Dlaczego nie chciałabym być księżną Kate

Świat oszalał na punkcie Kate Middleton (ups, przepraszam, księżnej Catherine). Media piszą, że to nowa ikona mody, macierzyństwa, kobiecości. Wszystko co najlepsze, to ona. Piękna i wspaniała. I takiego wspaniałego męża ma, Williama (trochę łysy, ale co tam). Prawie króla. Podobno każda kobieta chce być jak ona, bo przecież życie ma zupełnie jak z bajki. Aha. Uważajcie, żeby to nie była bajka braci Grimm czy innego Andersena.

REUTERS/POOLREUTERS/POOL

Moim zdaniem Kate ma przesrane. Na całej linii. Ja wiem, że to niby fajnie z zewnątrz wygląda: mieszka sobie w pałacach albo czymś bardzo podobnym o bardzo dużym metrażu, ma najlepszych ludzi do wszystkiego - opieki nad dzieckiem, opieki nad sobą, trenera, dietetyka, kucharza, stylistę, fryzjera, krawcową, masażystę, manikiurzystkę, sprzątaczkę, asystentkę, wizażystkę - cholera, kogo ona może jeszcze mieć? Nie musi pracować, wystarczy, że ładnie wygląda i serdecznie się uśmiecha. Jej dzieci będą chodziły do najlepszych szkół, będą miały na zawołanie najlepszych lekarzy, zwiedzą cały świat. Ona zresztą też (właśnie jest w Australii i Nowej Zelandii). Pozna i uściśnie dłoń wielu ważnym, a czasem pewnie nawet i mądrym ludziom, weźmie udział w bajecznych przyjęciach na jej cześć (i nie tylko). Generalnie prawie wszystko, o czym tylko zamarzy, może mieć. No właśnie - prawie. Bo:

1. Kate zawsze będzie tylko żoną swojego męża. Bez niego by jej nie było, byłby ktoś inny. Jej funkcja polega głównie na tym, żeby ładnie wyglądać, ładnie się uśmiechać, rodzić dzieci (następcę tronu, a resztę ku uciesze gawiedzi). Żeby być grzeczną i posłuszną zasadom panującym na królewskim dworze. Żeby słuchać królowej i się nie wychylać. Żeby nie pragnąć zmiany. Hej, czy we współczesnym świecie naprawdę są jeszcze kobiety, którym taka funkcja odpowiada (pytanie retoryczne i lekko głupawe - wiem, że są). Tylko, przepraszam bardzo, czy to dobrze, że takie kobiety stawiane są innym za wzór? Prawdziwe feministki powiedziałyby, że to podstęp patriarchatu!

REUTERS/POOLREUTERS/POOL

2. Jeśli Kate pokazuje się oficjalnie, zawsze musi się uśmiechać. Po prostu nie ma innej opcji, bo inaczej prasa przez pół roku będzie wymyślała historie na temat jednego zdjęcia, na którym miała smutną minę. "Pokłóciła się w Williamem?", "Nakrzyczała na nią królowa?", "Ma poważną chorobę - wrasta jej paznokieć?". A przecież człowiek nie zawsze jest w nastroju do uśmiechania się. Nie mówiąc już o tym, że mogą jej się zmęczyć policzki i najzwyczajniej w świecie może mieć ochotę dać im odpocząć.

3. Musi się ubierać jak stara baba. Wcale nie szykowna. Raczej nudna i niemodna. Właściwie nie wiem, dlaczego ona musi tak strasznie źle wyglądać. Może żeby nie wzbudzać pożądania? Gdzieś wyczytałam, że ponoć królowej nie spodobało się, że Kate tak bardzo lubi eksponować swoje długie i zgrabne nogi, więc przydzieliła jej swoją stylistkę. Jeśli tak jest rzeczywiście, to właściwie już mnie nie dziwi, dlaczego Kate wygląda, jak wygląda. Czekam tylko na niemodne kapelusze i kwadratowe, sztywne torebki w kolorze monochromatycznej całości.

4. Nie może przytyć. Do ślubu strasznie schudła i w tej chudości trwa. Jeśli teraz przytyje, wszyscy o tym napiszą, niekoniecznie w sposób, jaki by chciała. Jeśli jej brzuch zaokrągli się pod obcisłą spódnicą, będzie w ciąży. Jeśli przybędzie jej w okolicach twarzy, prasa dopatrzy się choroby. Może to być nawet depresja, bo przecież od antydepresantów się tyje. Bulimię może mieć (jak Diana), a jak jeszcze schudnie, to i anoreksję. Ze stresu najpewniej, że nie radzi sobie ze swoją rolą, z życiem w złotej klatce i pod obstrzałem fotoreporterów.

East NewsEast News

5. Nie może sobie ot tak, po prostu, gdzieś pójść. Nie chodzi tylko o to, że nie ma mowy o żadnym incognito, bardziej o to, że jej czas jest bardzo skrupulatnie zaplanowany. Ciągle musi brać udział w super nudnych uroczystościach (na których oczywiście musi się uśmiechać) albo spotykać się z ważnymi ludźmi, z którymi w dodatku nie ma szans przeprowadzić normalnej rozmowy. W tym świecie wszystko opiera się na przeuprzejmych small-talkach, których Kate na pewno musiała się nauczyć. Pewnie dziś jest ich mistrzynią. Tylko co komu po small-talkach?

6. Kate musi zrezygnować z przyjaciół. Po pierwsze - bo nie ma już dla nich czasu, a po drugie - bo człowiek chyba nigdy nie może być pewien drugiego. Szczególnie, kiedy w grę wchodzą ogromne pieniądze i znajomość z żoną następcy tronu. Wspomnienia kogokolwiek na temat tego, jaka kiedyś była Kate, są warte miliony. A opowieści o tym, co przeżywa aktualnie? O co kłóci się z Williamem, co jej się nie podoba u królowej, dlaczego wkurzają ją materace w królewskich łóżkach? To wszystko materiał warty dla prasy miliony. Funtów.

Naprawdę wydaje mi się, że Kate jest niewolnicą. I chociaż pewnie sama się na to zgodziła (zaręczyny były bardzo długie, myślę, że w tym czasie Kate była poddawana specjalnym szkoleniom i praniu mózgu, żeby sprostać roli), to pewnie wcale nie ma jej czego zazdrościć. Ta dziewczyna nie ma przed sobą żadnej przyszłości. A jeśli królowa wybrała dobrze (och, bo nie wierzę w żadną miłość i wolne wybory), to historia a la Diana już nigdy więcej się nie powtórzy. Zespół Oasis opowiadał już podobną.

Mit księżniczki wciąż ma się dobrze, umacniany bajkami i baśniowymi opowiastkami o pięknej Kate. Rzecz w tym, że prawdziwe księżniczki mają beznadziejne życie i nie warto marzyć, by znaleźć się na ich miejscu.