Miss Olgu Foch-Story: powrót do korzeni

Witajcie Foszanie! Dziś będzie o NAS. O mnie, o Miszy i o Kasi Mazur, naszej koleżance z serwisu Shopstory, która ma fajną historyjkę do opowiedzenia. Postanowiliśmy podzielić się z Wami naszym stylem z młodości. Możliwe, że niektórzy z Was odnajdą w nim siebie, a jeszcze inni opowiedzą nam o tym, jak sami się kiedyś nosili.

Rozmawiają:

Miss Olgu: Dziś naszym gościem jest Kasia Mazur, z którą porozmawiamy o starych dobrych czasach w modzie.

Michał Waszkiewicz: Hahaha. Tak, bo Kasia jest wyjątkowo stara.

Katarzyna Mazur: Jestem jak Herod, nigdy nie byłam młoda!

MO: Haha. Wpadłam na pomysł, żebyśmy opowiedzieli o stylach, które kiedyś sami preferowaliśmy. Ja opowiem Wam jak punkowałam.

KM: Skoro tak, muszę wyłączyć Justina Timberlake'a i wybrać coś bardziej pogańskiego.

MO: Misza opowie o tym jak był Spice Girl.

MW: Haha, dziękuję Olgu. Już mnie cały polski Internet nienawidzi.

KM: Michał opowie o ewolucji ze Spice Girl w Beyonce. Ja natomiast byłam grandżówą, a potem przeszłam na mroczny gotycko-satanistyczny metal.

MO: Hahaha najlepiej!!! Ja opowiem o ewolucji od punka do pani w perłach i dresie. No to kto zaczyna?

KM: Ja nie! Nie chcę się ośmieszyć jako pierwsza. Może nasza spajsetka?

MW: Na pierwszy ogień najmłodsza!

KM: No dobrze, droga starszyzno.

MO: Kasia, opowiedz o swoim plecaku kostce, nie wstydź się.

KM: Nazywam się Kasia, mam 28 lat i z dumą nosiłam plecak kostkę. Początkowo (za czasów grunge) z napisem "FUCK A DUCK", później kupiłam nowy i naszyłam na niego pełno naszywek z logotypami satanistycznych zespołów. Pentagramy, odwrócone krzyże i takie tam smaczki. Potem jednak poczułam się kobietą i postawiłam na czarne torby.

MW: Prawdziwa modnisia, jak z lat 80. Wtedy nic nie było i każdy sam robił coś z niczego! A Twój ubiór Kasia był przemyślany czy stricte naśladowałaś swoich znajomych?

KM: Za czasów grandżowych sama robiłam dziury w spodniach i przypinałam wszędzie agrafki. Farbowałam koszulki, naszywałam naszywki, a glany pocierałam pumeksem, żeby były jeszcze bardziej zniszczone. To były kreatywne czasy, ale mama chyba wstydziła się wychodzić ze mną na miasto. Wtedy wszyscy wyglądaliśmy tak samo: glany, krata, koszulki z zespołami, podarte portki i parki.

MW: Właśnie nad tym się zastanawiam. Skąd to się brało? W jedności siła?

KM: Nie wiem. Poszłam na koncert, zobaczyłam milion osób w takich samych ciuchach i wpadłam po uszy!

MW: Ja zawsze szedłem na wspak. Uwielbiałem Mel B. Choć przyznam szczerze, że na początku fascynowałem się zespołem Mr. President i kupowałem niemieckie gazety. To były czasy...

KM: Też kupowałam, chyba każdy to robił. Fotostory w "Bravo" na zawsze w moim sercu! Też kochałam Mel B, ale w czasie ich świetności byłam w szóstej klasie podstawówki, co oznacza, że Ty byłeś w ósmej... Nie za stary na taką muzykę?

MO: Mr. President, aaa! Chciałam mięć taką figurę, jak ta blondynka.

KM: Miała za to małpią twarz. Coś za coś Olgu, nie mogła mieć wszystkiego!

MO: Kasiu, a jak zostałaś gotką-satanistką, to jak się panienka nosiła?

MW: Kasia pewnie nosiła panterkę i tak jej zostało do dziś.

KM: To były czasy burzy i naporu, jeśli chodzi o przytomność mojego umysłu. Czarne usta, czarne włosy do pasa, w sumie wszystko czarne. Powłóczyste sukienki do ziemi, skórzany płaszcz, glany do kolan. Bluzeczki z siatki, welur itp.

MO: Pudrowałaś twarz na biało?

KM: Zdarzało się. A do panterki dojrzałam później i uważam, że jest to najlepsza znajomość w moim życiu odzieżowym! Miałam też okres pt. "jestem obojnakiem".

MW: What?!

KM: Nosiłam się jak metal płci męskiej - zwykłe czarne spodnie, glany, plecak kostka i koszulki zespołów metalowych. Miałam ich dziesiątki! Część z nich jeszcze do niedawna służyła mamie za szmaty w domu. Ale oczywiście jestem kobietą w 100%, szczęśliwie się to wszystko skończyło! Byłam po prostu DŻENDER! Dobra, po takim wyznaniu czas na Was! Olgu, opowiedz o byciu punkówą! Był irokez?

MW: Chyba nikt już Cię nie przebije.

MO: No więc ja zaczęłam od bycia fanką Depeche Mode! Z mody nic się nie zgadzało - ale malowałam z przyjaciółką na kartce znaczek DM odblaskowym żółtym flamastrem.

KM: Depeszówa, cudownie!

MO: Chociaż nie, przepraszam, miałam buty z blaszką! To był sztos. Mój tata znalazł je w jakimś sklepie i mi o tym powiedział.

KM: O NIE. Takie dla cybergotów trochę, nie?

MO: Nie, nie, takie serio depeszówy.

MW: Kasia to nie były buty dżender.

MO: Później przyszła pora na punka. Tutaj było ciekawie. Otóż miałam krótkie włosy z długimi baczkami - trochę jak chasyd wyglądałam...

KM: Fryzura na małpkę w sensie?

MO: Tak - fryzura na małpkę. Spodnie w paski - kupione pod Pałacem i obowiązkowe swetry zabrane tacie z szafy. W owych swetrach wycinałam ściągacze i robiłam dziury na łokciach.

MW: Nasz mały Adam Słodowy! Modowy oczywiście.

MO: Do tego miałam czarną kurtkę skórzaną i coś a la parka. To była kurtka wojskowa po tacie, ale jednak nie M65, ani parka. No i oczywiście miałam glany! Dziesięciodziurkowe, a w sumie to nie glany tylko martensy.

KM: A agrafki w uszach były grane? Ja kiedyś sobie przebiłam i prawie umarłam na stan zapalny.

MO: Agrafek w uszach nie było, ale było dużo kolczyków i blaszka.

KM: Lubię to!

MO: Miałam też SZTRUKSY.

MW: Fujka!

MO: Czarne, w których na dole miałam naszywkę zespołu mojego chłopaka!

KM: Oj Misza, wtedy sztruksy były modne!

MW: Sztruksy - największy przyjaciel lat 90.

KM: Też miałam i JESTEM Z TEGO DUMNA.

MW: Najgorzej. Każdy je miał.

MO: Kochałam moje sztruksy.

MW: A najgorsze były te po tuningu. z przodu jeans z tyłu sztruks.

KM: Lepsze sztruksy, niż sztrukso-dżinsy!

MO: Co do koszulek to rozwaliłyśmy z koleżankami system bo miałyśmy koszulki z New Kids on the Block zamazane markerami. No i oczywiście koszule w kratę i przypinki Sida Viciousa.

KM: O ja Cię! Jesteś moją nową ikoną stylu, Olgu. Przysięgam.

MO: DO TEJ PORY MAM ZNACZEK W PORTFELU. Hahaha.

KM: Szacunek! Misza, zemdlałeś?

MW: Umarłem!

KM: TO NA PEWNO PRZEZ SZTRUKSY.

MW: Nie, bo ja też nosiłem te z naprasowankami! Z New Kids on the Block! Sam prasowałem!

KM: Ale Ty nie nosiłeś ich IRONICZNIE.

MO: Haha. Później po kilku latach rzuciłam ubiór punkowy i poszłam w pin-up. I to na długo.

KM: Pin-up to coś najlepszego na świecie! Zawsze podziwiałam, ale sama nie umiem. Chyba mi po prostu nie pasuje.

MO: Tutaj nosiłam ZAWSZE perły, nawet do bluzy dresowej. Okulary koty z diamencikami i kurtkę w panterkę!

KM: Też chciałam kupić kurtkę w panterkę, ale szanowny kolega Misza mi odradził. Niestety miał rację - przymierzyłam takową z przekory i wyglądałam jak sprzątaczka.

MO: Dużo panterek w szafie miałam, a futerka jeszcze mam.

KM: Czemu czas przeszły?!

MO: Bo utyłam.

KM: Jezu, TEŻ MAM TAKIE CIUSZKI.

MO: Także tak, moi mili, a teraz siedzę w podartych jeansach i koszuli w kartkę. Chyba mam fazę grunge, tylko lubię mieć czyste włosy.

KM: Olgu, u Ciebie nie ma żadnego wstydu z młodych lat, póki co, tylko ja się upokorzyłam!

MW: Może niech tak zostanie.

MO: Wstyd był w latach dwutysięcznych...

KM: Mam nadzieję, że Miszel opowie nam coś, co go pogrąży i wszyscy zapomną o moim welurze i skórach do ziemi.

MO: Oto on!

MW: Ja robiłem sobie buty "żelazka". Pamiętacie słynne klapki kuboty?

KM: Boję się, co on tu powie. Przysięgam.

MW: Kupowałem sporo par klapek marki kubota. Miałyście takie?

MO: Wspaniałe.

KM: Wiadomka!

MO: Kto nie miał, ten nie zna życia.

MW: Z kilku par robiłem żelazko, czyli podstawę do buta. Sklejałem je butaprenem.

MO: Oż Ty!

MW: To pozostałość po fascynacji Spice Girls, one zawsze takie miały.

KM: Ahaha! Tak!

MW: Choć nigdy ich nie nosiłem. Wszystkie moje pomysły były prototypami.

KM: Też wtedy takie nosiłam!

KM: Mały projektant! Niestety muszę zobaczyć Twoje zdjęcie z tamtych czasów. Po prostu muszę!

MO: Szacunek ludzi ulicy!

MW: Nosiłem np. po 3-4 paski z dużymi sprzączkami. Miałem rożne fazy. Raz chciałem być murzynem, zapuszczałem włosy i robiłem sobie takie warkoczyki przy skórze.

KM: Hahaha!

MO: Hahahahahaha!!!!

MW: Potem był okres na irokeza z utlenianą grzywką.

KM: Ale czy u Ciebie to miało związek z jakimiś subkulturami i muzyką, tak jak u Olgu i u mnie?

MW: Skądże, u mnie moda nie przenosiła się na muzykę. Ja po prostu eksperymentowałem.

MO: Utleniana grzywka to chyba sajko było? Dobrze pamiętam?

KM: Sajko albo eurodens.

MW: To był okres PAPA DANCE. Oglądałem też dużo gazet typu Bravo albo Pop Rocky. Oni tam zawsze tak super wyglądali i próbowałem ich naśladować. W tych gazetach zawsze coś dodawali, jak np. prasowanki na koszulki - to było coś.

KM: Albo kolczyk do nosa, taki sztuczny. Ach...

MW: Kupowało się dużo bazy w postaci tiszertów czy bluz Fruit of the Loom i produkcja ruszała.

MO: Nie miałam niemieckiego Bravo - mamo, tato!!! Zobaczcie, co straciłam.

MW: Fazę na kolczyk też miałem, ale to było stosunkowo niedawno, bo z 2 lata temu. Nosiłem taki duży, "krowi". Od zawsze też miałem bzika na punkcie butów i wynajdowałem te najdziwniejsze.

MO: Oh! Ja udawałam, że mam przekłutą wargę. Później założyłam na serio kolczyki w dolnym i dolnym wędzidełku, ale miałam anginę i musiałam wyjąć.

KM: Ja tez zrobiłam kolczyk w wardze, ale już na studiach. Do dzisiaj dziurka się nie zrosła, więc będzie w sam raz na kryzys wieku średniego.

MW: Ja na sutku. Strasznie bolało.

MO: A ja w marcu wyjęłam - po 18 latach! - kolczyk z pępka. Tak po prostu, znudził mi się.

KM: 18 lat! To jest życie dorosłego człowieka.

MW: A pamiętacie swój pierwszy tatuaż? Ja właśnie na osiemnastkę zrobiłem swój pierwszy. To był chiński znak lwa - WTF ?! Kasia pewnie miała tribala.

MO: Ja też miałam tribala na łopatce - wyglądał, jak czarna plama albo jak agrest. Dziwny był.

KM: Ja zrobiłam swój w wieku 17 lat. Poszłam do chaty gościa, który powiedział "Daj 50 zł, a zrobię Ci niespodziankę" i BAM. Piękny tribal (NOT) do dzisiaj zdobi moje lędźwie.
Niesymetryczny, trójwymiarowy (koleś mnie tak zaorał, że ta dziara ma górki i dołki) i zwyczajnie OBRZYDLIWY. Nadal go mam, bo chyba jedyna opcja na udany cover up to czarny prostokąt, a to będzie bolało.

MO: Ja swój zakrywałam 3 lata, bo bolało.

MW: Ja swój tatuaż też mam i na pytanie "co oznacza" wymyślam historie, że to najlepszy znak zodiaku dla barana!

KM: No cóż, błędy młodości!

MW: Dzięki bogu modowych błędów nie mieliśmy.

MO: Zdecydowanie nie.

KM: Mów o sobie, ja miałam miliony!

MW: Choć ja ostatecznie przeszedłem największą metamorfozę.

KM: Nie sądzę, nadal masz w sobie coś ze spajsetki, Michał!

MW: Kocie ruchy.

KM: Wiesz, jak byś się nazywał? HAIRY SPICE!

Klikając w zdjęcia, znajdziecie produkty inspirowane ulubionymi stylami, które określały kiedyś Miss Olgu, Michała i Kasię.

Wystarczy kliknąć w interesujące Cię zdjęcie, by przejść na stronę produktu. Możesz zaczerpnąć tam więcej informacji o ofercie. Jeżeli się zdecydujesz, możesz od razu dokonać zakupu w sklepie partnerskim, do którego zostałaś przekierowana.

Więcej o: