Szpachlowanie, pędzlowanie, muśnięcie różem... Ilu pędzli potrzebujesz?

Trzeba być dobrze przygotowanym na każdą okazję, nawet tak pozornie nieznaczącą, jak wykonanie makijażu. Bo staranny makijaż, to wyzwanie i wymaga odpowiednich narzędzi. O pędzlach, które ułatwiają nam życie, pisze dla nas Marta Lewin.

Kiedy skończyłam kurs wizażu, a miało to miejsce miliony lat temu, w bardzo odległej galaktyce, postanowiłam się zaopatrzyć w porządny (czyt. ogromny) zestaw... No właśnie czego? Nie barwnych produktów, bo te i tak już posiadałam w nadmiarze, ale solidnych, profesjonalnych pędzli.

Na bogatoNa bogato

Przejrzałam fora internetowe, zebrałam opinie, poczytałam notatki z kursu i wyłoniłam kilku faworytów. Później przejrzałam ceny. Okazało się, że mogę sobie pozwolić na najmniejszy gotowy zestaw, czyli 6 stuk pędzli plus szczoteczka do rozczesywania rzęs i brwi. Słabo, pomyślałam, potrzebuję co najmniej dwa razy tyle - przecież na kursie do zrobienia jednego make up-u używałam co najmniej tuzina... A każde stanowisko pracy kursantki zaopatrzone było w co najmniej 20. Tyle zresztą pędzli zawierają największe gotowe sety, od 20 do 30 sztuk (w tym ta nieszczęsna szczoteczka do brwi i rzęs i jeszcze jedna szczoteczka do rzęs o formie identycznej jak standardowa szczoteczka od tuszu).

Co zrobiłam? Przejrzałam raz jeszcze posty na forach, poczytałam kilka blogów, przejrzałam notatki z kursu i wykreśliłam ze swojej listy wiodące marki. Po czym na allegro wybrałam na chybił trafił "jakiś", ale naturalnie duży (około 24 szt.) zestaw. Czy byłam zadowolona z tej decyzji? Mniej więcej w jednej czwartej. Bo z takiej liczby pędzli z mojego zestawu korzystam. Pozostałe leżakują w bardzo profesjonalnym etui i używane są sporadycznie. A, no jeszcze kilka sprezentowałam mojej córeczce, ponieważ dla mnie były bezużyteczne.

Jeśli masz za dużo pędzli i nie wiesz, do czego je wykorzystać, zawsze możesz użyć ich do gry w bierki...Jeśli masz za dużo pędzli i nie wiesz, do czego je wykorzystać, zawsze możesz użyć ich do gry w bierki...

Dlaczego Wam o tym opowiadam? Otóż, wierzcie mi, że jeśli nie zamierzacie zajmować się wizażem profesjonalnie, to naprawdę nie potrzebujecie ogromnego zestawu pędzli. Potrzebujecie kilku, ale dobrych jakościowo. Co to znaczy dobrych? Najlepsze, ale i najdroższe są pędzle z włosia naturalnego. Ale jeśli odstrasza Was ich cena lub materiał, z którego zostały wykonane (nie nosisz futra z wiadomych powodów, a masz się malować futrem wiewiórki, sobola czy bobra?!), to naprawdę można znaleźć dobre jakościowo pędzle z włosia sztucznego.

Tu jedna uwaga - do nakładania pudru, rozświetlacza, różu, bronzera sugeruje jednak pędzle z włosia naturalnego - nabierają i pozostawiają na twarzy więcej produktu i, moim zdaniem, lepiej go rozkładają na malowanym obszarze. Te syntetyczne bardzo się ślizgają i trzeba się trochę namęczyć, aby na właściwe miejsce nanieść odpowiednią ilość kosmetyku, a dodatkowo mogą być nieprzyjemne dla skóry. Wracając do jakości pędzli - przy zakupie trzeba zwrócić uwagę, czy wszystkie włoski trzymają się kształtu pędzla, czy nie sterczą chaotycznie na boki, czy nie wypadają. Jeśli kupujecie pędzelek ze sztucznego włosia sprawdźcie, czy nie jest ono nieprzyjemnie twarde i szorstkie.

...bo do jengi nie bardzo się nadają....bo do jengi nie bardzo się nadają.

No to teraz mogę już odpowiedzieć na pytanie, ilu pędzli potrzebuję do zrobienia pełnego makijażu. Uprzedzam, jestem minimalistką! Potrzebuję trzech. Jaki jest mój zestaw must have?

Trzej królowie - zestaw podstawowyTrzej królowie - zestaw podstawowy

Pędzelek kulkowy. Absolutne objawienie w makijażu oka, urządzenie, które cieniuje samo. Idealne do rozcierania kreski, rozcierania cieni, podkreślenia załamania powieki i nałożenia rozświetlacza w kąciku oka. Teoretycznie nie jest to pędzelek do aplikacji produktów, ale kiedyś w szale cieniowania i, nie ukrywam, w pośpiechu, wykorzystałam go do tego celu i tak już zostało. Jasne, że cienie aplikują się ciut gorzej, niż pędzelkiem do tego dedykowanym np. "kocim języczkiem" (mniej cienia się nabiera i mniej zostaje na powiece), ale bez przesady. Z moim, skądinąd bardzo przyzwoitym "kocim języczkiem" z Inglota wygrał cudowny pędzelek kulkowy z Essence. Co w nim cudownego? Ano proporcja ceny do jakości. Pędzelek kosztuje mniej niż 10 zł, a jakością dorównuje produktom z górnej półki. Do tego ma cudny kolor włosia, dodam, że sztucznego - fioletowy! Wielkość kulki też jest odpowiednia - nie tylko do rozcierania, ale i do aplikowania cieni.

Pędzelek skośny. Nadaje się do malowania kreski żelowym eyelinerem, zagęszczania linii rzęs, malowania brwi i do nanoszenia korektora, który ma tę linię rzęs podkreślić. Jednak trudno jest znaleźć dobrej wielkości i grubości pędzel skośny. Nie może być za gruby i zbyt wiotki, bo kreski wyjdą za grube. Musi mieś dobry poślizg, żeby dobrze rozprowadzić eyeliner, z tego samego powodu musi być też dość zwarty, ale jednocześnie nie za sztywny, bo wtedy korekta brwi będzie kłopotliwa. Uf, no to gdzie go znaleźć - najlepiej tam, gdzie się go nie spodziewamy. Kilka razy przymierzałam się do zakupu pędzelka skośnego Inglota, Sephory, MACa i wracałam do mojego bardzo niemarkowego pędzla z zestawu, o którym pisałam wcześniej. Podobno czasem można odnaleźć ideał w takich mini zestawach makeupowych w H&M-ie czy w The Body Shop-ie. Osobiście myślę, że można też zaufać pędzelkowi Maestro, szczególnie, że cena jest bardzo przystępna. Uwaga obrońcy zwierząt - nie obawiajcie się, te pędzelki są wykonane z syntetycznego włosia.

Pędzel do nakładania pudru sypkiego i prasowanego. Jak sama nazwa wskazuje - nałożycie nim puder, a oprócz tego podkład mineralny, bronzer, róż i rozświetlacz. Z tymi dwoma ostatnimi będzie trochę ambarasu, bo umówmy się, że kształt tego pędzla nie jest stworzony do bardziej precyzyjnej aplikacji, w odróżnieniu od tych pędzli dedykowanych do nakładania róży. Pamiętajcie jednak, że jestem minimalistką oraz belfrem, także uważam, że precyzję trzeba ćwiczyć a sprawność manualną rozwijać. Jeśli jednak duży pędzel miałby wam uniemożliwić nałożenie różu czy rozświetlacza, to dobrze, zgodzę się aby mój zestaw must have wzbogacić o jeden dodatkowy pędzelek do aplikacji różu. Ale oczywiście wykorzystajcie go też wtedy do nakładania rozświetlacza, bo jeden pędzelek do jednego produktu to absolutne marnotrawstwo! Jeśli chodzi o pędzle do nakładania pudru oraz całej reszty wymienionych wyżej produktów, to osobiście polecam te wykonane z naturalnego włosia. Sama używam pędzla Inglota z włosia kozy i jestem z niego bardzo zadowolona. Pędzle z syntetycznego włosia nie sprawdziły mi się - były albo za szorstkie, albo zbyt śliskie. Ale może nie dość długo szukałam?

Jest jeszcze jeden niezbędny przyrząd, bez którego nie wyobrażam sobie wykonania i wykończenia makijażu. Ale to już nie jest pędzel, a szczoteczka do wyczesywania rzęs i brwi. Rzecz, którą zawsze warto mieć pod ręką i używać po tuszowaniu rzęs oraz do układania brwi, nawet jeśli nie zamierzacie ich malować, czy traktować żelem lub woskiem.

Trzej królowie z przyległościami - zestaw rozszerzonyTrzej królowie z przyległościami - zestaw rozszerzony

Uważne Czytelniczki zauważyły, że wśród wymienionych dotychczas produktów, które można nałożyć moimi trzema ulubionymi pędzlami, nie ma podkładu ani korektorów. Czym zatem nakładać te kosmetyki? Ano paluszkami, miłe panie! Ewentualnie możecie używać gąbeczek oraz specjalnych aplikatorów, w które często są wyposażone płynne korektory (jeśli zamierzacie nałożyć korektor w płynie, bo kremowe korektory bardzo dobrze nakłada się palcami).

Zapewne chciałybyście wiedzieć, w jakie marki inwestować? Według mnie pewniakami są pędzle MACa i Bobbi Brown. W Inglocie też znajdziecie kilka ciekawych modeli. Niższą i moim zdaniem niezawodną półka cenową są pędzle Maestro, Sigma i Kozłowski - wszystkie modele tych firm są dobrą inwestycją.

Czy wiecie, jak należy dbać o pędzle? Naturalnie, trzeba je czyścić, żeby nie stały się wylęgarnią bakterii. Warto zatem zaopatrzyć się w specjalny bakteriobójczy środek do mycia pędzli. Poza tym pędzle myje się jak... włosy - szamponem. Teoretycznie najlepiej szamponem dla dzieci, ale szampon, którym myjecie swoje głowy też będzie dobry. Po umyciu można... Nie, nie suszyć suszarką! Można nałożyć na pędzle odżywkę. Ale nie polecam tej metody, ponieważ włosie staje się nadmiernie śliskie. Suszyć, jak już wspomniałam, nie należy suszarką. Nie wolno także kłaść mokrych pędzli na grzejniku ani ustawiać ich pionowo na rękojeściach, mokrym włosiem do góry. Najlepiej ułożyć je w poziomie tak, aby rączka była podparta, a włosie wystawało swobodnie poza podpórkę.

Kończąc moją opowieść o pędzlach muszę napisać wam coś jeszcze - jest jasne jak słońce, że im bardziej chcecie sobie ułatwić pracę nad makijażem, albo im bardziej skomplikowany makijaż wykonać, tym więcej pędzli wam się przyda. Zastosowanie trzech przeze mnie wymienionych troszkę utrudnia sprawę, ale za to zajmują mało miejsca w kosmetyczce i nie zrujnują kieszeni. Poza tym - od czegoś przygodę z pędzlami trzeba zacząć, a jestem przekonana, że te trzy w zupełności wystarczą na co dzień.

Marta Lewin

* Marta Lewin - architekt krajobrazu, oddaje się jednak chętnie prywatnej pasji, jaką jest wizaż. Jej hobby to upiększanie otoczenia i ludzi, a wszechstronne talenta sprawiają, że jest w tym naprawdę dobra. Dla nas pisze o szlachetnej sztuce makijażu.