L'Wren Scott - chciała być sobą, została "dziewczyną Micka Jaggera"

Podobno o zmarłych nie można mówić źle, nie znaczy to jednak najwyraźniej, że nie wolno mówić o nich niestosownie. Samobójcza śmierć L'Wren Scott, znanej projektantki i stylistki gwiazd, została przedstawiona w mediach w sposób, który zasługuje na chwilę uwagi.

L'Wren Scott popełniła samobójstwo 17 marca, w swoim mieszkaniu na Manhattanie. Ciało 47-latki odkryła kilka godzin później jej asystentka, a tragiczna wiadomość lotem błyskawicy rozniosła się po świecie. A rozniosła w sposób, który budzi wiele wątpliwości i powoduje niesmak. Media nie donosiły bowiem o śmierci L'Wren Scott - mówiły głównie o samobójstwie "dziewczyny Micka Jaggera".

JON FURNISS/INVISION/AP/Jon FurnissJON FURNISS/INVISION/AP/Jon Furniss

Sposób prezentacji tej tragicznej informacji prowokuje do wielu przemyśleń, bo rozpatrywać można go na kliku poziomach - począwszy od tego, przez jaki pryzmat postrzegamy ludzi i jak bardzo trudne jest osiągnięcie sukcesu, polegającego na tym, by być ocenianym za to, czego się dokonało, a nie za to, w jakich sferach się obracamy. To także kolejna dyskusja o mediach, które często nie potrafią trzymać się granic przyzwoitości.

Ale zaczniemy od pytania, które siłą rzeczy pojawiło się w dyskusjach na temat śmierci L'Wren Scott - czy przyczyną takiego przedstawienia sytuacji nie był fakt, iż była ona "tylko" kobietą? Oburzenie feministek jest ogromne i faktycznie, trudno im się dziwić, zwłaszcza w perspektywie innych wydarzeń i przedstawiania ich na łamach prasy.

Jednym z interesujących przykładów jest zeszłoroczny nekrolog Yvonne Brill, kobiety, która opracowała opatentowany w 1972 roku system napędu, umożliwiający satelitom komunikacyjnym utrzymywanie się na orbicie. Brała także udział w projektowaniu przez NASA rakiet wysyłanych w misje na Księżyc i sondy Mars Observer. Zrewolucjonizowała przemysł rakietowy, wynajdując silnik hydrazynowy. Imponujące dokonania Yvonne Brill nie były jednak sednem nekrologu zamieszczonego w The New York Times. Jego początek brzmiał bowiem tak:

Robiła zabójczego Stroganoffa, podążała za mężem od jednej jego pracy do drugiej, przez osiem lat poświęcała się wychowywaniu dzieci. 'Była najlepszą matką pod słońcem' - mówi jej syn Matthew. Yvonne Brill, która zmarła w środę (...) była TAKŻE znakomitym naukowcem...

TAKŻE. Słowo-klucz, które zelektryzowało wielu czytelników NYT. Burzliwa dyskusja w internecie sprowokowała szczęśliwie redaktorów sławnego dziennika do zmiany treści nekrologu, ale szkody zostały poczynione, a dyskusja o postrzeganiu roli kobiety nie skończyła się wraz ze zmianą tekstu nieszczęśliwej publikacji. Trwa przecież do dziś.

Redaktorzy The New York Times, winni są popełnienia tego błędu po raz drugi. Zawiodło nie tylko wyczucie sytuacji, ale także research, gdyż L'Wren Scott wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że boli ją, iż znana jest głównie jako partnerka gwiazdy rocka. Choćby w wywiadzie dla brytyjskiego Sunday Times, powiedziała:

Jestem projektantką mody. Chcę być znana z powodu tego, co robię. Nie chcę być definiowana jako czyjaś dziewczyna.

I choć New York Times po raz kolejny przyznał się do błędu, to jednak trudno będzie zapomnieć o tej publikacji na Twitterze:

Twitter

L'Wren Scott pozbawiona została w tej wiadomości nawet nazwiska, a inne media także rzadko stawały na wysokości zadania. Oczywiście, można spróbować usprawiedliwiać to faktem, iż dzięki nazwisku Jaggera, wieść o śmierci Scott dotarła do szerszej publiczności. Czy jednak to właśnie było zamiarem? Niestety, szczerze w to wątpię.

Można także próbować tłumaczyć to wszystko tym, że siłą rzeczy Jagger jest bardziej rozpoznawalny, niż bohaterka tego tekstu. Ciężko unikać tego skojarzenia, bo to pierwsze, co przychodzi na myśl. Niektóre osoby po prostu będą kojarzone z innymi i kropka. Czy jednak oczywistość tłumaczy ogólną niestosowność? Odpowiedź nie będzie tu z pewnością jednoznaczna. Sama przecież muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, jak wypuściłabym tę wiadomość w świat, gdybym była redaktorem newsowym. Nie oszukujmy się - pewnie tak samo. Skłania to do pewnych refleksji.

W wiadomości opublikowanej na Twitterze przez New York Post podano przynajmniej nazwisko projektantki, skupiono się jednak na jej karierze modelki i, oczywiście, na związku z Jaggerem. Gdyż, jak wiadomo, to najistotniejsze szczegóły tej sprawy. Przykłady można mnożyć - informacja od Daily Mail także pozostawia nieco do życzenia.

Twitter

Twitter

Rolling Stone

BBC

W Polskich mediach niewiele lepiej. Tu faktycznie szukać można usprawiedliwienia, gdyż L'Wren Scott nie cieszyła się w naszym kraju szczególną popularnością. Znana była głównie tym, którzy śledzą bieżące wydarzenia w świecie mody i poszukują wiadomości z tego zakresu (ale i w tych doniesieniach rzadko pomijano fakt, z kim związana była Scott). Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wiadomość o odwołaniu koncertów zespołu Rolling Stones, czy poszukiwanie sensacyjnych szczegółów dominuje nad tym, co naprawdę ważne. I to jest cholernie przykre. Oczywiście - nie sposób wymagać od pewnego rodzaju mediów, aby skupiły się na powadze sytuacji, ale czy nie byłoby... no po prostu jakoś lepiej?

Fakt.pl

eska.pl

NaTemat

Screen GW

gazeta.pl

Winą za takie postawienie sprawy można w zasadzie obarczyć także agencje prasowe, bo to od nich zaczyna się cała historia. Reuters, który podawany jest jako źródło w większości tych wiadomości, wieść o śmierci Scott zaprezentował sensownym nagłówkiem, choć zdjęcie zmienia nieco postać rzeczy.

Reuters

Associated Press wpisało się już w ogólny trend. Bardzo chciałabym wiedzieć, jak przekazała to Polska Agencja Prasowa, niestety - nie udało mi się odnaleźć tej wiadomości.

AP

Sytuacja ta uczy, że daleka jeszcze przed nami droga do tego, aby ludzi traktować z należytym im szacunkiem i z właściwej perspektywy. Mogłabym podkreślać, że głównie chodzi o kobiety, ale podejrzewam, że gdyby szukać przykładów, znalazłoby się kilka równie smutnych, a odwróconych. Ile razy przeczytałam niegdyś o "młodszym chłopaku Demi Moore", zanim zyskał on dla mnie twarz i nazwisko Ashtona Kutchera? Zapewniam, że wiele. Przykłady można tu mnożyć, ale o ile w takich nawiązaniach zazwyczaj nie widzimy nic złego i są one oczywiste, o tyle w przypadku śmierci powinno rozpatrywać się takie komunikaty indywidualnie. Jednak nadal trudno odmówić prawa do złości tym kobietom, które w ostatnich wydarzeniach szukają kolejnego przykładu na dyskryminację. Martwi także fakt, że media nie uczą się na własnych błędach, a hipokryzji nie da się łatwo wykorzenić. Towar musi być sprzedany, niezależnie od tego, jak wielki niesmak pozostawi taka transakcja. Być może sama popełniam czasem ten błąd.