Cieniom pod oczami mówimy stanowcze NIE - subiektywny przegląd korektorów

Impreza do białego rana, całonocny maraton filmowy, wciągająca książka, deadline w pracy, chorujące dzieci (nie rozumiem dlaczego dzieci najintensywniej chorują nocą) - zostawiają niestety ślady pod oczami i na powiekach.

Wyjątkowo paskudne, sine i rzucające się w oczy ślady. Dodajmy jeszcze do tego predyspozycje genetyczne, płytko unaczynioną skórę, głęboko osadzone oczy (łuki brwiowe rzucają większy cień na twarz), niehigieniczny tryb życia (pffff!) i mamy niezbyt estetyczny (d)efekt, który wymaga ukrycia. I tu powinien pojawić się nasz bohater i wybawiciel - korektor pod oczy.

fot. Marta Lewin

Nieustająco poszukuję korektora idealnego. Takiego, który poradziłby sobie ze wszystkimi naraz wymienionymi wyżej sytuacjami. Dodatkowo takiego, który nie wydobywałby na światło dzienne tematu wielce drażliwego, jakim są zmarszczki pod oczami (to nie tak, że jestem po trzydziestce, po prostu za dużo się śmieję). Dość długo żywiłam nadzieję, że odnajdę go w produktach Bobbi Brown. Zawsze jednak coś stawało na drodze zainwestowaniu 150 zł w kosmetyk od BB.

Kosmetyk który sobie wyidealizowałam i o którym marzyłam. A później zeszłam na ziemię i poczytałam recenzje. Źródło www.bobbibrown.plKosmetyk, który sobie wyidealizowałam i o którym marzyłam. A później zeszłam na ziemię i poczytałam recenzje. Źródło www.bobbibrown.pl

Może to i lepiej, bo przeczytawszy recenzje Creamy Concealer Kit, doszłam do wniosku, że to mogły być źle zainwestowane pieniądze. Zanim jednak recenzje konsumentów pozbawiły mnie złudzeń co do nadprzyrodzonych mocy tego produktu, mój wymarzony bohater czekał na mnie na półce w drogerii, a ja testowałam korektory, które nieco łaskawiej traktowały moją kieszeń.

Na pierwszy ogień poszedł rozświetlający korektor Corrective Illuminator firmy Inglot. Zdecydowałam się na niego, bo zauroczyło mnie lśnienie, które ten produkt pozostawia na skórze. Faktycznie, cera staje się promienna. Pod warunkiem, że nie ma się mocnych cieni, bo krycie Corrective Illuminator jest słabe. Przy silnych przebarwieniach ten produkt się nie sprawdzi. Pomimo to, kupiłam go kilka razy z rzędu i stosowałam z prawdziwą przyjemnością, ponieważ korektor ma bardzo sympatyczną konsystencję, ładnie się rozprowadza na skórze i dobrze się z nią stapia. Poza tym, co dla mnie bardzo ważne, nie podkreśla suchych skórek. Nie wędruje też w załamania skóry, ma bowiem tendencję do całkowitego schodzenia z pomalowanych powierzchni - jest nietrwały i to jest jego poważna wada. O ile średnie krycie mogę wybaczyć, w końcu nie każdy potrzebuje efektu kamuflażu, o tyle dezercja z pola walki jest niedopuszczalna.

Corrective Illuminator nie został moim bohaterem, ale mam do niego sentyment. Źródło www.inglot.comCorrective Illuminator nie został moim bohaterem, ale mam do niego sentyment. Źródło www.inglot.com

Muszę jednak uczciwie przyznać, że zalety produktu były na tyle duże, że sporo czasu minęło nim na dobre rozstałam się z dezerterem. Dopóki czułam się z nim związana emocjonalnie, utrzymywałam go we właściwym miejscu wklepując w niego warstewkę sypkiego pudru. Dopiero przy trzecim opakowaniu zdałam sobie sprawę z bezsensu tych działań - po kiego diabła wklepywać w produkt, który najbardziej cenię za refleks na skórze, kosmetyk, który jest matowy i ten refleks niszczy?!

Kolejnym korektorem z który związałam się na dłużej jest krem pod oczy BB firmy Bell (BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer). Producent zapewnia efekt 7 w 1: rozświetlenie, zatuszowanie cieni, ukrycie oznak zmęczenia, nawilżenie, wygładzenie naskórka, dopasowanie do koloru skóry i ochronę przed promieniowaniem UV (filtr SPF 15).

BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer to dobra inwestycjaBB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer to dobra inwestycja

Co do ukrywania cieni i oznak zmęczenia - nie mam wątpliwości - kosmetyk świetnie radzi sobie z tym zadaniem, kryjąc przebarwienia bardzo dobrze. Korektor dobrze rozprowadza się i wtapia w skórę. Nie wiem, czy produkt nawilża, ale na pewno nie wysusza i nie podkreśla wysuszonych skórek, a to bardzo ważne. Efektu rozświetlenia nie zauważyłam, moim zdaniem korektor daje raczej matowe wykończenie i bardzo dobrze. Ogromną dla mnie zaletą jest to, że nie zbiera się w załamaniach skóry i naprawdę bardzo chcę wierzyć, że to nie dlatego, iż równomiernie znika z mojej powieki... A poważnie, trwałość tego produktu nie jest stuprocentowa, ale jest przyzwoita. Pod okiem trzyma się dobrze, troszkę ucieka z ruchomej części powieki. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że kosmetyki lubią stamtąd uciekać i poprawki są konieczne, chyba że spryskamy makijaż utrwalaczem. Ale kto robi to na co dzień? Ja po doświadczeniach z korektorem z Inglota, przytrzymuję ten korektor na miejscu przy pomocy pudru. Gdybyście zdecydowały się użyć tego produktu, pamiętajcie, że należy go wykręcać (tak, dość oryginalne opakowanie, którego końcówką się kręci) ostrożnie, nie nerwowo (wiadomo, jak mówił Zimoch: "nerwowo to i motyla się na łące nie złapie"), bo wycieknie Wam za dużo, a wystarczy naprawdę jedna kropla!

Misslyn Concealer to dość popularny produkt i wiem, że ma dużo zwolenniczek. Dlatego i ja postanowiłam go przetestować. Przyznam, że łatwo mnie skusić opakowaniem produktu - taka słabość - i właśnie opakowanie i zamknięte w nim kolory korektorów Misslyn przekonały mnie ostatecznie. Zapoznawszy się z opiniami internautek pokładałam w produkcie wielkie nadzieje i wierzyłam, że zostanie moim bohaterem.

Misslyn Concealer ma grono wielbicielek. Ja do niego nie dołączę, ale może Wy?Misslyn Concealer ma grono wielbicielek. Ja do niego nie dołączę, ale może Wy?

Nasz romans zaczął się świetnie i niestety, zakończył po 15 minutach. Ale po kolei. Kosmetyk ma bardzo ciekawe kolory i świetną konsystencję, przez co rozprowadza się go na skórze z ogromną przyjemnością. I z bardzo dobrym efektem. Korektor pozostawia uczucie wilgoci na skórze, nie podkreśla przesuszonych rejonów, ładnie się wtapia i rozświetla. Niestety, już po kilku minutach widać, że zbiera się tam, gdzie go nie proszono, czyli w zmarszczkach. Nie na tyle, żeby je bezlitośnie uwidocznić, ale wystarczająco, żeby mnie zniechęcić. Zastanawiam się, dlaczego on mi to zrobił? Możliwości są dwie, albo wchodzi w zmarszczki, bo ma taką tendencję, chociaż recenzje produktu temu przeczą, albo ma słabe krycie i aby uzyskać zadowalający mnie efekt nakładam go za dużo, a nadmiar wędruje sobie w załamania skóry. Jeśli ta druga możliwość jest prawdziwa, to cechą tego korektora jest średnie krycie.

Podsumowując mój prywatny ranking, pierwsze miejsce zajmuje Bell BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer), drugie Misslyn Concealer, na trzecim miejscu jest Corrective Illuminator Inglota. Co ciekawe, kosmetyki układają się tu od najtańszego (korektor Bell kosztuje 16 zł), do najdroższego (korektor Misslyn kosztuje około 30 zł, a korektor Inglota to wydatek rzędu 37 zł).

Opisując efekty stosowania tych trzech korektorów, zdałam sobie sprawę, że ja w zasadzie każdy z nich lubię. Chociaż nie każdy radzi sobie z problemami mojej cery. Ale na przykład korektor Corrective Illuminator Inglota mogłabym polecić osobom, które mają delikatne przebarwienia pod oczami i nie potrzebują w związku z tym mocnego krycia, tylko ładnego, wyrazistego rozświetlenia. Z kolei Misslyn Concealer sprawdzi się u osób, które potrzebują dobrego krycia, ale nie mają zmarszczek. A Bell BB Cream Lightening 7 in 1 Eye Concealer jest dla mnie. Jeśli zaś chodzi o uciekanie korektora czy matowe wykończenie, podczas gdy chciałoby się zalśnić - są triki, dzięki którym da się rozwiązać te problemy. Ale to już całkiem inna historia...

Więcej o: