Moi codzienni sprzymierzeńcy, czyli co mam zawsze w kosmetyczce

Co kryje kobieca torebka, niech pozostanie tajemnicą każdej kobiety (i torebki). W mojej torebce są rzeczy zaskakujące, nie będę Wam jednak opowiadać o tym bałaganie. Mam za to zawsze porządek w kosmetyczce. I tam jest kilka wspaniałości, które czynią moje życie przyjemniejszym.

Kiedyś potrafiłam poruszać się po świecie z nerką przypiętą do paska. Miałam w niej telefon, klucze, portfel, szminkę i gumy do żucia. Dziś mam przy sobie zawsze kosmetyczkę wielkości wspomnianej nerki. Cóż... Trzeba się co jakiś czas odświeżyć, oko poprawić, zadbać o siebie. Więc zestawik musi być. Staram się, by się nie rozrastał zbytnio. A co takiego ZAWSZE muszę mieć przy sobie?

Zestaw obowiązkowyZestaw obowiązkowy

Krem nawilżający

Nieraz słyszałam, że mam ładną cerę i pytanie, jak ja to robię, co to za podkład, który tak ładnie maskuje i go nie widać. Zapytania takie ze strony kobiet są niezwykle przyjemne, bo przecież wiadomo powszechnie, że baby to są wredne i miłych rzeczy sobie nie mówią, więc jak już im się wypsnie, to musi to być szczere. Otóż z moim podkładem tajemnica cała jest taka, że nie istnieje. Nigdy nie używałam, kilka razy próbowałam, ale czułam się jak w masce na twarzy, miałam wrażenie, że moja skóra się dusi. Oczywiście, może próbowałam z kiepskimi, nie takimi, źle dobranymi itp. (nie jest to prawda, niektóre były wypaśne, z próbek z dobrych drogerii). Szybko jednak doszłam do wniosku, że skoro ładnie wygląda moja skóra bez ulepszczaczy, to póki nie zacznie się ich głośno i wyraźnie domagać, nie będę ich na siłę stosować. Poza tym lubię, jak widać moje piegi, a pod podkładem robią się mało widoczne.

Jestem im wiernaJestem im wierna

Całą tajemnicą jest nawilżanie, takie wręcz paranoiczne. I to nie tyle jakimiś specjałami z górnej półki, co po prostu częste. Nie przeszkadza mi, jeśli moja skóra się błyszczy delikatnie, dopóki błyszczy się świeżo i zdrowo, więc kilka razy dziennie wklepuję sobie krem Nivea Soft. Taki, co to go ludzie używają też do całego ciała. W ogóle w kwestii kosmetyków naturalnie nawilżających jestem fanką marki Nivea (nie, nie płacą mi za to, co piszę, po prostu mają fajne, delikatnie pachnące kosmetyki, które mi podchodzą). Używam też balsamów do ciała tej marki, najbardziej lubię granatowe mleczko, mocno nawilżające, ale dobrze mi robi też Happy Time, bo jakoś tak rzeczywiście radośnie pachnie. Jestem maniaczką smarowania się nawilżającymi balsamami, robię to przynajmniej dwa razy dziennie, co na ogół oznacza, że średnio ze trzy razy.

Kredka z gąbką

Dość mocno podkreślam oczy, nie tylko na wieczór. Mogę nie mieć na twarzy zupełnie nic, ale kreska na powiece i tusz na rzęsach muszą być. Kredka musi być miękka, wiadomo. Nie wiem, po co powstają twarde kredki do oczu? Ktoś tego używa? Do rysowania na kartkach? Mam sporo kredek, ostatnio robiłam porządki, dużo wyrzuciłam, bo nie umiałam określić daty ich zakupu, nawet przyjmując granicę błędu do dekady. Ale i tak ostało się wiele.

Pawie oczkoPawie oczko

Wiosną, latem maluję się bardziej kolorowo, więc pewnie niebawem wyruszę na polowanie - po nowe kolory. Zawsze mam w kosmetyczce czarną kredkę z gąbeczką na końcu, ta gąbeczka służy do rozcierania kreski, dzięki czemu oko nie jest pomalowane "na sztywno", jak eyelinerem, tylko zachowuje taki efekt pomiędzy precyzyjną kreską a smokey eye (ale w wersji subtelnej, dziennej, nie super mocnej wieczorowej). Testowałam wiele czarnych kredek, Sephora mnie przekonała do siebie najskuteczniej.

Nosi ślady używaniaNosi ślady używania

Olejek do skórek

Jako dziecko obgryzałam paznokcie, dziś bardzo się staram wynagrodzić im lata cierpień. Lubię manicure, najbardziej taki robiony w przyjemnym, ładnie pachnącym i grającym relaksacyjną muzykę miejscu. To trochę jak z maseczkami. Głowa odpoczywa, robi się przyjemnie, a na deser paznokcie ładnie wyglądają. Ponieważ po dawnym obgryzaniu został mi brzydki zwyczaj skubania skórek, staram się o nie dbać wcierając olejek. Ten Inglota bardzo ładnie pachnie - cytrynowo. I rzeczywiście zmiękcza fajnie skórki, pozwala zapobiec zadzieraniu. Mam go zawsze przy sobie, pomazianie skórek na wszystkich palcach u obu rąk zajmuje 30 sekund, a efekt jest niesamowity, widoczny już po kilku dniach regularnego stosowania.

Uwielbiam!Uwielbiam!

Poprawiacze

Najwspanialsza rzecz na świecie - Erase Paste. Do tego współgra z moim dążeniem do tego, by mieć jak najmniej rzeczy w kosmetyczce - spełnia funkcję zarówno korektora do przykrych niespodzianek, co potrafią nagle się zjawić i zarządzić, jak i rozświetlacza pod oczy. Nie jest dla mnie nieistotne, jak ładnie jest ten kosmetyk podany. W ogóle specjalności od Benefita cieszą moje oko, a przy okazji, mam nadzieję - po użyciu, oczy tych, co patrzą na mnie. Jest więc także Girls Meet Pearls i Posietint (nie jestem pewna, czy ten ostatni jest dostępny normalnie w Polsce, ja go kupuję na lotniskach). Ten pierwszy pięknie rozświetla skórę, stosuję go "na wyjścia". Ten drugi - nadaje policzkom naturalnego, dziewczęcego powabu, wstydliwego zarumienienia. A jak ktoś lubi, może go też użyć do ust. Minusem tych kosmetyków jest cena. Może nie zaporowa, ale jednak niemała. Ale są bardzo wydajne. Więc raz na rok można zaszaleć.

Moje Moje

Pomadka

Nie przepadam za błyszczykami. Nie lubię ich zapachu oraz tej lepkości, którą nadają ustom. Toleruję (bo ubóstwiam akurat ten zapach) błyszczyk Tutti Frutti Agatha Ruiz De La Prada. Mam do niej sentyment, kojarzy mi się z podróżami. Preferuję naturalne pomadki, w sztyfcie. Najbardziej Avene - Cold Cream, choć ona wymaga strategii i polowania. Trochę mi jedna ręka lata, gdy mam wyłożyć raz na miesiąc prawie trzy dychy na wazelinę, a biorąc pod uwagę, że schodzi mi ona w takim tempie, że nawet ze dwie to nieraz byłoby mało - staram się łapać okazje. Moja mama używa kosmetyków Avene i często dostaje szminkę w zestawie jako bonus. A czasem jakaś miłościwa apteka zrobi wyprzedaż - wtedy trzeba kupić zapas. Daje też radę Nivea - najbardziej lubię tę bez żadnych błyskododatków. Inną, tańszą jeszcze opcją jest Winter Care firmy Floslek.

Usta? Naturalnie!Usta? Naturalnie!

Nie byłam wredną babą i zdradziłam Wam moje pilnie strzeżone tajemnice kosmetyczki. Czekam więc na rewanż - co sprawdzonego polecacie?