Trzy razy kobieta na festiwalu Planete+ Doc

Rozpoczynający się dzisiaj w Warszawie i Wrocławiu festiwal Planete+ Doc to dziesiątki świetnych dokumentów z całego świata - ja wybrałam trzy, które zainteresowały mnie szczególnie, bo każdy ukazuje kobiecość z nieco innej perspektywy.

Czas intensywnego uczestnictwa w festiwalach filmowych skończył się dla mnie w 2008 roku, kiedy zostałam matką. NIE MAM CZASU ani by wyjechać na tydzień, ani by we własnym mieście oglądać cztery czy pięć tytułów dziennie (oczywiście, na którymś w końcu zasypiając - to niepisane prawo tego typu imprez), jak to drzewiej bywało. Więc z radością korzystam z takich okazji, jak ta, kiedy organizatorzy jakiejś dobrej filmowej imprezy pozwalają mi WYBRAĆ SOBIE i obejrzeć co tam tylko chcę. Oczywiście chcę wszystko, ale czasu wystarcza na obejrzenie trzech filmów. Życie.

Mając świadomość ograniczeń, wybierałam starannie - było o tyle łatwiej, że tegoroczna edycja festiwalu ma specjalną sekcję filmów o tematyce kobiecej. Trzy dokumenty wyselekcjonowane w końcu spośród 20 tytułów tej sekcji pokazują, że "tematyka kobieca" to szalenie szerokie pojęcie - na szczęście. Nie ma więc nudy, nie ma też (na szczęście bis) żadnego założenia ideologizującego. Kobiece to nie to samo, co feministyczne. Hosanna!

fot. materiały prasowe Planete+ Docfot. materiały prasowe Planete+ Doc

Ale żeby nie było lekko zacznę od filmu "Punkówa", który opowiada o aktywistce, feministce, piosenkarce i slamerce Kathleen Hannie, założycielce ruchu riot grrrl. Hanna, wokalistka takich kapel jak punkowe Bikini Kill i electro-rockowe Le Tigre, najlepsza kumpelka Kurta Cobaina i żona Adama Horovitza z Beastie Boys (uroczo o nim opowiada w filmie, że miała wątpliwości, czy ona, bojowa feministka, może się związać z kimś kto w młodości wyśpiewywał takie seksistowskie piosenki, ale doszła do wniosku, że nikt nie ma władzy nad własnym sercem. Kocha, to kocha. I już), to postać niezwykła i fascynująca. Utalentowana, bezkompromisowa, a przy tym obdarzona klasyczną (i odporną na upływ czasu) urodą godną księżniczki. Film opowiada o jej karierze z ciekawej perspektywy - przez pryzmat choroby, podstępnej boreliozy, z którą Hanna zmaga się od 2005 roku. Choroba, która zmusiła tę wojowniczą, nieustraszoną i dziką osobę do porzucenia swojego ukochanego zajęcia - śpiewania, pozwala spojrzeć na Kathleen w sposób wolny od stereotypu "wojującej feministki". Dla mnie oglądanie idolki czasów licealnych w chwilach jej słabości było mocnym i bolesnym przeżyciem. Kathleen Hanna we łzach? Moja riot grrrl?! Życie uczy pokory, ale prawdziwa rajotka (Hanna jest nią niewątpliwie) nie poddaje się nigdy. Nawet jeśli czasem sobie poryczy.

fot. materiały prasowe Planete+ Docfot. materiały prasowe Planete+ Doc

Zupełnie inny obraz kobiecości - nie zbuntowanej, lecz ochoczo poddającej się społecznym normom i oczekiwaniom wobec płci - przynosi film "Rozrzućcie moje prochy nad świątynią mody" o słynnym luksusowym butiku Bergdorf Goodman z Nowego Jorku. Mieszczący się przy Piątej Alei dom mody to Mekka projektantów i fashionistek z całego świata. Największym marzeniem jest, by niczym Carrie Bradshaw (zresztą Bergdorf Goodman pojawia się w serialu) wejść tam i kupić sobie parę szpilek - od Manolo Blahnika, oczywiście. Takie marzenie pustogłowych, próżnych laleczek, prawda? Guzik prawda. Film pokazuje inny wymiar tej instytucji, która nie tylko nakręca modowy biznes, ale też zawsze inspirowała filmowców od Woody'ego Allena po Martina Scorsese i innych twórców. Przez ponad sto lat swojej działalności Bergdorf dawał schronienie nietuzinkowym osobowościom - w tym kobietom, których pozycja w w tej branży wcale nie jest taka mocna, jak mogłoby się wydawać - takim jak Betty Halbreich, która ubierała największe gwiazdy jako osobista stylistka (a właściwie terapeutka, jak o niej mówią), czy Dawn Mello, która miała niebywały talent do wynajdywania nowych projektantów - Michaela Korsa na przykład wypatrzyła przez okno. Dosłownie. Patrząc na tę masę talentu, pomysłów i pasji można sobie swoją pogardę dla przestylizowanego, sztucznego, pełnego blichtru świata mody schować do kieszeni.

fot. materiały prasowe Planete+ Docfot. materiały prasowe Planete+ Doc

Do porzucenia innych myślowych kolein prowokuje film "Turecka telenowela zmienia świat", który opowiada o tym, jak oglądanie głupich (bo przecież telenowela jest durna z założenia, prawda?) seriali znad Bosforu przyczynia się do zmiany sytuacji kobiet na Bliskim Wschodzie. Można się śmiać, ale kiedy jedna z bohaterek mówi o tym, jak śledzenie losów fikcyjnej postaci dało jej odwagę, by rozwieść się z brutalnym mężem, albo gdy arabskie kobiety pod wpływem wydarzeń z telenoweli mówią o tym, jak niesłusznie w ich kulturze gwałt jest tematem tabu i że ofiary powinny mieć możliwość walki o sprawiedliwość, kiedy spotka je krzywda, to jednak dopada nas pewne wzruszenie. Bo jednak są wciąż miejsca na ziemi, gdzie należy UCZYĆ młodych mężczyzn, że kobiety trzeba traktować sprawiedliwie, JAK LUDZI. Tego chce nauczyć syna pani z Arabii Saudyjskiej, fanka serialu o losach pięknej "Noor". Miejmy nadzieję, że jej się uda. Riot grrrl!

Wybrane przeze mnie filmy to tylko kropla w morzu rozbudowanego i jak co roku ciekawego programu festiwalu Palnete+ Doc. Zachęcam, by zapoznać się z nim i wybrać na jakiś seans. Gorąco polecam śledzenie retrospektywy dokumentalnej twórczości Michaela Gondry'ego. Reżyser jest gościem festiwalu i jutro poprowadzi wykład na temat swojej twórczości. A tych, którzy nie mają możliwości wybrania się do Warszawy czy Wrocławia (ani 10 miast, w których festiwal będzie gościł w przyszły weekend) pocieszę, że już w czerwcu na antenie stacji PLANETE+ emitowane będą najciekawsze dokumenty z tegorocznej edycji - m.in.: "Punkówa" i "Turecka telenowela".