Społeczeństwo jest miłe - rozmowa z firmą Skisso (i jej twórcami)

Kaszka po której dziecko śpi przez 24 godziny i nie koliduje matce z jej życiowymi planami. Żelki "Dopaminki?, po których "przestajesz widzieć problem?. Psychotropowe smakołyki z firmy Skisso rozwiązałyby wiele naszych problemów... (gdyby istniały).

Wyobraźmy sobie jednak, że taka firma istnieje. I oferuje m.in. batony, po których człowiek staje się "pozytywnie agresywny", zaś ich fabryka w Łodzi to najinteligentniejszy budynek na świecie, bo na każdym piętrze ma supermarket, klub nocny i cmentarz (podobno Amazon chce skopiować ten pomysł). Nam udało się porozmawiać z działem PR firmy.

Jak ustosunkujecie się do oskarżeń, że firma Skisso systematycznie narusza prawa konsumentów?

SKISSO: Co za niedorzeczny zarzut, przecież dzięki naszym produktom konsumenci mogą robić wszystko, na co tylko mają ochotę!

Czy upublicznicie wyniki badań klinicznych waszych produktów, aby udowodnić, że substancje psychoaktywne w nich zawarte są naprawdę tak bezpieczne, jak głoszą wasze reklamy?

SKISSO: Jeżeli KFC upubliczni skład skrzydełek, a Coca-Cola skład Coca-Coli, to my jesteśmy następni w kolejce!

Jak zakończyła się sprawa Tymka z Kalisza i jego mamy? Czy ich zdrowiu nic nie zagraża? Czy Skisso wypłaci im odszkodowanie?

SKISSO: Już niejednokrotnie wyjaśnialiśmy, że mama Tymka sama zrezygnowała z absurdalnych żądań finansowych pod adresem naszej firmy. Chyba po prostu musiała się z tym przespać!

Dlaczego w Dopaminkach umieszczane są czipy?

SKISSO: Chcemy dowiedzieć się więcej o naszych ukochanych klientach, a nie ma na to dyskretniejszego sposobu niż czip, który jest tak mały, że nawet nikt nie przypuszcza, że każdy go ma!

Czy to zgodne z prawem aby produkt sam nabijał się na kasę bez wiedzy i zgody konsumenta?

SKISSO: Ale to tak jak kiedy bez pytania kupisz palącemu paczkę Marlboro! Wiedział? Nie. Zgadzał się? Nie. Cieszy się? Bardzo!

Dlaczego pracownicy muszą przechodzić rewizje osobiste wchodząc do waszego biurowca?

SKISSO: Bo rewizje grupowe przechodzą na wyjazdach integracyjnych.

Czy to prawda, że za staż w Skisso trzeba zapłacić?

SKISSO: Nie popieramy darmowych staży, wydaje nam się to być bezprawną eksploatacją.

Dlaczego kandydaci oprócz CV muszą wam wysyłać EKG?

SKISSO: Chcemy naocznie ocenić, jak bardzo są podekscytowani.

Dlaczego kiedy otwieraliście sklep w miasteczku Wilanów to wybuchły zamieszki? Kim są wasi przeciwnicy?

SKISSO: Była ich tam dosłownie garstka, a mieszkańcy zaraz ich rozgonili kijami do golfa, więc nie mieliśmy czasu porządnie się przyjrzeć, ale jedno, co możemy powiedzieć, to to, że nie byli najlepiej ubrani.

Reklama podprogowa jest zakazana - dlaczego stosujecie ją przy batonach Maniax? Czy wyjście 8 milionów osób na ulicę pod wpływem ukrytego w reklamie przekazu to nie jest zjawisko, które domaga się wyjaśnień?

SKISSO: To była dosłownie jedna klateczka! Naprawdę nie wiemy, jakim trzeba być psychofanem, żeby się jej dopatrzyć! Jak są jakieś demonstracje i ludzie wrzeszczą jakieś absurdy, to nie ma problemu, ale jak 8 milionów ludzi biegnie po zdrowie i po Maniaxa, to zaraz raban!

Co tak naprawdę wydarzyło się na koncercie U2 w katowickim Spodku, kiedy tłum pod wpływem batonów Maniax skakał pod sceną?

SKISSO: Wszystkich zalała taka fala pozytywnej energii, że aż przelewała się przez trybuny! Podobno przy "Sunday, Bloody Sunday" z widowni wręcz dosłownie dał się słyszeć dźwięk wystrzeliwanych pocisków!

Czy Bono też był pod wpływem Maniaxa?

SKISSO: Podobno pierwszego Maniaxa dostał w Cupertino w Kalifornii podczas kręcenia reklamy iPoda i od tego czasu jest naszym wiernym fanem. Zresztą widać to po reklamie.

Czy budując łódzką fabrykę wysiedlaliście ludzi?

SKISSO: Nikogo i niczego nie wysiedlaliśmy, tylko apgrejdowaliśmy do naszych firmowych standardów wyposażenia wnętrz.

Jak doszło do wypadku z kadzią Dopaminek?

SKISSO: Wolimy słowo incydent, bo wypadek źle się kojarzy. Jeden z naszych stażystów za bardzo chciał się zjednoczyć z firmą i przeskoczył barierki otaczające kadź. Chciałoby się powiedzieć, że nadgorliwość gorsza niż faszyzm, ale tych skojarzeń też wolimy unikać.

Jak działa i po co jest chwytak do pracowników?

SKISSO: Nasz chwytak do pracowników, zaprojektowany by Philippe Starck & Vladimir Harkonnen, to taka dizajnerska łyżka od koparki, która działa jak troskliwa mama chwytająca tych, którzy trochę zbyt entuzjastycznie odnoszą się do wyposażenia fabryki.

Jak skomentujecie działalność Stop Skisso? Dlaczego blokujecie ich stronę?

SKISSO: Bo to była jakaś dziecinada, poza tym nie użyli firmowych kolorów.

Dobra wiadomość jest taka, że złowroga korpa Skisso istnieje tylko w wyobraźni twórców tej internetowej ściemy: Tomasza Kojdera i Jagny Nieuważny. On ma za sobą kilka satyrycznych projektów, ale na co dzień projektuje strony internetowe, ona jest wykładowcą uniwersyteckim i tłumaczką z japońskiego. Poznali się robiąc internetowy kurs japońskiego dla podróżujących. Swoje doświadczenia pracy dla korporacji wykorzystali wymyślając Skisso - jedną z  najbardziej pomysłowych i najśmieszniejszych rzeczy w polskim internecie. Zła wiadomość: dzisiejszy, szósty, odcinek jest już ostatnią odsłoną internetowego serialu. Poniżej zapis rozmowy z Jagną i Tomkiem, którzy już czekają na fale hejtu, bo - jak twierdzą - do tej pory społeczeństwo było dla nich miłe.

http://skisso.pl/źródło: http://skisso.pl/

Skisso ma rozmach: kanał na YouTube'ie, strona, fanpage, grafiki reklamowe, "złote myśli" guru marki Bradleya Maggota, jest nawet anty-strona (zablokowana zresztą). Nie ograniczaliście się w tej kreacji?

JAGNA NIEUWAŻNY: W agencjach reklamowych mówi się, aby myśleć poza pudełkiem. Więc my pomyśleliśmy: a co jeśli nie ma pudełka?

I po co wam to Skisso?

JAGNA: Skanalizowaliśmy w ten sposób nasze traumy po przyjeździe z przegranego województwa kujawsko-pomorskiego do wielkiego miasta, jakim jest Poznań.

TOMASZ KOJDER: Poza tym zawsze chcieliśmy zrobić polski serial. A tak serio, to głównym powodem była chęć zdobycia aprobaty pani Grażynki, z którą pracowałem w bydgoskiej Agorze. Ponoć wchodzi na Focha i wyłącznie dlatego zgodziliśmy się na ten wywiad.

Tomek jest z Bydgoszczy, Jagna z Torunia - czy słynny konflikt między tymi miastami nie utrudnia wam współpracy? I dlaczego tak niemiłosiernie wyśmiewacie się z Bydgoszczy w Skisso?

TOMEK: Ułatwia, bo w konflikcie toruńsko-bydgoskim opowiadam się zdecydowanie po stronie Torunia. Nie wiem, jakie jest przeciwieństwo honorowego obywatelstwa, ale poproszę.

JAGNA: Ja w tym konflikcie stoję po stronie Włocławka. Podobno ostatnio otworzył sobie McDonalda.

To jaki będzie następny krok Skisso? Czekacie, aż zjawi się jakiś producent telewizyjny i kupi od was format?

TOMEK: Chcielibyśmy być milionerami przynajmniej w starych złotych. Chociaż stacją, z którą najbardziej mielibyśmy ochotę współpracować, jest Polonia 1. Może jakiś reboocik? Hipsterzy by oszaleli.

JAGNA: Moglibyśmy lecieć jako dobranocka o 4 rano. Dla tych, co na kaszce Baby No No.

Jak powstają wasze scenariusze? Jakie substancje psychoaktywne w tym uczestniczą?

JAGNA: Żeby zarobić zajmujemy się na co dzień inną, poważną pracą, w związku z tym pokłady frustracji, jakie ona w nas generuje, dostarczają nam wszelkiej niezbędnej inspiracji. Pracuję między innymi na japonistyce i przez większość mojego życia zawodowego mam do czynienia z ludźmi, których poparcie dla tego projektu serdecznie mnie wzrusza, bo naprawdę nic z niego nie rozumieją - na wielu poziomach. Ale uważają, że ładnie wyszłam, tylko kamera jest trochę za nisko i robi mi się podwójny podbródek.

Drugi podbródek dodaje Sylwii autentyczności, świetnie koresponduje z jej dziecięcą naiwnością

JAGNA: Tak, jest jeszcze taka świeżo spuszczona z Bydzi. Minie jeszcze trochę czasu nim zacznie jeść głównie herbatkę Figura 2, by dociągnąć do ideałów stołecznych.

Strasznie wszystkich hejtujecie: warszawiaków, słoiki, korporacje, działy PR, Bydgoszcz, matki. Są jacyś ludzie, których lubicie?

JAGNA: Bardzo lubię Sylwię. Choć tylko ją gram - Tomek jest nią naprawdę.

TOMEK: To, że opuściłem Bydgoszcz, nie oznacza, że ona opuściła mnie. Mam swój Wietnam.

A wracając do serialu, nie boicie się, że jakaś firma wykorzysta ten patent z czipami, które same nabijają towar na kasie?

TOMEK: Podejrzewam, że od dawna nosimy te czipy, tylko nie wiemy, bo robiło je Apple, a nie Samsung jak w serialu.

JAGNA: W związku z czym są dużo bardziej ergonomiczne i nie odbijają się na rentgenie. Ale gdyby Apple je robiło, to trzeba by płacić, żeby je nosić.

Świat Skisso jest taką antyutopią w duchu Philipa K. Dicka. Chyba nawet w jednym z odcinków jest odwołanie do "Ubika"?

TOMEK: Tak, jest Ubikino, ale to przede wszystkim odwołanie do ubikacji.

JAGNA: Chcieliśmy w ten dyskretny sposób dać do zrozumienia, że mamy dyplomy magisterskie. Nic ponadto.

Dzisiejszy odcinek zamyka wasz cykl (ku mojemu i pewnie nie tylko mojemu żalowi). Od początku mieliście to w ten sposób rozpisane i zamknięte?

JAGNA: Kręciliśmy to wszystko kilka miesięcy temu, jednym rzutem. Inspirowali nas Beatlesi, którzy nagrywając pierwszy album mieli pieniądze tylko na jeden dzień w studio. Myśmy ze Skisso zrobili to samo i szczerze mówiąc, spodziewamy się podobnych efektów sprzedażowych.

Czyli jednak na jakiś efekt sprzedażowy liczycie? Ten producent z TV? Agencje reklamowe? Komu chcecie się sprzedać?

TOMEK: Profilaktycznie obraziliśmy wszystkie agencje reklamowe, wysyłając brief kaszki Baby No No, na który kilka się ochoczo rzuciło. Ale nie wykluczamy, że mogło to tylko rozbudzić ich apetyty, bo ich podświadomość może domagać się obelg.

JAGNA: Zostaliśmy ostro zjechani za to, że wysłaliśmy brief na dwa tygodnie przed Prima Aprilis, bo przecież wszyscy w Polsce wiedzą, że żartujemy 1 kwietnia. Kropka.

Kaszka Baby No No, która została tak entuzjastycznie przyjęta przez pracowników agencji, matkom też by się pewnie podobała. Uważacie, że matki są głupie?

JAGNA: Nie możemy mówić matkom małych dzieci, co mają myśleć, bo one są już tak wyjarane mózgowo brakiem snu, że marzą o czymś takim jak ta kaszka, po której dziecko śpi minimum sześć godzin.

TOMEK: Do stworzenia kaszki przede wszystkim zainspirowały nas felietony profesora Mikołejki o matkach wózkowych.

JAGNA: Moją fantazją erotyczną od jakiegoś czasu jest tzw. MILK, czyli Mom I'd Like to Kill. Bo moje koleżanki z Torunia, gdzie nie bardzo jest co robić poza rozmnażaniem się, kiedy skończyły 27. rok życia, zaczęły bardzo intensywnie wrzucać różne fizjologiczne opisy. I we mnie wzbiera zwyczajne ewolucyjne poczucie nadchodzącej przegranej. Bo ja niczego jeszcze nie spłodziłam. Oprócz Skisso.

TOMEK: W Bydgoszczy też panuje cykliczny trójpodział na owulację, laktację i ondulację, choć mogłem pomylić kolejność.

JAGNA: Byle nie jednocześnie, bo nie można sobie robić trwałej, jak się jest w ciąży. Dowiedziałam się tego z jakiegoś poradnika parentingowego.

A jak to było Tomasz z tym Szymonem Majewskim? Bo pracowałeś kiedyś w jego programie, ale ci się nie podobało, a teraz ścigacie się w tej samej konkurencji - on też jest "jutuberem"

TOMEK: A faktycznie, było kiedyś coś takiego - to moje oficjalne stanowisko. A w wyścigu o miejsce w boksie "Popularne" nie mieliśmy ochoty brać udziału. Przypomnę raz jeszcze, z jakiego jesteśmy województwa. Poza tym ukłonu w stronę gimbazy nie wykonuje się ośmiominutowymi odcinkami serialu ze scenariuszem, tylko filmikami komentującymi inne filmiki.

JAGNA: Gdybyśmy nazwali Skisso "Typowa Sylwia - pracownica korporacji", to nasz licznik polubień szalałby jak licznik Geigera w Fukushimie. Generacja MTV, czyli moje młodsze rodzeństwo, już się skarżyło, że 8 minut to już trochę przegięcie. Kazali mi robić z tego Vine'a.

TOMEK: Dla Skisso jest już za późno, ale chętnie zrobilibyśmy Vine'a z dekalogu.

Padło słowo "optymalizacja", "strategia" - czyli nie są wam obce te pojęcia ze świat, który wyśmiewacie?

TOMEK: Nauczyłem się ich w bydgoskiej Agorze, gdzie przychodziły maile z rozporządzeniami od tzw. Basi, która czytała podręcznik zarządzania z 1992 roku i wdrażała po jednym rozdziale co miesiąc. Niestety kupiła go na Allegro i wyrwany był rozdział o prawach pracownika.

Wszystkie korpy są takie same? Złowrogie?

JAGNA: Nie wiem, ale czy musimy sprawdzać?

A nie jest tak, że robienie czegoś sobie na YouTube'ie jest teraz naturalną przepustką do kariery w mainstreamowych mediach? Przynajmniej w Ameryce już tak to chyba działa, jeśli popatrzeć na kariery kilku stand-uperów chociażby.

TOMEK: Chyba się nam tak tylko wydaje. Louis C.K. pracował 20 lat na to, by móc z kamienną twarzą zażądać pełnej kontroli nad swoim serialem. I jego historia opowiadana jest na zasadzie przezabawnej anegdotki. No a my nie mamy Louisa C.K., z całym szacunkiem do Tadzia Drozdy.

Moglibyście być nim wy.

TOMEK: Za 20 lat zobowiązujemy się podjąć to wyzwanie. Ale oczywiście zapraszamy zainteresowanych do sali konferencyjnej.

Czyli widzicie swoją przyszłość w satyrze, komedii?

TOMEK: Z największą chęcią, choć raczej nie finansową. Nie oszukujmy się, satyra to nie glazura. A szkoda.

JAGNA: Tomek jest luzerem, bo ma 30 lat i jeszcze nie ma kredytu.

TOMEK: Znajomi rodziców coraz częściej dopytują, dlaczego ich syn nie ma jeszcze kredytu. Chyba zaczynają coś podejrzewać.

A teraz gdy Skisso jest skończone, to nad czym pracujecie?

JAGNA: Liczymy na polską naturę, że dopiero jak Sylwii zabraknie, to ją zaczną doceniać.

http://skisso.pl/źródło: http://skisso.pl/

Więcej o: