Jak ja się cieszę, że jestem dziewczynką!

Chłopcy zarabiają, naprawiają rzeczy i kierują samochodami, a dziewczynki z tego korzystają. Nie powiem, nie miałabym nic przeciwko, gdyby tak to właśnie wyglądało...

Trafiłam ostatnio w internecie na artykuł o amerykańskiej książeczce dla dzieci "I'm Glad I'm a Boy! I'm Glad I'm a Girl!" ("Cieszę się, że jestem chłopcem! Cieszę się, ze jestem dziewczynką!"). Książka została wydana po raz pierwszy w 1970 roku, gdy Stany Zjednoczone zalewała w najlepsze druga fala feminizmu, związana z rewolucją seksualną, równością na rynku pracy, prawem do aborcji czy kwestiami wychowywania dzieci. Feministki drugiej fali kwestionowały podział na tradycyjne role kobiece i męskie w patriarchalnym społeczeństwie amerykańskim.

W Stanach Zjednoczonych lata siedemdziesiąte to także okres wojny w Wietnamie, pochłaniającej życie tysięcy amerykańskich żołnierzy, a co za tym idzie  - czyniącej wiele młodych mężatek wdowami. Ci, którzy nie umarli, opuszczali na długi czas swoje rodziny, zostawiając stery w rękach kobiet.

A tu nagle, w tej wojennej rzeczywistości kobiet radzących sobie samodzielnie z banalną codziennością i problemami stworzonymi przez koła machiny wojennej, na półki księgarni trafia taka książeczka. Ustalająca jasno (czy aby? - o tym dalej) jakie są miejsca i role kobiet oraz mężczyzn w społeczeństwie.

Z książki dowiedzieć się można było, że chłopcy mają samochody, a dziewczynki lalki.

 Chłopcy mają samochody a dziewczynki lalki

A także, że chłopcy są silni, a dziewczynki pełne gracji.

 Chłopcy są silni, a dziewczynki pełne gracji

Dalej rozprawiano o zawodach. Chłopiec mógł zostać policjantem, pilotem, czy lekarzem, dziewczynka - najwyżej wlepiać mandaty za złe parkowanie, być pielęgniarką, albo stewardessą.

 Chłopiec może być pilotem, dziewczynka... niekoniecznie

Na pierwszy rzut oka to strasznie seksistowska, zła i niszcząca delikatną dziecięcą psychikę lektura, nieprawdaż? Dowodzi tego, z jakiej ciemnoty doszliśmy do światła równouprawnienia i dobrobytu. Do świata, gdzie kobiety zarabiają tyle samo co mężczyźni i bez przeszkód mogą robić co chcą i wykonywać wymarzony zawód. HAHAHAHAHA. Haha. Ha.

Choć bez wątpienia książka świadczy o mentalności minionej ery, niekoniecznie jest tej mentalności wyrazem. Warto bowiem zauważyć, że jej autorem i ilustratorem był Whitney Darrow, Jr., wieloletni (przez prawie pięć dekad!) karykaturzysta New Yorkera, uważany przez lata za złośliwego, ciętego satyryka. Wiele wskazuje na to, że pisząc "I'm Glad I'm a Boy! I'm Glad I'm a Girl!" Darrow, człowiek obdarzony zdolnością celnego komentowania bieżących wydarzeń społecznych, zażartował sobie z mieszczańskiej mentalności i walki ostatnich twardogłowych bastionów broniących patriarchalnego porządku świata. Książka najpewniej była satyrą, na której do dziś - wystarczy poczytać komentarze na Amazonie - wielu się nie poznało. W tej kwestii nic nie zmieniło się od lat siedemdziesiątych. Ludzie, niestety, nie grzeszą poczuciem humoru.

 Halo, halo! Dziewczynki też potrafią (i lubią) jeść!

Oczywiście, stuprocentowej pewności nie ma. Nie da się wykluczyć, że pan Darren w głębi duszy był zatwardziałym mizoginem, pragnącym zamknąć wszystkie kobiety między kuchnią, kościołem i pokojem dziecięcym. Ja wolę jednak wierzyć, że człowiek, który poświęcił pięćdziesiąt lat swojego życia na wyśmiewanie społecznych przywar wydał tę książkę jako żart z odchodzących do lamusa niesprawiedliwych norm. A może to po prostu żartobliwa zachęta do akceptowania tego kim jesteśmy?

 Od wymyślania są chłopcy

Na koniec przyznam bez bicia, że przeglądając te urocze obrazki, skatowana pracą, przedwiośniem, chorobami, no życiem po prostu, zatęskniłam za tym TRADYCYJNYM podziałem. Och, gdyby tak ktoś za mnie zarobił, naprawił, przyniósł. Mogłabym wydawać, leżeć, gotować i sprzątać, nie ma problemu! Jak ja bym leżała, o panie!

Niestety, zawsze byłam samodzielna. Potrafię skręcić meble i zarobić na siebie, w razie czego naprawię nawet usterki elektryczne, a życie nauczyło mnie, że z autem nie warto się szarpać, bo na mechanikach robią wrażenie damskie łzy. Wychowałam się na lekturach krzewiących feministyczne postawy jak "Ania z Zielonego Wzgórza" i w dodatku, jakimś chyba cudem, już w zamierzchłych latach osiemdziesiątych wyniosłam z domu wywrotowe wzorce w postaci silnej, samodzielnej, nie bojącej się wyrażać własnego zdania mamy, szanowanej przez tatę. Tylko wtedy nikt tego feminizmem ani żadnym genderem nie nazywał.

 Lubię być dziewczynką!

Wszystkie ilustracje są skanami z książki "I'm Glad I'm a Boy! I'm Glad I'm a Girl!". Wydawca: Windmill Books [inc.]

Więcej o: