Czy istnieje skuteczny kosmetyk redukujący cellulit?

Czy też zastanawiałyście się, patrząc na księżyc w pełni, czym są te dziwne plamy na jego powierzchni? Niektórzy mówili, że to ślady księżycowych ludzi, inni, że to ślady Twardowskiego, który tam zamieszkał, jeszcze inni mówili, że to kratery. Dziś wiem, że to nieprawda. Po prostu księżyc, biedak, ma cellulit!

http://unamericanaaroma.com

Wiecie, jak w kosmetyce określa się tak powszechną u kobiet skórkę pomarańczową? To PEFS czyli panikulopatia obrzękowo-zwłóknieniowo-stwardnieniowa. Czy naprawdę muszę pisać, w jakich rejonach ciała może występować i jak się objawia? Nie? No to dobrze. Przejdę do sedna sprawy - do rodzajów broni, czyli do produktów, po które można sięgnąć w walce z cellulitem. Bo ja, w przeciwieństwie do Moniki, jeszcze nie składam broni.

Na pierwszy ogień idą kremy, żele, sera, a także peelingi, masła i wszystko to, co możemy wmasować w skórę. Te produkty bazują na kilku podstawowych składnikach, które wspomagają regenerację skóry właściwej, oraz, a może przede wszystkim, intensyfikują procesy metaboliczne, poprawiają krążenie a także jędrność i elastyczność skóry. Wśród tych składników wymienić można:

- kofeinę, teofilinę, które poprawiają metabolizm, a więc wspomagają spalanie tłuszczu;

- wyciągi roślinne z bluszczu, miłorzębu japońskiego, z gorzkich migdałów, olej z wiesiołka, które poprawiają krążenie;

- mentol, który poprawia krążenie;

- retinol 0.3% , który stymuluje rozrost komórek skóry właściwej, dzięki czemu nierówności stają się mniej widoczne, bo ukryte pod grubszą warstwą skóry.

Te składniki oczywiście nie wyczerpują listy składników stosowanych w preparatach antycellulitowych, ale podane przykłady pozwalają zrozumieć ogólne zasady walki ze skórka pomarańczową.

Które, spośród miliarda mazideł na cellulit są najlepsze? Nie wiem, chociaż miałam do czynienia z wieloma. Walkę z cellulitem zaczęłam jako nastolatka. Oczywiście, że pamiętam mój pierwszy krem antycellulitowy - firmy Norel (istniejącej po dziś dzień na rynku). Czy pomógł? Wcale. Później, już na studiach, szczytem marzeń był żel Glucoblock Vichy. Czy działał? Ależ, działał jak wściekły. Chyba, że to moja wyobraźnia działała, bo głęboko wierzyłam, że produkt, na który wydawałam niebagatelne kwoty, musi mi pomóc. Pamiętam, jak na wakacjach we Francji robiłyśmy z koleżanką zapasy tego preparatu. W cenie regularnej kosztował prawie o połowę mniej, niż w Polsce, a można było trafić na promocję w aptece... Tego preparatu Vichy nie ma już w swojej ofercie, ma za to żel-krem Destock. Kupiłam raz, rozczarowałam się i to by było na tyle. Chociaż spotkałam się z opiniami, że jest bardzo dobry. Na mój cellulit nie działa. Bardzo miło wspominam skuteczność serum firmy Avon Solutions Cellu Break. Używałam tego specyfiku już dość dawno temu i wrażenie po jego nałożeniu miałam takie, jakby skóra mi zamarzała. Naprawdę, nie mogłam się później rozgrzać. Ale dopóki regularnie stosowałam Solutions Cellu Break, wygląd mojej skóry był zadowalający. Nie wiem, czy aktualnie ten preparat też tak silnie "chłodzi"? Podobne odczucia (zarówno jeśli chodzi o chłodzenie, jak i o efekty stosowania) wywoływał o połowę tańszy krem Slim Extreme 3D Spa!, firmy Eveline. Po pewnym czasie doszłam jednak do wniosku, że nie mogę się dwa razy dziennie katować kremową "krioterapią" i odpuściłam dalsze wymrażanie mojego cellulitu za pomocą tego produktu. Ostatnia kremowa broń antycellulitowa, po którą sięgnęłam, to Morpho-Slim firmy Lierac. Wielkie rozczarowanie. A mogłam wybrać Elancyl Cellu Slim. Ale nie, przecież muszę wypróbować na własnej skórze to, co jest mniej popularne...

Wniosek, po przetestowaniu rozmaitych kremów, wysnułam taki, że te preparaty działają albo dopóki się je stosuje (po zaprzestaniu problem skórki pomarańczowej powraca dość szybko), albo nie działają wcale. Czyli de facto nie ma szans, aby po zastosowaniu kremu czy żelu cellulit po prostu zniknął. Owszem, ujędrnia się skóra, a im jędrniejsza, napięta skóra, tym mniej widoczne nierówności. Owszem, można stracić kilka milimetrów tu, czy tam... Ale nie rozwiąże to zasadniczego problemu. ONA (ta skórka pomarańczowa) będzie TAM nadal.

http://www.vintagefangirl.com

Drugim rodzajem broni są preparaty doustne np. Cellasene czy Detocell. Głęboko i zapewne naiwnie wierzę, że działają, chociaż nigdy żadnego nie stosowałam. Podoba mi się jednak pomysł redukcji cellulitu "od środka". Jeśli stosowałyście takie preparaty, to napiszcie, z jakimi efektami.

Trzecim rodzajem broni, moim zdaniem jedynym skutecznym w walce z cellulitem, jest sport. Co innego może tak skutecznie przyspieszyć spalanie komórek tłuszczowych i poprawić krążenie (to mikro i to makro)? Nic!

Przestańmy się łudzić - cellulit nie zniknie z naszych pup i ud do cna po zastosowaniu cudownego produktu, choćby nie wiem jak był popularny i reklamowany. Jeśli chcecie się go pozbyć całkowicie, to trzeba sięgnąć po metody bardzo radykalne, czyli przysłowiowy skalpel (a on i tak za jakiś czas powróci, bo taka jest natura naszych kobiecych ciał). Jeśli natomiast chcecie poprawić wygląd swojego ciała, to żaden preparat nie ujędrni go tak, jak ruch. Siedzenie na stołku i wklepywanie kosztownych kosmetyków jest marnowaniem czasu i pieniędzy, jeśli równocześnie nie zadbacie o aktywny tryb życia. A jeśli jeszcze do aktywności fizycznej dorzucicie odpowiednią dietę, to będziecie mogły przestać myśleć o tym, jaki preparat antycellulitowy zajmuje najwyższą pozycję w tegorocznych rankingach działów kosmetycznych i czy jest faktycznie lepszy, od tego pięciokrotnie tańszego. To mówię wam ja, córka księżyca (niech diabli wezmą te predyspozycje uwarunkowane genetycznie...)!

Może olejem?Może olejem?