Chcę żyć w świecie, w którym wszystko jest połączone

Kuchnia nie jest moim ulubionym pomieszczeniem w domu. Owszem, wchodzę tam po to, żeby z nabożeństwem zaparzyć kawę albo herbatę (to dwa z czterech dań, jakie potrafię przygotować), ale nigdy jakoś nie odkryłam na czym polega magia i przyjemność z gotowania. Już pewnie się domyślacie, że spędzam w kuchni raczej niewiele czasu. Ale to wszystko może się zmienić. A to dlatego, że niedługo urządzenia kuchenne zaczną rozmawiać ze sobą i z moim telefonem.

Świat, w którym lodówka, kuchenka, ekspres do kawy, światła, kaloryfery, budziki i samochody będą ze sobą rozmawiać, będzie znacznie lepszym miejscem! A co więcej - ta wizja wcale nie jest taka odległa. Już teraz powstają produkty (na przykład urządzenia AGD), którymi można sterować aplikacją na smartfona. Jak?

Skoro już zaczęłam od kuchni, to trzymajmy się tego pomieszczenia. Co powiecie na ekspres do kawy podłączony do internetu? Budzicie się rano, otwieracie aplikację i wysyłacie sygnał do ekspresu: "garsą, podwójne espresso, rach-ciach"? To możliwe. Albo - wracacie z pracy i wiecie, że czeka was jeszcze zrobienie prania. Dwie godziny wcześniej wysyłacie sygnał do pralki: uruchom program taki-a-taki. Wracacie do domu - pranie jest gotowe. Wystarczy je tylko rozwiesić.

Inny scenariusz - jest zima. A jak jest zima to wiadomo, jest zimno, ciemno, są korki i jest nieprzyjemnie. Twój inteligentny budzik otrzymuje inforrmację z internetu, że zima znów zaskoczyła drogowców, więc twoje miasto jest nieprzejezdne. Samochód z kolei raportuje, że po drodze do pracy trzeba będzie zatankować i nadłożyć drogi. Budzik konsultuje wszystkie te informacje z kalendarzem, z którego wynika, że nie możesz spóźnić się do pracy, bo od razu masz ważne spotkanie. Więc budzi cię 40 minut wcześniej. Ty oczywiście się denerwujesz (to absolutnie zrozumiałe), ale z kolei kawa przygotowana przez ekspres (patrz polecenie powyżej) rekompensuje ci trochę cierpienia. Do tego budzik wysyła od razu informację do samochodu, żeby ten uruchomił ogrzewanie wcześniej, więc gdy wsiadasz do pojazdu, nie musisz siedzieć w lodowato zimnej metalowej puszce.

Wszystko to jest możliwe już teraz, tylko na razie takie rozwiązania są dość drogie. A możliwe jest dzięki internetowi rzeczy - zapamiętajcie tę frazę. Za kilka lat przestanie być mrzonką, stanie się rzeczywistością. Internet rzeczy polega właśnie na tym, że nieme obecnie urządzenia które nas otaczają, zaczną rozmawiać. Ze sobą, ale także z nami (najpewniej za pośrednictwem aplikacji na telefon). Pomyślcie tylko o możliwościach jakie nam to daje.

Intel w tym roku zaprezentował na przykład projekt Żłobek 2.0. Polega on na tym, że niemowlę ubrane jest w śpioszki, w które wszyto mikrokomputer oraz wiele czujników.

Fot. IntelFot. Intel

Te ostatnie zbierają informacje o stanie dziecka i wyświetlają je rodzicom w widocznym miejscu. Logicznym rozwiązaniem byłaby aplikacja na smartfona, ale Intel postanowił prezentować informacje na... kubku. Informacje zebrane z czujników przekształcane są w prosty komunikat - jeśli dziecko czuje się świetnie, na kubku wyświetlana jest zielona uśmiechnięta buzia. Jeśli niemowlę wymaga interwencji (bo np. jest mu za gorąco), buzia przestaje być zadowolona i zmienia kolor na czerwony.

Fot. IntelFot. Intel

Rzecz jasna, internet rzeczy ma też ciemną stronę. Teraz cyberprzestępcy mogą próbować włamać się do komputerów czy smartfonów, czyli urządzeń, do których przyzwyczailiśmy się, że są podłączone do sieci. A co, gdy większość domowych urządzeń będzie miała do niej dostęp, a ktoś postanowi włamać się do twojej lodówki i zamówić przez nią - powiedzmy - 10 kg trufli?

Cóż, na taki scenariusz też będziemy musieli być przygotowani. Nie ma jednak co panikować - producenci programów antywirusowych i ogólnie służących bezpieczeństwu, już teraz pewnie zacierają ręce i liczą, ile zarobią, gdy internet rzeczy stanie się rzeczywistością.

Ja wypatruję go jak kania dżdżu. Nie zależy mi specjalnie na tym, żeby budzik budził mnie wcześniej niż potrzeba (bo to oznacza automatyczne przejście w stan wściekłości nuklearnej), ale już lodówka, która sama zamawia brakujące produkty bardzo przemawia do mojej wyobraźni.

Joanna Sosnowska

Więcej o: