"Słoneczko", wycięta nerka i czarna wołga - po co nam legendy miejskie?

Każdy z nas słyszał te historie: o studencie wyrzuconym przez naćpanych kolegów przez okno w kartonie z napisem "misja na Marsa" albo o czarnej wołdze, która porywa dzieci. Legendy miejskie nie starzeją się. Ewoluują, jak kawały o milicjantach i blondynkach.

W czasach mojego dzieciństwa nie straszono już czarną wołgą, która krąży po Polsce i porywa dzieci, ale istniało całe mnóstwo innych legend miejskich i czarnego PR-u. Na przykład, że guma Turbo jest rakotwórcza, a handlarze narkotyków nasączają tatuaże dla dzieci LSD. O tym ostatnim mówił i przestrzegał nawet mój wychowawca na lekcji.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowefot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Przypomniałam sobie o tych wszystkich bzdurach czytając artykuł Grzegorza Giedrysa w "Wysokich Obcasach Extra". Czy wiedzieliście, że historia o "słoneczku", grze seksualnej, która ponoć doprowadziła do zajścia w ciążę kilku nastolatek, też jest miejską legendą? Jak ustalił Filip Graliński, ekspert od legend miejskich i autor książki "Znikająca nerka" - człowiek, który od lat tropi legendy miejskie, łańcuszki internetowe i różnorakie "fakty autentyczne", i kataloguje je na stronie atrapa.net"słoneczko" po raz pierwszy opisała Wilhelmina Skulska w zbiorze reportaży "Marginesy naszego życia" - już w 1967 roku! A może słyszeliście kiedyś od kogoś historię o kioskarzach przekłuwających prezerwatywy? Pierwsza wzmianka o tym procederze pojawiła się w prasie w 1959 roku. Są to powtarzane od lat historie, zmieniają się jedynie szczegóły, okoliczności, ale zawsze działo się to gdzieś nieopodal, spotkało znajomą znajomego. Od niektórych historii opisanych w artykule - przyznam - nawet mnie włos się zjeżył na głowie.

Najstraszniejsze legendy - co raczej nikogo nie powinno dziwić - rodzą się w Japonii. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni szczególnie lubią te, które przydarzają się w publicznych toaletach. Aka Manto to duch, który pojawia się w najdalszej kabinie w toalecie damskiej. Tajemniczy głos zadaje ofiarom pytanie: "Chcesz czerwony czy niebieski papier toaletowy?". Ta, która wybierze czerwień, ginie w kałuży własnej krwi. Ta, która wskaże niebieski papier, będzie uduszona, a jej twarz stanie się sina. Ponury bestiariusz japońskich legend uzupełniają na przykład Jinmenken - psy o ludzkich twarzach, które biegną wzdłuż autostrad. A Teke Teke to duch kobiety, którą miejska kolejka przecięła na pół - potwór chodzi na łokciach i wielką kosą ścina mieszkańców Tokio.

fot. Pedro2199/scarystuff.wikia.comfot. Pedro2199/scarystuff.wikia.com

Czy wam też zrobiło się jakoś dziwnie?

Dlaczego nadal wierzymy w te historie? Legendy miejskie są potrzebne do uporządkowania życia społecznego z jego zagrożeniami, oswojenia lęków przed nieznanym, śmiercią, spotkaniem z niebezpiecznym nieznajomym, a także do przekazania pewnych "ludowych" mądrości. Spełniają rolę, którą niegdyś spełniały baśnie i opowiadania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przekaz jest tak stary jak istnienie legend: słuchaj starszych, nie imprezuj, prowadź się dobrze, nie rozmawiaj z nieznajomymi, nie idź do lasu nocą z chłopakiem, bo zginiesz, nie ufaj obcym.

Jak mówi cytowany folklorysta i kulturoznawca, dr. hab. Piotr Grochowski:

Legendy miejskie często mają związek właśnie z rozmaitymi problemami czy kryzysami społeczno-politycznymi. Np. w latach 90. popularne były legendy o narkomanach biegających ze strzykawkami zakażonymi AIDS i opowieści o tym, że w fotelach w autobusach komunikacji miejskiej ukryte były takie strzykawki. To wyrażało silne w tamtym czasie społeczne lęki związane z pojawieniem się nowej, bardzo groźnej, a zarazem nieznanej choroby.

To niezwykle ciekawe, jak mało różnimy się od "dzikich" opisanych przez Bronisława Malinowskiego. Artykuł i wywiad z kulturoznawcą gorąco polecam, zalecam jednak czytanie w pełnym słońcu - chwilami bowiem lekko mrozi krew w żyłach.

Więcej o: