Sześć typów współpracowników, których chcesz zastrzelić

Zmęczona radami w stylu dobrotliwego Paulo Coelho przygotowałam kontrę. Sprawdzone wskazówki, jak mimochodem i w białych rękawiczkach doprowadzić współpracowników do stanu przedzawałowego. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób i zdarzeń, jest oczywiście, zupełnie przypadkowe. Chyba.

Takich ludzi się zapamiętuje. Zazwyczaj bardzo dobrze. Są bohaterami opowieści i wspomnień, a nie bezbarwną szarą masą. Zawsze wywołują emocje, bo mało kiedy są transparentni. Z piekła rodem za to - a i owszem. Aby wstąpić w zastępy tego jakże zacnego grona, należy legitymować się znajomością kilku, może kilkunastu charakterystycznych zachowań. Ach, istotnie, zapomniałabym, wróć. W niektórych przypadkach przynależność jest automatyczna, genetyczna rzekłabym, z powodu wrodzonych cech charakteru. I bardzo chciałabym móc powiedzieć, że pozwoliłam sobie pofantazjować. Tyle że nie. O kim mowa?

Attention whore. Dla porządku jedynie dodam, że w wolnym tłumaczeniu chodzi o "żebrzącą o uwagę... ". Jeśli nie chcesz być zapamiętana jako: ta, no, taka miła dziewczyna z brązowymi włosami, albo blond. Nie, nie pamiętam imienia, to nie daj sobie odebrać należnej ci uwagi. Mów. Najlepiej nieustannie. Że dzień dobry, cześć, śniło mi się, zimno dziś, ciepło było wczoraj, kupiłaś buty, o proszę na jakiej wysokiej szpilce, a sukienka, o proszę jaka krótka (obcisła, długa lub zielona), na kolację jadłaś, na śniadanie tymczasem, ach i dieta, na dietę wreszcie trzeba przejść. W przypadku braku należytego zainteresowania, powtórz. Głośniej, wolniej, wyraźniej, kierując się do poszczególnych osób. Idź za nimi, gdy uciekają pod pretekstem parzenia kawy. Gestykuluj, łap słuchających za łokieć, ramię, dotykaj. Mów o sobie w trzeciej osobie. Najlepiej nadaj sobie sama przydomek, pudrowy, pretensjonalny, wymagaj, by inni też go stosowali, domagaj się tego nieustannie. Gdy ktoś zwróci ci uwagę, że przeszkadzasz innym w pracy, zrób oczy kota ze "Shreka" i tłumacz, że zależało ci jedynie na tym, aby w pracy była miła atmosfera. Powtarzaj: chciałam dobrze, tak długo, aż w to uwierzą. Bo ludzie niekiedy wierzą w to, co się do nich mówi, choć nie zawsze od razu. Słyszałam, widziałam, doświadczyłam. Dlatego łagodnie przejdę do...

Farbowany lisek. Nazywaj się profesjonalistką. Tym intensywniej, z tym większą pasją, tym głośniej, im mniej ma to wspólnego z prawdą. Niejeden wszak Nikodem Dyzma na świecie. Mów, że we wszystko angażujesz się z całą mocą, na sto procent, bo jak już coś robię, to robię to dobrze, skrywaj ziewanie i odruch wymiotny. Podkreślaj, jak bardzo chcesz się w firmie rozwinąć, jak wiele wprowadzić ulepszeń, i że wystarczyłoby cię posłuchać, aby było lepiej, szybciej, wydajniej. Podkreślaj swoje doświadczenie i koniecznie używaj specjalistycznych określeń. Myśl o sobie jak o prezentacji w power poincie. Masz łowić klientów. O spełnianiu obietnic pomyślisz jutro. Pracujesz wieczorami, koncepcyjnie, strategicznie, biznesowo. W weekendy zresztą też. Zwierzaj się współpracownikom, że chciałabyś się wreszcie od spraw związanych z pracą odseparować. Tyle że nie możesz, nie potrafisz. Czymkolwiek się zajmujesz podkreślaj, że znów wszystko na twojej głowie. Bo jeśli sama tego nie dopilnuję, to śmierć, pożoga, rozpacz. Bądź dynamiczna, chodząc tup (waga pomaga), bądź zamaszysta, rób szum. Twoja praca musi być widoczna.

Pyszotka-pachnotkaPyszotka-pachnotka

Smakosz. Jedz i módl się, żeby wszyscy to słyszeli. Jeśli wybór padnie na jabłko, nie domykaj ust. PYSZOTKA. Z gumą do żucia postępuj analogicznie. Chrup, chrup, mlask. Tak, wiem, że to dość irytujące. Podczas jedzenia miej więc słuchawki na uszach. Ach, miejsce przekąski zajął obiad? W tej sytuacji koniecznie przy każdym kęsie, przejedź zębami po widelcu lub łyżce. Konsumuj, wdychając powietrze, ewentualnie mówiąc. To też interesujące, rozwiązanie, takie swojskie. Na Boga, nie zapominaj o cmokaniu. Tym uroczym, przejmującym dźwięku jaki towarzyszy zasysaniu powietrza z przestrzeni gdzieś między dziąsłami, zębami a językiem. Współpracownicy będą ci wdzięczni za dania z brokułami, rybą (w puszce, sztos!) lub z glutaminianem sodu i innymi azjatyckimi przyprawami. Na próbę zwrócenia uwagi, nie reagujesz. Ha ha ha, przecież masz słuchaweczki na uszkach. O, i tutaj pozwólcie, że łagodnie nawiążę do...

Meloman. Słucha muzyki, nie słucha innych. Niekiedy wytupuje rytm, uderzając w podłogę lub w nogę twojego biurka. Chyba nie chcesz być gorsza? Słuchawki są akcesorium potrzebnym, acz nie pierwszoplanowym. To, czego słuchasz jest ważne, wyłącznie jeśli chcesz się tym podzielić z resztą. Wówczas wskazana jest selekcja negatywna. Im gorzej, tym lepiej. Pamiętaj, aby z chwilą włożenia na uszy słuchawek awansować, stawać się tym, do kogo należy wstać, aby zareagował. Jesteś kimś, kto robi wszystko, żeby się skupić na swojej pracy (farbowany lisek) i aby uzyskać od ciebie odpowiedź wskazane jest użycie środków specjalnych. Podnieść się, podejść, pomachać ręką, ostatecznie napisać e-maila. W takich przypadkach rzucasz wściekłe spojrzenie i teatralnie rzucasz słuchawki na biurko. Noszenie słuchawek to też stosowny argument, aby nie reagować na żadne werbalne prośby kierowane w twoją stronę. Nie słyszysz! W zasadzie niczego co się do ciebie mówi. Odporność na sygnały zewnętrzne jest ważna, jeśli nawet nie kluczowa w przypadku...

Pokojowego wodzireja. Kogoś odpowiedzialnego za budowanie atmosfery w pokoju. Mutacji attention whore. Przy okazji pasjonata żartów archaicznych, być może koszarowych, a na pewno spalonych. To najlepszy z treningów odporności, dęcia ego i wydolności przepony, no właśnie, bo istotne jest też operowanie głosem w wysokich rejestrach. Zaczynasz z impetem, ale sukcesywnie zwalniasz, w kluczowym momencie możesz zacząć się śmiać, ale nie pozwalasz, aby słuchacze przestali być pod twoim wpływem. Jeśli ktoś się uwolnił i przez chwilę nie słuchał, powtarzasz, dla całej grupy. Nie śmieją się? Powtórz puentę! Tak, z uśmiechem na ustach, bo przecież chcesz dla wszystkich dobrze. Przytaczasz też opowieści, relacje z wydarzeń, które bezsprzecznie potwierdzają, że twoja obecność jest gwarantem szampańskiej zabawy - tak, wskazane jest opowiadanie o sobie w trzeciej osobie. Od czasu do czasu zaczynaj się śmiać, a gdy zapytają, co cię tak rozśmieszyło mów: nic, nic. Nie chcę wam przeszkadzać. Przeszkadzać będziesz im inaczej, na przykład jako...

Szemrzący strumień. I znów mów. Tyle że pod nosem. Cokolwiek piszesz, robisz, zliczasz, rób to pod nosem. INACZEJ NIE POTRAFIĘ - żachnij się w przypadku zwrócenia ci uwagi! Podśpiewuj, mamrocz, opowiadaj innym o tym, co zaraz zrobisz i co aktualnie robisz. Niech wiedzą, że pracujesz. Jeśli przeglądając internety trafisz na coś ciekawego, tym bardziej to przeczytaj na głos. Są kwestie, o których każdy powinien wiedzieć. Dildorsz, krokodyl mówiący ludzkim głosem, papuga potrafiąca mnożyć. A ty przecież chcesz, aby innym było dobrze, aby o tobie nie zapomnieli.

Macie styczność z podobnymi współpracownikami? A może z innymi? Na bakier z higieną, kulturą czy w jakiś inny, jeszcze bardziej dysfunkcjonalnymi? Dołóżcie swoje. Nie będę jak Sierakowski. Wydając książkę, od razu podkreślę współautorstwo, a nie dopiero po rozstaniu - z lęku przed blamażem. Obiecuję.