Czy warto zapoznać się z hydrolatami? Przetestowałam je na własnej skórze

Kto przeglądał kiedykolwiek oferty sklepów z półproduktami kosmetycznymi, ten na pewno spotkał się z nazwą "hydrolaty". Co się pod nią kryje?

Hydrolaty to wody roślinne, które z powodzeniem zastępują kosmetyki do oczyszczania i nawilżania skóry. Dzięki swoim właściwościom mogą być wykorzystywane do naprawdę specjalnych zadań, jak chociażby pielęgnacja skóry z pękającymi naczynkami, czy cery trądzikowej.

Rumianek

Nigdy nie byłam wielką fanką pielęgnacji naturalnej. Wręcz przeciwnie, naprawdę bardzo lubię chemię - te wszystkie konserwanty, syntetyczne substancje, zapachy i tym podobne. Niestety, moje preferencje to jedno, a preferencje mojej skóry to całkiem inna historia. Że moja skóra zbuntowała się przeciwko wielu (zbyt wielu) kremom, to już wam pisałam. Nie zadowalało jej też mycie żelami i wodą. Podobnie kolejne toniki zmieniały po kilku użyciach właściciela (uprawiałam kosmetyczne rozdawnictwo). W końcu postanowiłam wypróbować coś prostego (w składzie) i naturalnego. Nie mam cierpliwości do długotrwałej i skomplikowanej pielęgnacji. A choćbym może i czasem miała ochotę coś tam sobie zamieszać w kolbkach i menzurkach, to zwyczajnie nie mam na to czasu. W grę nie wchodziło więc samodzielne przygotowywanie toników czy innych specyfików. Sięgnęłam więc po najprostszą (zaraz po zwykłej wodzie) rzecz do mycia twarzy, jaka mi przyszła do głowy - po hydrolat.

Hydrolaty to produkty uboczne powstające w trakcie pozyskiwania olejków eterycznych. Są niczym innym, jak wodą destylacyjną zawierającą niewielkie ilości olejku eterycznego (0.5%-1%) oraz rozpuszczalne w wodzie części składowe materiału roślinnego. Mają postać transparentnego płynu, na oko wyglądają jak woda. Zresztą nazywa się je "wodami kwiatowymi" lub "wodami roślinnymi". Hydrolaty pachną. Uprzedzam jednak, że ich rzeczywisty zapach może rozminąć się z waszymi wyobrażeniami. O ile zapach olejku eterycznego jest skondensowaną wonią rośliny, z której powstał, o tyle zapach hydrolatu już niekoniecznie. Powiedziałabym wręcz, że niektóre spośród hydrolatów pachną nieszczególnie...

Moim ulubieńcem jest hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy (neroli). Od niego zaczęłam moją przygodę z wodami roślinnymi. Miałam szczęście, bo dzięki cudownemu zapachowi nie zraziłam się do pomysłu mycia skóry hydrolatami. Sądzę, że gdybym próbowała zacząć od oczaru, mogłabym szybko porzucić moją koncepcję naturalnej pielęgnacji... Ale wracając do neroli - podobno jej zapach działa relaksująco, łagodzi napięcia i stany histerii (!). Działanie relaksujące potwierdzam, w stanie histerii nie zdarzyło mi się jeszcze wąchać wacika nasączonego wodą z neroli, tak więc nie wiem, czy pomaga. Hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy polecany jest dla cery delikatnej i wrażliwej oraz z pękającymi naczynkami i trądzikowej. Reguluje wydzielanie sebum, działa łagodząco, przeciwzapalnie i wpływa na przyspieszenie procesów gojenia. Ponieważ, jak już wspominałam, ten hydrolat był pierwszym, którego zaczęłam używać, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cera po nim stała się miękka i gładka i zdecydowanie lepiej nawilżona. Wypryski i wszelkie przykre niespodzianki zaczęły szybciej znikać. Nie jestem natomiast przekonana, co do pozytywnego wpływu na moje pękające naczynka. Ale chyba wynika to z braku wiary, że cokolwiek mogłoby na nie pomóc. Być może gdyby nie hydrolat, byłoby gorzej?

Pierwsze chwile z hydrolatem z rumianku nie należały do przyjemnych. Powiedzmy sobie, że rumianek nie pachnie najpiękniej, za to dość ostro. Podobna ostrą (u mnie wywołująca ciarki) woń ma woda rumiankowa. Ale można się przyzwyczaić. Już mną nie trzęsie, kiedy przemywam sobie nią skórę. Przyznam jednak, że robię to mniej chętnie, niż wodą z kwiatów pomarańczy. Jeśli chodzi o działanie, to woda rumiankowa, ma podobne właściwości, jak hydrolat z neroli. Przy hydrolacie rumiankowym podkreśla się przede wszystkim jego działanie łagodzące i aseptyczne. Stąd hydrolat ten jest polecany szczególnie do cery z trądzikiem lub z innymi zmianami zapalnymi. Jeśli macie skórę skłonną do alergii, to zalecałabym ostrożność w stosowaniu wody rumiankowej - zamiast pielęgnować może podrażniać. Sama czuję pieczenie w pierwszej chwili po zetknięciu hydrolatu z moją cerą, ale ono dość szybko mija i nie pojawiają się żadne zaczerwienienia ani wysypki, które mogłyby sugerować alergię na rumianek.

Hydrolat z rumianku i mój ulubiony - z gorzkiej pomarańczy. Oba ze sklepu zrobsobiekrem.plHydrolat z rumianku i mój ulubiony - z gorzkiej pomarańczy. Oba ze sklepu zrobsobiekrem.pl

Hydrolat z kocanki jest tą substancją, z którą powinnam zapoznać się bliżej, ale jeszcze nie miałam okazji. Mówi się o nim, że może zdziałać cuda u osób z pękającymi naczynkami, czyli u takich jak ja. Jak już wspomniałam, nie wierzę, że kosmetyki mogłyby pomóc przy takim nasileniu problemu, jaki mam. Ale moja niewiara może być pretekstem do przeprowadzenia testu hydrolatu kocankowego. Następnym razem na pewno znajdzie się on w moim koszyku. Poza (podobno) skuteczną walką z pękającymi naczynkami, woda kocankowa przyspiesza gojenie ranek, siniaków oraz zmniejsza opuchnięcia. Tym samym jest dobrym preparatem do pielęgnacji okolic oczu. Działa także antybakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Z powodzeniem mogą go stosować osoby, które borykają się z trądzikiem różowatym.

Jak stosować hydrolaty? Oczywiście do przemywania twarzy. Wody roślinne bardzo skutecznie usuwają brud, kurz, nadmiar sebum a także kosmetyki do makijażu. Ja używam ich do mycia twarzy zamiennie z płynem micelarnym, przy czym częściej jednak używam hydrolatów. Z powodzeniem zastąpiły mi toniki.

Poza tym jeśli stosujecie mgiełki lub wody termalne do spryskiwania twarzy w ciągu dnia, to także możecie je zastąpić hydrolatami. Nie polecam do tego wody rumiankowej czy z oczaru (zapach!!!), ale już mgiełka z hydrolatu z kwiatów pomarańczy czy zielonej herbaty - czysta rozkosz! Hydrolatów można używać także do pielęgnacji włosów - można zwilżać nimi włosy przed ułożeniem (zamiast wody), można wcierać je w skórę głowy i włosy (szczególnie, jeśli walczycie z problemami skórnymi lub wasze włosy są przesuszone), można w końcu używać ich do płukania włosów. Jasnowłosym poleca się szczególnie zastosowanie do płukanek wody rumiankowej, bo podobno podkreśla i rozjaśnia kolor. Kilka lat temu z uporem maniaka płukałam swoje blond włosy w rumianku, moczyłam je w rumianku i wcierałam w nie rumianek (a konkretnie esencję uzyskana po zaparzeniu herbatek rumiankowych) i nie widziałam żadnego efektu. No ale może ja jestem naturooporna, a rumianek działa subtelniej niż woda utleniona? W każdym razie możecie wypróbować płukanki z wody rumiankowej, na pewno nie zaszkodzą. Wody roślinne możecie stosować na ciało także w postaci kompresów. Jeśli robicie sobie maseczki z glinki, to hydrolat z powodzeniem zastąpi potrzebną do rozrobienia błotka wodę.

Oczywiście, wybór hydrolatów jest dużo bogatszy niż te trzy przeze mnie wymienione i na pewno każdy znajdzie wśród wód roślinnych coś dla siebie. Dokładne opisy właściwości wód kwiatowych mają na swoich stronach sklepy, które zajmują się ich sprzedażą. Ja do tej pory byłam wierną klientką zrobsobiekrem.pl i nie mam zastrzeżeń, co do jakości wód z tego sklepu. Następne zakupy zamierzam jednak zrobić w biochemiaurody.pl, żeby mieć porównanie. Stacjonarnie hydrolaty można kupić w sklepach z kosmetykami naturalnymi lub w sklepach zielarskich.