Kosmetyki reanimacyjne. Po ciężkim tygodniu w pracy lub bezsennej nocy

Gdy nie tak daleko dzieje się bardzo źle, przyglądam się problemom pierwszego świata. Jak wyglądać dobrze po bardzo ciężkim dniu, całonocnym szaleństwie alkoholowo-nikotynowym czy trwającej nieprzerwanie ponad tydzień ostrej harówie? Niedawno stanęłam przed takim właśnie pytaniem, a ponieważ tematem marca jest u nas REMONT/ODNOWA, to postaram się wyremontować sobie twarz.

Za mną dwa tygodnie pracy po kilkanaście godzin dziennie. Mam podstawy przypuszczać, że to nie koniec. Zawrotnej prędkości towarzyszy oczywiście odpowiednio zbilansowana dieta: 50% kawy, 25% śmieciowego jedzenia, 25% papierosów. Jak wygląda po takim maratonie twarz? Frasobliwie, frapująco, fujkowo - jak powiedziałaby Miss Olgu. Z całą pewnością nieatrakcyjnie. Wiem, bo widzę to w swoim lusterku. Najlepszym remedium jest sen. Przez jakiś miesiąc. Jeśli jednak podobnie jak ja, nie masz teraz sposobności, by zapaść w śpiączkę, sięgnij po kosmetyki reanimacyjne. Oto moje propozycje. Jeśli znasz inne, oby lepsze, podziel się wiedzą w imię piękniejszego jutra. Pomożesz niejednej zapracowanej dziewczynie. Owszem wiem, jak to zabrzmiało.

Zdarza się, że codzienność powala na kolanaZdarza się, że codzienność powala na kolana

Krem ochronny z witaminą A. Opowiedziała mi o nim koleżanka z pracy, gdy po kolejnym dniu wypełnionym pracą i kawą, dostałam uczulenia (parch to lepsze określenie, ale nie jest dość eleganckie). Jakby było jeszcze tego mało, to jeszcze zaczęły mi pękać kąciki ust. Efekt po zastosowaniu tego kremu? Och, klękajcie narody. Po kilku dniach usta wróciły do normy, a skóra wreszcie zaczęła wyglądać normalnie, została nawilżona. Rano nie wyglądam jakbym pracowała na drugą zmianę, tylko jakbym dobrze spała. Cena bardziej niż atrakcyjna, bo niecałe 5 złotych w aptece. Jeśli okaże się, że z jakichś powodów krem nie będzie ci pasował, to przynajmniej nie pójdziesz z torbami.

Zanim jednak pognasz do apteki, pozwól, że coś jeszcze dodam. To preparat, który możesz kupić bez recepty. Jest wzbogacony palmitynianem retinylu - najsłabszą odmianą witaminy A, która nie powoduje podrażnień. Nie działa więc z taką mocą jak retinol. Nie odmłodzi ci skóry. Za to nieźle umorusa, bo krem jest bardzo, ale to bardzo tłusty. Polecam więc, aby stosować go wyłącznie przed snem. Po aplikacji na skórze zostaje tłusty filtr. Szczerze mówiąc, obrzydliwie tłusty. Umazana poduszka to nic, przy zdziwieniu na twarzy ukochanego, który mnie zobaczył po nałożeniu kremu. Dlatego najlepiej stosować go, gdy masz pewność, że domownicy śpią, a przynajmniej siedzą w ciemnym pomieszczeniu. Opakowanie? Zwykła tubka, z którą trzeba jednak dość umiejętnie się obchodzić. Po lekkim naciśnięciu nie reaguje. Gdy za to zirytowana przejdziesz do konkretów i naciśniesz mocniej, zachowuje się jak armata i wypluwa stanowczo zbyt dużo. Spokojnie, opanujesz to z czasem. Zapach nie jest z gatunku porywających, ale też nie odrzuca. Wyczuwam w nim lekką cytrynę, chemiczną niestety. Piszę o tym kremie na początku nie bez kozery. Z dotychczas stosowanych przeze mnie specyfików reanimacyjnych jest moim zdaniem najlepszy. Można też go z powodzeniem stosować na inne przesuszone okolice ciała - łokcie, stopy, cokolwiek ci przyjdzie do głowy (bez pogwałcenia jednak zasad rozsądku - dodam, na wszelki wypadek).

Reparator Estee Lauder - Perfectionist (CP +R). Drogie (ponad 400 zł), ale skuteczne serum. Muszę przy okazji przyznać, że skład jest opisywany dość zabawnie. Okazuje się bowiem, że zastosowano tam zaawansowaną technologię - CPR-75. Konia z rzędem temu, kto opowie (sensownie) na czym polega innowacyjność tej metody. (Amelko? Dawno Cię nie czytałam w komentarzach. Może Ty wiesz, czym charakteryzuje się ta technologia?)

Z opisu można dowiedzieć się także, że serum stymuluje produkcję kolagenu w skórze. Szczerze wątpię, aby rzeczywiście możliwości tego reparatora były aż tak ogromne. Jestem za to pewna, że rzeczywiście poprawia wygląd skóry. Bardzo szybko ją wygładza. Jakim cudem? Ano silikonowym. Jedna z was - pozdrawiam serdecznie - napisała kiedyś w komentarzu, bardzo słusznie zresztą, że efekt WOW daje większość kosmetyków wzbogaconych tą substancją. Jeśli więc sięgniesz po ten specyfik, zrób to świadomie i traktuj jako kosmetyk reanimacyjny. Dlaczego? Długotrwałe stosowanie kosmetyków z silikonami może prowadzić między innymi do zatykania porów. Ale podkreślam, że jest to tylko jeden z wielu niekoniecznie przyjemnych objawów.

Kremy zawierające witaminę C. Rozjaśniają zmęczoną cerę. Dlaczego nie polecam jednego wybranego? Nie mam faworyta. Używałam kilku. Żaden nie utkwił mi w głowie na tyle głęboko, abym mogła powiedzieć, że jest najlepszy na świecie. Tym bardziej że coraz bardziej zaczynam interesować się serum własnej produkcji - kremem wzbogaconym witaminą C w formie płynnej oraz w formie proszku. Z informacji jakie czerpię z blogów poświęconych kosmetykom naturalnym wieje optymizmem. Dziewczyny zachwalają kremy tuningowane witaminami. Z ich relacji wynika, że zmniejszają się kłopoty z cerą (głównie przetłuszczającą się), staje się ona jaśniejsza i przez to lepiej także wygląda. Muszę to sprawdzić.

Maseczka z siemienia lnianego. Tak, dobrze wiem, jak upiornie się z nią wygląda. To minus. Plus, to oczywiście cena, łatwość wykonania (zalewamy wrzątkiem siemię i gotowe) i szybki efekt - twarz jest wyraźnie gładsza. Podobnie jak po maseczce z białka i cytryny. Jeśli masz twarz z tendencją do przetłuszczania się, możesz sięgnąć też po maseczkę z naturalnej glinki.

A co powiesz na kostki lodu? Wyjmij je z lodówki i przejedź nimi po twarzy. Po pierwsze wzbudzą miłe wspomnienia związane z kolorowymi drinkami. Po drugie - i to już będzie bardziej poważne - natychmiast się zbudzisz i zmniejszysz obrzęk w okolicy oczu. W zastępstwie możesz posłużyć się także trzymaną w lodówce łyżką lub słoiczkiem z pesto. Dlaczego z pesto? Bo mają poręczne słoiczki.

A jeśli nie masz czasu, a chcesz pokazać się światu? Odwagi miła moja! Zastosuj starą kobiecą sztuczkę. Odwróć uwagę. Jak? Przypuszczam, że dobrze wiesz, jak się to robi i teraz tylko kokieteryjnie zaprzeczasz. Dobrze. Mimo to - kilka podpowiedzi.

1. Pomaluj usta karminową szminką. Jest tylko jeden warunek - nie rób tego, jeśli masz wysypkę. Czerwone krostki i czerwone wargi to nie jest modny duet w tym sezonie, ani żadnym innym.

2. Ubierz się kolorowo. Jasne, pstrokate barwy dodają animuszu. Unikaj tylko jasnego pomarańczu - bo miejsce oczekiwanego animuszu zajmie zmęczony amisz, który od miesięcy je tylko ziarna. Nie chcesz tego.

3. Zadbaj o fryzurę. Albo włosy fantazyjnie rozpuść albo je szykownie zepnij. Zrób z nimi cokolwiek, co odciągnie uwagę od zmęczonej twarzy.

Nosisz krótkie włosy? To może tiara do kroćset?Nosisz krótkie włosy? To może tiara do kroćset?

4. Albo zupełnie inaczej. Możesz także zrobić to, co robię ja, gdy jestem ekstremalnie zmęczona. Miej opinię innych w głębokim poważaniu. To tylko kolejny problem z pierwszego świata.