, ku$#@!

Jak już są takie, jak powiedziałam, że mają być, rozcinamy wzdłuż (jak poznać wzdłuż ziemniaka, gdy ziemniak jest totalnie okrągły, gdy patrzymy nań z góry? Och, nie kłopoczcie się tym, tylko tnijcie tak, żeby się nie wywracał po nafaszerowaniu). Rozcięty nasz ziemniak? Cudnie. Bierzecie łyżkę masła i drążycie tego ziemniaka od środka tak, żeby się zrobiło puree ziemniaczane w skorupce z opieczonego mundurka. Posypujecie to puree serkiem żółtym, robicie tam taki padół, taki rów, takie przejście przez Morze Czerwone jakby. Następnie bierzecie swoje farsze i robicie to tak, jak Turcy, bo po co inaczej? Układacie sobie farszyk za farszykiem w pozycji prostopadłej do tego rowu, naszego ziemniaczanego morza. No. I gotowe. Można jeść.

Poziom: łatwy Hiszpan

Aby wykonać ten trick, należy kliknąć dwa razy strzałką w prawo, a następnie przytrzymać jednocześnie spację i klawisz F11. Jeśli trick nie pojawił się automatycznie przed wami - trudno, trzeba sobie radzić analogowo. Bierzecie więc:

pół kilo obranych ziemniaków

4 surowe jajka

czosnek*

czerwoną cebulę

tartą słodką paprykę

pół szklanki mleka

natkę pietruszki

oliwę i sól

Opcja jest taka: kroicie ziemniaki na plasterki, niezbyt grube. Kroicie cebulę na pół, a potem te połówki skrawacie na plasterki. Nie za grube!!! Bierzecie patelnię, wlewacie odrobinę oliwy, grzejecie, wrzucacie zimnioki, cebuloki, czosnku siekanego (wedle uznania, ale nie mniej niż dwa ząbki, litości) i pietruszki. Następnie pilnujecie więźnia, ma jedynie zmięknąć na tej torturze, nikomu nie zależy na zesmażonych na chrupko zimniokach w omlecie, serio, serio. No dobra, wrogom kartoflowej rasy zależy, ale mam nadzieję, że ich tu nie ma. Co dalej? Zrzucacie ten miks do jakiegoś wiadra czy innej miseczki, czekacie na przestygnięcie, patelnię, tę samą, możecie zostawić niemytą.

Następnie w innej miseczce mieszacie surowe jajka z mlekiem, solicie. Bierzecie niemytą patelnię, podgrzewacie nieco, jeśli nie jest solidnie naoliwiona, czynność oliwienia wykonujecie z należytym szacunkiem. Wrzucacie ziemniaki z cebulą, zalewacie jajko-mlekiem, ma być równo, wszystko schowane Jeśli tego jajka z mlekiem jest za mało i ziemniaki wystają, trzeba raz-dwa dorobić. Nie ma żartów. Dalej jest już tylko weselej. Jak się od spodu ten nasz placek zrumieni, zbrązowi lekko, ale nie przyczerni, bierzecie talerz, przykrywacie nim patelnię, przerzucacie omlet z patelni na talerz, a następnie zsuwacie omlet na powrót na patelnię, ale tak, żeby ta druga, blada strona nieco się też przypiekła. Można obracać packą taką, ale to się wam omlet połamie i nie będzie zabawy. A jak się już wszystko zrumieni, wrzucacie na talerz i zjadacie. Można konsumować na zimno.

Następnym razem może opowiem wam jak się robi ziemniaki dobre po indyjsku. A jak komuś ziemniaki nie pasują to nie wiem, niech sobie zrobi kanapkę z szynką z Amstaffa i z hajsem, jeszcze z hajsem i z hajsem.

Hiszpański omlet, wyglada niepozornie, ale nie należy go lekceważyćHiszpański omlet, wygląda niepozornie, ale nie należy go lekceważyć

Więcej o: