Moc w tobie silną być musi, młody czytelniku! Co musisz wiedzieć o nadchodzących "Gwiezdnych wojnach"?

"May the 4th be with you" - dziś świętowany przez fanów "Dzień Gwiezdnych Wojen". Przyłączamy się do celebry zaczynając oczywiście od najbardziej wstrząsających wiadomości ubiegłego tygodnia: znamy obsadę i (niewyraźny) zarys fabuły "Gwiezdnych wojen: Części VII"!

Kilka dni temu ekipa pracująca w Lucasfilm udostępniła jedno jedyne zdjęcie, które ucina milion spekulacji dotyczących powstania nowej, trzeciej już trylogii "Gwiezdnych wojen", a jednocześnie dało przestrzeń do nowych rozmyślań o życiu, wszechświecie i powrocie Hana Solo.

fot. starwars.com

Na początek ręka w górę, kto z Was orientuje się biegle w tak zwanym "Expanded Universe" i gwiezdnowojennych fan-fikach? Kto umiałby w nocy, z zamkniętymi oczyma sensownie opowiedzieć o wszystkich niuansach i zaburzeniach chronologii w poszczególnych historiach książkowych, komiksowych, serialowych, growych (i tak dalej, i tak dalej...) wyrosłych wokół "pierwszej" trylogii? Nie znam osobiście ani jednej osoby potrafiącej tego dokonać. Nie w 2014 roku.

Gwiezdne Wojny wychowały sobie wiernych wyznawców - dosłownie, w końcu mamy nawet religię Jedi - ale też miliony płodnych i mniej lub bardziej zdolnych kreatorów. Ci zaś potrafią się zakochać w najróżniejszych postaciach i to im dedykować swoje twory. Mamy więc odrębne fanowskie opowiadania, w których autorzy dywagują co by było, gdyby Anakin nie przeszedł nigdy na ciemną stronę, są doskonałe dossier poszczególnych szturmowców biorących udział w wojnach klonów, są - a jakże - porno fantazje realizowane z udziałem tak głównych bohaterek i bohaterów (nie linkuję, bo potem będzie na mnie, przyjedzie policja na Facebooka, nie, dziękuję), a i coś lżejszego też się znajdzie.


Oczywiście są historie oficjalne i nieoficjalne - te nienamaszczane przez nikogo związanego z Lucasfilmem. Jest też potężny biznes gadżeciarski. Co ja będę mówić, po prostu pierwsza trylogia "Gwiezdnych wojen" to nie było ziarenko, z którego wykiełkował nowy wszechświat, to był kamyczek, który spowodował lawinę równoległych rzeczywistości - w jednej możliwe było, by bohaterowie wiedli spokojne i szczęśliwe życie, w innej musieli brać udział w Tańcu z Gwiazdami, by wywalczyć wolność dla swych poddanych. Radość z odkrywania nieoficjalnych opowieści ze świata Gwiezdnych Wojen może być olbrzymia, są tam historie lepiej lub gorzej napisane, narysowane, czy zagrane. Gorzej bywa z radością czerpaną z eksplorowania kolejnych "wykwitów" oficjalnego starwarsowego uniwersum. Jednym z pierwszych znienawidzonych tworów powstałych po dobrym przyjęciu "Nowej nadziei" był specjalny odcinek świąteczny, w którym fani mogli poznać lepiej rodzinę Chewbacki i nacieszyć się atmosferą Bożego Narodzenia razem z Diahann Carroll. Khm... Nie da się odzobaczyć.



Podobno wszystkie oficjalne kopie tego złego, złego programu zostały zniszczone na wyraźne życzenie samego George'a Lucasa. I tylko jedna z oryginalnych kaset trafiła w ręce Carrie Fisher. Aktorka puszcza ją zawsze, kiedy chce wypłoszyć z domu gości, którzy się zbyt długo zasiedzieli. Fani, którzy obejrzeli całość nigdy nie wybaczą autorom tego specjalnego odcinka. Frakcja antylucasowa zakochana w bohaterach i w opowieści, ale skłonna zdekapitować mieczem świetlnym samego pomysłodawcę i autora filmów wraz z kolejnymi częściami "Gwiezdnych wojen" poszerzała "listę hejtów". O co? Choćby o słodkich Ewoków i piosenkę na zakończenie "Powrotu Jedi", o to, że wyczekiwana nowa trylogia okazała się być tandetna i pozbawiona serca, o beznadziejnie głupawego Jar Jar Bingsa, o love-story, o postawienie wszystkiego na zły serial (a przecież wiadomo, że Genndy Tartakowski zrobił lepszą wersję "Wojen klonów"), za beznadziejne sceny w lawie z "Zemsty Sithów".

Teraz miłośnicy trylogii zwierają szyki, gdyż plotki o rychłym powrocie Gwiezdnych Wojen na srebrny ekran nie są przesadzone - wraca po raz pierwszy produkowana przez Disneya, który kupił Lucasfilm (co budzi rozmaite obawy i prowokuje do żartów z tego, że Leia został kolejną disneyowską księżniczką obok Kopciuszka i Śnieżki) Patrząc zaś na to, co już wiadomo, lub też na to, co można wywnioskować z licznych, choć drobnych wycieków - można się zastanawiać, czy będzie dobrze i warto czekać, czy też może być już tylko gorzej.

Co wiemy?

Na pewno powstaje nowa trylogia. Reżyserem jest J.J. Abrams, który kupił część widzów swoją reinterpretacją Star Treka. Scenariusz trafił w ręce Lawrence'a Kasdana - człowieka, który pracował przy pierwszych "Gwiezdnych wojnach" (uściślijmy sobie, kiedy mówię pierwsze, mam na myśli Części IV-VI, nie ma innych "pierwszych Gwiezdnych wojen", czy to jasne? Części I - III póki co pozostają "nowymi"). Akcja Części VII (tytuł poznamy zapewne podczas tego rocznego ComicCon w San Diego - plotka głosi, że będzie to "Order of the Jedi", czyli "Zakon Jedi") rozegra się 30 lat po bitwie na Endorze. Podobno zamiast kłaść nacisk na pokazywanie wyłącznie nowych postaci, twórcy zamierzają jeszcze raz zmobilizować do działania "ukochanych" bohaterów z pierwszej trylogii.

Kto wystąpi?

Luke Skywalker, ten oryginalny, czyli Mark Hamill. Nie zostanie drugim Obi Wan Kenobim, czyli nie zacznie na starość zgrywać mentora. A skoro już o Obim mowa, podobno też ma się pojawiać. Wiem, wiem, nie żyje, ale czy to będzie stanowiło jakąś przeszkodę dla MOCY? Nie sądzę. Jako głos z offu, lub hologram przemawiający z niebios? Da się zrobić.

Leia Organa też będzie. Siwowłosa Carrie Fisher zapewne już zapomniała jak mocno wkurwiała ją niewygodna bielizna, którą musiała nosić, by spłaszczywszy biust lepiej prezentować się w dość męskich kostiumach (co za czasy!!!), oraz do jakiego szału doprowadzało ją codzienne wyplatanie bułeczek z jej włosów. Wraca. Cieszycie się?

Han Solo. Nie mogę powiedzieć, że się nie cieszę na powrót tego drania. No przecież ja go kocham od dziecka. Harrison Ford nie będzie może młodszy (choć podejrzewam, że spece od postprodukcji zorbią wszystko, by go choć odrobinę "odstarzyć" ), ale przecież nie bawię się w Gwiezdne Wojny bez niego. Solo za to nie zamierza nigdzie lecieć bez Wookieego.

Chewbacca, ten oryginalny, czyli postawny Peter Mayhew - znów odzieje się w futro. Mówi się także o "spin offie", czyli pobocznej historii, w której pokazane zostaną niewesołe, młodzieńcze lata Hana Solo i początki jego przyjaźni z Chewbacką.

Droidy i to dokładnie TE, KTÓRYCH SZUKACIE. R2-D2 z sercem (a nawet całym ciałem) Kenny'ego Bakera oraz C-3PO, w którego wcieli się ponownie (i już po raz siódmy!) Anthony Daniels nadal mają toczyć nieustanne spory, docinać sobie, ten mały będzie korzystał z bardzo niewłaściwego słownictwa, a robot protokolarny zajmie się tym, co umie najlepiej - byciem straszliwie drobiazgowym upierdliwcem.

Będą też nowe twarze. Na przykład bardzo urocza Daisy Ridley. Czy tylko mi przypomina słodką Amidalę jr? Adam Driver (tak ten Adam z "Dziewczyn") ma wcielić się w nowy czarny charakter. Uwaga, w filmie wystąpić ma także Max von Sydow. Bardzo ważna informacja - muzykę przygotuje John Williams, bo "Gwiezdne wojny" bez Williamsa to jak "Gwiezdne wojny" bez Williamsa - niby takie same, a jednak coś tu nie gra (przprszm, suchar, ale musiałam).

Boba Fett - ten sam! ten sam! Drugi, po Lordzie Vaderze ukochany czarny bohater wszech czasów. Tak zły, że aż dobry... Nie wiem czy wróci, ale każdy, kto ekscytuje się Epizodem VII spekuluje na temat choćby krótkiego epizodu z Fettem - przecież ta postać była obecna w obydwu trylogiach, nie wolno o niej zapominać! Coraz więcej mówi się oczywiście o osobnym filmie z udziałem Boby. Z jednej strony wielka to radość i drżenie w sercach fanów, z drugiej - ten nieustanny strach, że z "opowieści o życiu bezwzględnego łowcy nagród" zrobią "epicką historię o miłości, zdradzie i upadku człowieczeństwa", lub coś w tym stylu.

Joda? Być może. Frank Oz zdecydowanym był, tak, powrócić chce. Głosu użyczyć raz jeszcze wielkiemu mistrzowi pragnie. Tak. Wiedza o przyszłości jednak jest tu nieujawniona.

A pozostali? Kogo ze "starej ekipy" chętnie zobaczylibyście raz jeszcze? Lando Carlisian jest nam potrzebny? Chcemy zobaczyć raz jeszcze Imperatora Palpatine'a? Czego najbardziej się obawiacie, a co was cieszy w związku z informacjami o nowej trylogii? Premiera Części VII w grudniu 2015 roku. Lepiej się dobrze przygotujcie!

PS. Na pewno co bardziej spostrzegawczy Czytelnicy (moc jest z nimi!) zauważyli, że czasem piszę "Gwiezdne wojny" a czasem Gwiezdne Wojny. Zainteresowanych tą pozorną niekonsekwencją odsyłam do fascynującej argumentacji prof. Bańko oraz innych wybitnych specjalistów w Poradni językowej.

Więcej o: