Pięć powodów, dla których szanuję szafiarki

Ostatnio w mediach (głównie społecznościowych) znowu awantura. Jessica Mercedes (bardzo znana blogerka) powiedziała, że celebryci za kilka lat znikną, bo nie mają prawdziwych fanów i nikt ich nie lubi. Inna znana blogerka, Dorota Wróblewska (Sophisti.pl) się obruszyła. Bo świat (ten nasz, polski) za blogerkami nie przepada. Nie wiem, czemu. Ja je lubię. Nawet jakiś tam szacun mam. Zaraz Wam powiem, dlaczego.

1. Pierwszy powód jest zupełnie banalny. Na ogół bardzo ładnie się ubierają. Przynajmniej te trzy główne, które śledzę (Jessica, Maffashion, Macademian, czasem zerknę na córkę premiera, ale ona strasznie zabiedzona i się o nią martwię). Wyobrażam sobie, jak zastanawiają się godzinami, co na siebie włożyć. Dobierają dodatki, kolory, faktury. Biżuterię. Malują paznokcie i twarze. Oczy. Układają włosy. Dbają o linię i są chude, bo przecież ciuchy najlepiej wyglądają na chudych. Robią wszystko to, co ja zawsze chciałam robić, ale brakowało mi na to czasu, chęci, umiejętności, ubrań, pomysłów, bezczelności i tupetu. No właśnie, dlaczego tupetu?

www.macademiangirl.comwww.macademiangirl.com

2. Zajmowanie się wyglądem, ubiorem, całą tą zewnętrznością zawsze traktowane jest jako coś głupiego i nieważnego, a kobieta, która zbyt dużo czasu poświęca urodzie traktowana jest tak samo. A jednak, proszę państwa, niektóre dziewczyny kompletnie się tym nie przejmują, ba wręcz chwalą się tym przed światem. To się dopiero nazywa olewanie konwenansów. I co się okazuje? Że ta głupota, ten bzdet, ta niepoważna czynność zamienia się w bardzo dobrze prosperujący biznes, który przynosi zyski. Pieniądze. Dukaty. Złoto. Plastikowe karty we wszystkich kolorach w portfelu.

3. O zarobkach blogerek krążą legendy. 20, 30, 40, a nawet 50 tysięcy złotych miesięcznie. Mało? Niech połowa tego będzie prawdą, a już jest bardzo dobrze. Oczywiście Tomasz Lis czy Kuba Wojewódzki powiedzą, że za tyle to im się nie chce rano otwierać lewego oka, ale mówimy o dwudziestolatkach! Albo coś koło tego. Ja mam dwa razy więcej, pracuję na pewno o wiele dłużej, a tyle nie zarabiam i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie coś się w tym względzie zmieniło. A one - proszę. "Nic nie robią", mówi polski świat, "tylko się pindrzą i szampana piją" (z tym nic nie robieniem to nie do końca prawda, ale o tym za chwilę). Czyż nie jest umiejętnością tak wymyślić sobie pracę, żeby była przyjemnością (szampan, ciuszki, lustereczka, obiektywy aparatów) i przynosiła zyski? Czy to jest dowód jakiejś szczególnej głupoty?

4. Oprócz pieniędzy (otrzymywanych za pokazywanie pewnych produktów, tudzież za pokazywanie się na pewnych imprezach, a potem za pokazywanie ich na blogu) blogerki dostają (za darmo) masę rzeczy. Ubrania (i to nie jakieś byle co, ale często topowe rzeczy, albo niedostępne w Polsce, albo z limitowanych serii), buty (te wszystkie kolorowe airmaxy, złote adidaski, jeremy scotty ze skrzydłami, ach, ach, jestem dresiarą, zazdrość milion), kosmetyki. Za darmo się je czesze, za darmo maluje paznokcie we wszystkie wzory świata (malowanie "na gładko" jest mega passe). Za darmo jeździ do SPA i na pokazy mody na całym świecie. Dostaje się zaproszenia na najbardziej ekskluzywne imprezy. Szefowie działów mody kobiecych magazynów ich nie cierpią, bo często dostają lepsze miejsca (np. w pierwszych rzędach) na pokazach mody, albo zaproszenia na bardziej ekskluzywne party. I to najdobitniej świadczy o tym, co się stało z prasą drukowaną. W Polsce, bo nie wiem, jak jest na świecie.

5. Bo, wbrew pozorom, czasem całkiem ciężko pracują na swój sukces. Rozmawiałam kiedyś z Macademian Girl (to była bardzo przyjemna rozmowa) i ona mi dokładnie opowiedziała, jak wygląda prowadzenie poczytnego bloga. Ile godzin dziennie na to potrzeba (dużo), że właściwie nie ma weekendów ani wakacji, nie ma mowy o tym, żeby wyjechać i zapomnieć, przynajmniej na dwa tygodnie. Internet to błogosławieństwo i zmora jednocześnie - otwarty non stop, tutaj nie można sobie bezkarnie wyjechać na długi weekend. Za rzadko apdejtujesz stronę - fani przeniosą się na inną, gdzie ciągle coś się dzieje, ciągle są czymś zaskakiwani. Taki blog to też robota kreatywna - nic nie zmieniasz przez dłuższy czas - za chwilę ktoś cię wyprzedzi, bo dorzuci vloga, albo przepisy na perfekcyjny makijaż czy inne własnoręczne uszycie sukienki.

Może bloger ślepy, ale za to jaką ma stylówę!Może bloger ślepy, ale za to jaką ma stylówę!

I właśnie dlatego też postanowiłam zostać blogerką. Ale ponieważ wydaje mi się, że nie posiadłam tych wspaniałych umiejętności, to może lepiej by mnie nazwać anty-blogerką. Mój blog jest trochę ułomny. Trochę ślepy. Jak ja, kiedy się ubieram. Polecam wam stronę Blind Bloger. Na razie tylko na Facebooku i Instagramie, ale na pewno już wkrótce ruszę dalej.

Więcej o: