Cztery powody, dla których nie można zabraniać dzieciom brudzenia się

Nowiusieńka jasna sukieneczka dla małej księżniczki, elegancka koszulka z kołnierzykiem dla małego amanta, błyszczące buciki, czyściutkie ułożone włoski, czyste ręce... Żeby tylko się nie wybrudzili - myślisz. Żeby chociaż przez tych parę godzin wytrzymali bez plam, bez błota, bez grzebania w piachu. Ależ, dzieci muszą się brudzić i niech się brudzą! Na zdrowie!

Tak, byłam Matką Polką Higienistką. Wyparzałam smoczki, kiedy tylko dotknęły podłogi, płukałam (codziennie) zaślinione zabawki, nie pozwalałam stanąć w domowych kapciach na matę, na której leżało niemowlę. Gdybym mogła, chroniłabym dziecko przed kontaktem z tymi brudnymi (fuj!), sypiącymi kłakami kotami. Nie mogłam jednak, bo im więcej zasieków budowałam wokół niemowlęcia, tym częściej koty odwiedzały dziecięcą kołyskę lub przewijak. Nie wypuściłabym dziecka na podłogę w miejscu publicznym, takim jak kawiarnia, urząd, sklep. Ba, nawet na domową podłogę, po której biegają psy, bym nie wypuściła... Aż kiedyś wybrałam się na plac zabaw z koleżanką, która ma syna w wieku mojej córki i jeszcze dwoje starszych dzieci. I wyobraźcie sobie, jaki szok przeżyłam, kiedy zobaczyłam że moja koleżanka, pediatra, na tym pełnym mikrobów placu zabaw, na tym brudnym, zadeptanym, zapiaszczonym tartanie, kładzie swoje dziecko. No szok! Ale skoro pediatra może zrobić to ze swoim dzieckiem, to może i ja zrobię? Z pewnym obrzydzeniem położyłam w ten cały straszny brud i zarazki półroczną córkę. I co? I nic. Niebo mi na głowę nie spadło, świat się nie skończył, a dziecko przeżyło. Tylko trzeba je było porządnie odszorować. No i wyprać ubranka (z jasnych zrobiły się czarne). Przecież dziecko nie może mieć takich poplamionych ubranek, prawda?

No i powiem wam, że jakoś poszło (układanie sobie życia z brudem). Później były wakacje nad morzem, jedzenie piasku na plaży i taplanie się w błocie, pełzanie po podłogach w restauracjach, barach i kawiarniach, jedzenie prosto z trawnika (no bo skoro wypada z rączek na trawę...), turlanie się w kałużach, i robienie tych wszystkich, niezwykle pociągających i fascynujących rzeczy, które straszliwe brudzą i plamią. No dobrze, ale właściwie po co dzieci mają być brudne? Czy nie lepiej zapewnić im bezpieczne, sterylne otoczenie? I ładne, schludne, czyste ubranka? Otóż nie, bo brudzenie się w życiu dzieci jest ważne.

W czasie deszczu dzieci niekoniecznie się nudzą (Fot. 961joyfm.com)W czasie deszczu dzieci niekoniecznie się nudzą (Fot. 961joyfm.com)

Po pierwsze, brudzenie służy zdrowiu. Tak, krążyły takie plotki i domniemania, ale skoro zostały już opublikowane przez amerykańskich naukowców, jako rezultat badań, to można oficjalnie ogłosić: ekspozycja dzieci na alergeny (a do takich należą między innymi: kurz, roztocza, sierść zwierząt, pyłki roślinne) podnosi ich odporność i zmniejsza prawdopodobieństwo występowania alergii i astmy. Szczególnie, jeśli ekspozycja odbywa się w czasie pierwszego roku życia dziecka. Zarazki i bakterie pomagają w budowaniu odporności. Oczywiście, wszystko w granicach zdrowego rozsądku - brudne ręce na placu zabaw, czy podwórku, to nie to samo, co brudne ręce po wyjściu z toalety, prawda? Nie jestem też zachwycona, kiedy dziecko wkłada do buzi wszystko, co znajdzie na ziemi czy w piaskownicy. Jedzenie prosto z podłogi (poza domem) również nie należy do moich ulubionych sposobów poznawania świata. Ale najwyraźniej jest ulubionym sposobem poznawania świata dla dzieci. Na szczęście, ten etap w którym z powodzeniem nasze pociechy mogą zastąpić odkurzacze kiedyś mija i dzieci zaczynają kontaktować się z brudem i drobnoustrojami w bardziej wyrafinowany sposób.

Po drugie, brudzenie się idzie w parze z rozwojem psychofizycznym. No bo co zrobić, jeśli nie chcemy, żeby dziecko się wybrudziło? To proste, należy mu ograniczyć możliwość ruchu i samodzielność. Przecież wiadomo, że jeśli się nie przewróci, nie zjedzie po brudnej zjeżdżalni, czy nie będzie raczkować, lub co gorsza, pełzać po zadeptanej podłodze, to się nie wybrudzi. Samodzielne jedzenie również nie jest bezpieczne. Dziecko zawsze coś na siebie wyleje lub rozmaże po ubraniu. Samodzielne malowanie farbami czy flamastrami - wiadomo, kończy się katastrofą. Co prawda kolorową, ale jednak katastrofą. No więc należy dziecko posadzić i kazać mu siedzieć. Należy zabronić ruszania się, biegania, dotykania brudnych urządzeń. I nie można kusić brudzącymi zabawami. Najlepiej po prostu wsadzić do wózka i przypiąć paskami. Słowem, ograniczenie do minimum możliwości pobrudzenia się jest równoznaczne z ograniczeniem możliwości rozwoju poprzez ruch i spontaniczne doświadczanie świata.

Po trzecie, brudzenie się wynika z rozwoju kreatywności oraz jest źródłem radości. Znane jest powiedzenie, że dziecko brudne to dziecko szczęśliwe. Do zabrudzenia dziecka dochodzi kilkoma drogami. Jedną z nich jest spontaniczna zabawa. Jeśli nie jest ograniczane zakazami i nakazami, może w dowolny sposób korzystać z tego, co oferuje mu otoczenie: farb, tuszu, kredy, węgla, gliny, ziemi, liści, trawy, błota, piasku. W małych główkach rodzą się coraz to nowsze, śmielsze pomysły, mózgi pracują. Wymyślają nowe zastosowania, angażują się bez reszty w zabawę. Ale czy tylko o samą zabawę chodzi? W ten sposób, własnymi drogami, dzieci doświadczają świata i uczą się go. Są w tym trochę jak szaleni naukowcy w laboratoriach, dla których pobrudzenie się sadzą podczas przypadkowego wybuchu to nieistotny drobiazg. Chroniąc dziecko przed możliwością pobrudzenia się i mówiąc mu: "użyj do malowania pędzelka, bo wybrudzisz ręce, nie czołgaj się po trawie, bo nie dopierzemy ubrania, nie bierz do rąk błota, bo się wymażesz, nie zbiegaj z górki, bo się potkniesz, upadniesz i wybrudzisz, nie wskakuj w kałuże, bo się ochlapiesz", powstrzymujemy go przed zdobywaniem nowych doświadczeń. Pozbawiamy go też źródła radości, jakie niewątpliwie dają dzieciom te wszystkie brudne zabawy.

Po czwarte, brudzenie się zapewnia odrobinę spokoju rodzicom. Zaryzykuję stwierdzenie, że im brudniejsza zabawa, tym bardziej wciągająca. Kiedy już przebolejecie zabłocone buty, zszargane ubrania, umorusane kończyny i buzie oraz brudne podłogi, to zauważycie, że dzieci o was zapomniały. Nagle przestały was angażować w wymyślanie zabaw i uczestniczenie w nich. Wreszcie zajęły się sobą. Coś je wreszcie wciągnęło i pochłonęło. Nie bajka, nie gra, nie wasz telefon czy tablet, a zabawa. Przyzwolenie na budzenie niesie korzyści dla obu stron!