Obraża Cię widok reklamy z nagą kobietą? Rozumiem. Mnie nie

No wiesz, billboard z reklamą bielizny, ogromny, przy autostradzie. Albo z reklamą gładzi szpachlowej. Duży, na ścianie domu. Jedna i druga reklama przyciąga wzrok, bo oba produkty reklamują niezbyt ubrane panie. Kolejny raz słyszę, iż obraża to kobiety. Otóż nie wszystkie. Mnie - nie.

Być może jestem jedyną przedstawicielką mej płci, której ten widok nie szczypie w godność własną. Niemniej - skoro ja nie, to nie wszystkie kobiety. Że to za mało? Bardzo być może.

Bywa, że takie reklamy mnie śmieszą, zwłaszcza zestawienie cycków z beczką śledzi, lub ubraniami ochronnymi dla robotników stoczniowych.

Bywa, iż porażają ohydą.

Bywa, iż mam reklamiarzowi mocno za złe, że zasłonił ładną fasadę, albo spaskudził miły dla oka fragment krajobrazu.

Bywa, iż uważam, że reklamujący sam sobie strzela w stopę - ośmiesza i siebie i produkt, reklamując go w sposób głupi, wulgarny, nieadekwatny.

Bywa, że rozumiem - reklama skierowana do dresiarza świeci damą wystylizowaną na tipsiarę. I działa. Choć opiewa zalety chodniczka do auta. Dlaczego ma nie działać? Odpowiednia forma przekazu skierowana do odpowiedniego odbiorcy. Czy nie na tym polega reklama?

Bywa wreszcie tak, iż z przyjemnością patrzę na prześliczne dziewczyny, tak zwyczajnie, lubię patrzeć na ładne i zgrabne, nie mam w lustrze, więc gapię się na reklamę. Czy mój podziw komuś uwłacza?

ReklamaReklama bielizny (zrzut ekranu ze stroną www.brastop.com)

Nie czuję się urażona. Nie czuję się poniewierana. Nie czuję się dyskryminowana. Nie czuję się, jako kobieta, sprowadzona do żadnej roli. No, może mogłabym mieć żal, że nikt mnie nie zechce do reklamy bielizny na przykład. Ale oprócz marzeń mam też napady trzeźwego realizmu, więc żal się nie pojawia. Czy zazdroszczę tym ładnym na tych porządnych reklamach - urody, ciała, młodości? O, i jak bardzo. Ale obrażona? Nie. Nie jestem. Nigdy w taki sposób.

Jak wspomniałam w tytule - przyjmuję z pokorą, że moja reakcja jest dziwna i niestosowna. Że są takie kobiety, które reklamy z kobietami obrażają. Czują się sprowadzone do roli ładnego przedmiotu. Czują się wykorzystywane. Czują się poniżone. Co ciekawe - właściwie rzadko (nigdy?) obrażone i poniżone czują się kobiety występujące w takich reklamach. Och, gdyby tak było - pierwsza rzuciłabym się walczyć o ich prawa. Bo w takim razie mielibyśmy do czynienia z sytuacją, kiedy ktoś te dziewczyny zmusił do poddania się sesji zdjęciowej, a następnie bez ich wiedzy i zgody - efekty sesji umieścił na bilboardzie, prawda? To jest czysty kryminał, przeciwko któremu powinien zaprotestować każdy przyzwoity człowiek - zgódźmy się.

GładźZdjęcie pochodzi z http://billbordowy.blox.pl/

Żeby było jasne - nie będę ciskać kamieniami w demonstrację przeciwko półnagim damskim ciałom w reklamie. Nie będę się z tej demonstracji nabijać, stojąc na trasie jej przejścia. Ja się tylko do tej demonstracji nie przyłączę. Co oczywiście nie zrobi nikomu żadnej różnicy. Ani demonstrantom, ani pannom z reklam. Zrobi to różnicę wyłącznie mnie. Ale ja się przecież nie liczę, prawda? Nie jestem kobietami. Jestem tylko kobietą.

Czy jestem nie do obrażenia? Yhy, akurat. Jestem jednym, wielkim Fochem. I na przykład kobietę we mnie - o wiele bardziej, niż billboard z półnagą ślicznotką! - obrażają życzenia, jakie pracownicom ratusza w Pyrzycach wręczył tamtejszy burmistrz:

Pyrzyce

Porozmawiałam sobie o powyższej kwestii ze znajomymi. Wiadomo - co znajomy, to opinia. Kilka z opinii mocno mnie poruszyło. Na przykład ta, mówiąca: reklamy z rozebranymi kobietami cię nie obrażają? Ale jak ci facet w komentarzach napisze ci coś obleśnego, to ci się nie podoba, co?

Była i taka, która mówiła, że mam prawo się odcinać. Ale nie mam prawa mówić, że skoro ja się odcinam, to protesty już nie są w imieniu wszystkich kobiet. Bo to obiektywna prawda, że kobieta jest w reklamie uprzedmiotowiona. Więc mimo iż jestem kobietą - tego prawa nie mam. Taki paradoks.

Była też opinia, z której wynikało, że te reklamy - owszem, niosą ze sobą problem. Zwłaszcza tam, gdzie ponętny dekolt reklamuje śledzia, zderzaki i najlepsze tynki na rynku. Problem polega na tym, że jakaś dziewczyna zgodziła się w takiej reklamie wystąpić. Problem polega na tym - dlaczego to zrobiła. Problem polega na tym, jak ją potraktował fotograf, reklamodawca, pośrednik. Problem polega na tym, że dla tej dziewczyny pewnie miała to być wymarzona przepustka do lepszego, fajniejszego, gładszego, milszego świata. Do innego życia. Problem polega na tym, co tę dziewczynę potem spotkało, jak się czuła. Problem polega na tym, jak zapobiegać sesjom zdjęciowym, które kończą się źle i jak docierać do dziewczyn, zanim się na taką sesję zdecydują.

Nie ukrywam, iż to ostatnie stanowisko jest mi najbliższe. Choć z założenia szanuję decyzję kobiet, które postanowiły w takiej, czy innej reklamie wystąpić. Zakładam, że wiedzą co robią i liczą się z konsekwencjami. Nie zakładam ich głupoty i naiwności. Przecież są dorosłe i świadome, nie są przedmiotami, z którymi robi się, co się chce.

A może się mylę?