Ranking! e-Randki! Wykrzykniki! (Testowane na zwierzętach)

W internetach można znaleźć dziada z babą, wuja Zenona i miłość swego życia. Zanim jednak zaufasz portalom randkowym, dowiedz się, które (i jak) mogą pomóc ci znaleźć księcia z bajki. A które wydoją z Ciebie kasę, czas i nadzieję. Dżoana K. przetestowała i ocenia bez litości.

Lubię randki internetowe. Nie lubię za to rankingów portali randkowych, bo zwyczajowo są one robione bez rzeczywistego testowania. A każdy portal e-randkowy w jakiś sposób okłamuje przyszłych użytkowników. A to kusi "naukowo" opracowanym algorytmem, a to twierdzi, że 1/4 rodaków w wieku 18-65 to zainteresowane mną single, masowo okupujące ten właśnie portal.

Tak więc robię własny opis miejsc do e-randkowania. (With blackjack and hookers!)

www.edarling.plwww.edarling.pl

eDarling: 0/5 gwiazdek

Członkostwo JUŻ OD od 49,90 miesięcznie!

Portal eDarling stawia na Powagę. To w końcu "portal dla singli z aspiracjami". Przez tę powagę ichniejsza strona przypomina mojego martwego wuja Zenona. Wszystko jest tam małe, szarobure i kanciaste. (Będę wdzięczna za niepytanie mnie o mojego martwego wuja).

Jestem posiadaczem tego droższego z dwóch rodzajów kont płatnych, eDarling pozwala mi więc przeglądać aż trzy nowe profile dziennie! Oczywiście, portal zastrzega, że jak za wysoko ustawię poprzeczkę, to nie znajdzie dla mnie partnerów. Eksperymentalnie obniżyłam więc wymagania na prywatną granicę desperacji. I dalej: trzy nowe profile dziennie, codziennie! No ale w końcu sporo im płacę za możliwość szukania, więc głupio by wyszło, gdybym znalazła i chciała przestać płacić. (Ach! Ważna informacja: portal ściąga z Ciebie kasę automatycznie. I jak zamkniesz u nich konto, będzie to robił dalej, chyba że na co najmniej dwa tygodnie przed zamknięciem przyjmą od Ciebie rezygnację mailem, faksem, listownie lub telefonicznie. Jak rozumiem, w przeciwnym razie wysyłają komornika. Z tym że nie gwarantują, że będzie on dopasowanym do Twoich potrzeb singlem).

No i kontrowersyjne: "naukowe dopasowanie". Rejestrując się przechodzisz przez 20 stron pytań, testujących optymizm, ekstrawersję, motywację, spolegliwość i... chyba tyle. Po skończeniu testu dowiadujesz się, że (żeby przeglądać miliony superdopasowanych profili) musisz zapłacić; tylko rejestracja była darmowa, używanie jest płatne. Cennik nie jest dostępny przed wykonaniem testu.

Wypełniłam, zapłaciłam i teraz maszyna losująca dawkuje mi propozycje z kilku standardowych kategorii, które już rozpoznaję dzięki... automatycznie wypełnianym martwym profilom. Na przykład: "Moje życie jest uporządkowane i ma jasną strukturę. Niemniej jednak jestem człowiekiem owartym (sic!) na innych ludzi i ich pomysły." (Wuj Zenon nie miał wprawy w pisaniu, ale nie mówi się źle o zmarłych). Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie konta z automatycznymi opisami to konta osób, które nie zapłaciły i zrezygnowały po teście. Bo na przykład jeżeli wypełnisz pole "o sobie" w sposób, który nie zadowoli administratorów, portal automatycznie przywróci tam wiadomość o Twoim "owarciu".

www.sympatia.onet.plwww.sympatia.onet.pl

Sympatia: 2/5 gwiazdek

Jakość proporcjonalna do ceny!

Sympatia ma jeden wielki plus: płacisz im fistaszki i natychmiast stajesz się rekinem w morzu planktonu.

Płatne konto pozwala i pisać, i otrzymywać wiadomości. I z prawie nieżmudnego liczenia na palcach wyszło mi, że taką płatną "otwartą pocztę" ma tam co dwudziesty facet w wieku 31-36 lat i co czterdziesty w wieku 25-30. (W obu grupach wiekowych "otwartą pocztę" ma co czterdziesta kobieta). Najwyraźniej na Sympatii wszyscy liżą tę sklepową szybkę, czekając aż przyjdzie ktoś, kto szarpnął się na 13,5 zł za miesiąc i coś do nich powie. Czyli Sympatia, portal na którym siedzą mityczne tłumy, jest dobrym miejscem, żeby kogoś sobie wyszukać, pod warunkiem, że nie przeszkadza Ci, że potencjalny partner jest bierny i (lub) skąpy. Jak mówiłam: fistaszki, rekin, plankton: hurra!

I jeszcze jedno. Wizualnie Sympatia robi przeciętne wrażenie - ma ten taki swojski wygląd poczty Onetu z lat 90. Z tym że z tego co pamiętam, w płatnej wersji tej poczty nie było reklam. A dzięki Sympatii... może nie znajdę idealnego partnera, ale za to jestem na bieżąco z promocjami sklepów spożywczych.

www.sympatiaplus.plwww.sympatiaplus.pl

SympatiaPlus: 2/5 gwiazdek

Tanio! Dobrze! Pies z kulawą nogą!

Dobra wiadomość: swoje dane z Sympatii można automatycznie przenieść na portal Sympatia Plus! Płatny dostęp do Sympatii Plus kosztuje mniej więcej tyle co do zwykłej Sympatii! Sympatia Plus ma fajny test sprawdzający Twoje nastawienie do świata!

A teraz porozsiewajcie trochę te informacje (najlepiej wśród mężczyzn-singli), bo na razie na Sympatii Plus jest trzech kolesi na krzyż, ja oraz targane wiatrem krzaki burzanu.

W teorii portal wydziela po 10 profili potencjalnych partnerów dziennie, z tym że większość tych profili nie jest do końca wypełniona (generalnie: cieszysz się, jak jest zdjęcie). No ale do Sympatii Plus nie mam takich pretensji, jak do eDarling: Sympatio-Plusowy test ma odrobinę więcej sensu, no i można porównać swoje wyniki z wynikami potencjalnych partnerów. I z góry znasz reguły: przed wypełnieniem testu wiesz o tych 10 profilach, możesz przejrzeć cennik wersji płatnych i nie musisz błagać o możliwość rezygnacji z płacenia. W teorii Onety starają się ożywić Sympatię Plus, jest więc szansa, że kiedyś to będzie dobry portal.

www.zaadoptujfaceta.plwww.zaadoptujfaceta.pl

Zaadoptujfaceta: 3/5 lub 5/5 gwiazdek

Świetny darmowy portal (jeżeli jesteś dwudziestolatką)!

Zaadoptuj Faceta ma inne podejście do tematu. Całość udaje sklep z facetami, w którym kobiety "dostają" mężczyzn bez ograniczeń. Za to faceci startują jako "zablokowani" i jeżeli chcą do Ciebie napisać, muszą poprosić Cię o zdjęcie blokady. Męskie konto dysponuje trzema takimi prośbami dziennie, więc kobiety nie dostają wysyłanych hurtowo wiadomości. Oczywiście: rozumiem, że tak nierówny sposób traktowania płci to nieeleganckie uprzedmiotowienie. Czasami nawet nad tym ubolewam (głównie w godzinach 18:00 - 1:00, kiedy portal wprowadza ograniczenia ilości aktywnych męskich użytkowników, żeby wyrównać proporcje płci. Uważam, że to skandal i że nie wolno tak traktować obiektów, z których wybieram).

Niestety istnieje powód, dla którego ta strona nazywa się "zaadoptuj..." a nie "wybierz sobie faceta". Najwyraźniej idea tak szokującej nierówności płci przemawia głównie do młodszego pokolenia. Więc jeżeli jesteś dwudziestolatką lub interesujesz się dwudziestolatkami: raj na Ziemi!

www.c-date.plwww.c-date.pl

C-date: (z dzikiej karty)

Ciemna strona Internetów

I na koniec coś dla urozmaicenia przeglądu oraz dla wskrzeszenia na chwilę eDarlingowego wuja Zenona.

C-date to niby skrót od "casual dating", czyli randek bez zobowiązań. W teorii nie powinno to oznaczać tylko szukania seksu (granica między tymi rzeczami jest nieostra, ale musicie mi uwierzyć, że istnieje). Niestety C-datowe profile składają się jedynie z preferencji seksualnych i rozmazanego zdjęcia (dla bezpieczeństwa portal nie udostępnia od razu wyraźnych zdjęć). Nie ma tam w ogóle miejsca na napisanie czegoś o sobie. A rozmowy między użytkownikami są idealnie zautomatyzowane. Na przykład: dostaję podejrzanie Zenonową prośbę o udostępnienie swojego zdjęcia. Klikam "nie". I patrzę, jak mój zmarły wuj Zenon pisze za mnie coś typu: "na tym etapie znajomości nie jestem jeszcze gotowa na udostępnienie ci swojego zdjęcia". Bardzo wygodne przy obsłudze komputera tylko lewą ręką, ale poza tym dość przerażające.

Jak i cały Internet.

Dżoana K.

Więcej o: