Całuj do utraty tchu! Pod warunkiem, że potrafisz

Nie spotkałam jeszcze mężczyzny, która powiedziałby, że NIE LUBI się całować. Nie spotkałam również mężczyzny, który przyznałby, że NIE POTRAFI się całować. Za to, owszem, całowałam się z nimi. Wiem, powinnam podać teraz ich nazwiska. Tyle że ja lubię żyć. I mieć całą rzyć.

Nie ma chwili wspanialszej niż ten magiczny moment tuż przed zetknięciem się waszych warg. Milimetry drżenia. Kiedy wyobrażasz sobie, że krew uderzy ci do głowy z takim impetem, że zapomnisz o wszystkich innych, których poznałaś przed nim. I nagle zgrzyt. Nie ma bowiem gorszej chwili od tej, kiedy orientujesz się w trakcie, że jest inaczej. Że zrobisz wszystko, aby o nim zapomnieć. Wiem, wiem, zaraz posypią się gromy, że jeden nieudany pocałunek nie przesądza o wszystkim. Serio? To spróbuj jeszcze raz. Jest lepiej? Przynajmniej odrobinę? Dobrze, to jeszcze nie spisuj go na straty. Jeśli jednak twój Adonis nie rokuje, podając mu swój numer przekręć przynajmniej jedną z liczb. Twój telefon jest wyryty złotymi głoskami na jego karcie sim? To wyjedź z miasta, państwa, opuść planetę, zmień płeć - jeśli trafił ci się uparciuch. Uciekaj, ratuj się, bo nie będzie lepiej. Z pewnością nie pozwalaj mu wejść do siebie na pożegnalnego drinka, herbatkę, kompot ani "porozmawiać". Tym bardziej jeśli jest ci go żal. Chcesz wiedzieć czym to grozi? Cóż, sama się o to prosiłaś...

Mężczyzna, który całując cię, zachowuje się jak maleńki piesek chcący wychłeptać wodę z miski, w łóżku nie zamieni się w narowistego ogiera. Wciąż pozostanie na poziomie popiskującego szczeniaczka. A gdy przyjdzie mu do głowy, aby zejść niżej, między twoje uda, lepiej zacznij myśleć o czymś poważnym. I to bardzo. Zadumaj się nad PKB ojczyzny, Leszkiem Balcerowiczem lub kredytem we frankach. Inaczej roześmiejesz się w głos. Czekają cię nieskoordynowane ruchy żyjącego własnym życiem języczkiem, wijącego się, niepewnego, zagonionego.

Mężczyzna o wargach suchych i twardych jak z kamienia nie przejdzie spektakularnej metamorfozy w chwili, gdy jego slipki dosięgną podłogi. Ascetyczne usta nie zaczną nagle pieścić każdego centymetra twojego ciała. Całkiem możliwe za to, że w kulminacyjnym momencie zacisną się jeszcze bardziej. Ale nie, nie przybliży go to w żaden sposób do posągowego Clinta Estwooda. Zamiast do kowboja o stalowych, błękitnych oczach, bliżej mu będzie do spiętego księgowego (przepraszam z góry wszystkich rozwiązłych księgowych).

Mężczyzna, który zaś podczas pocałunku usypia cię powtarzalnymi, miarowymi, ruchami języka, nie będzie inny w sypialni. Będzie solidnie, rytmicznie, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Bez ułańskiej fantazji, za to z niemiecką precyzją.

Można by jeszcze długo pastwić się i wyliczać niefortunne zdarzenia, potyczki zębów, zderzenia nosów o pogryzieniu nie zapominając. Złośliwie punktować wszystkie niedociągnięcia. Ale ta droga, choć diablo kusząca, to donikąd. Ilekroć bowiem pozwalam sobie na mniej lub bardziej zawoalowaną krytykę umiejętności związanych z szeroko pojętym ars amandi pojawiają się komentarze w stylu: to zamiast narzekać, napiszcie wreszcie jak robić to dobrze! Może zróbmy to więc razem? Pozwólcie, że zacznę, licząc, że podejmiecie wątek.

A co ty wiesz o całowaniu?A co ty wiesz o całowaniu?

Najpiękniej o miłości zawsze piszą poeci. Ale akurat nie ma żadnego obok. Muszę zdać się na siebie. Wybaczcie, nie będzie poetycko, będzie w stylu Lindy. Pocałunek dla mnie to nie tylko zetknięcie ust, to nie tylko wymiana oddechów. Techniczne instrukcje jak pieścić wargi, jak dotykać, muskać językiem, w jakim tempie też na niewiele się zdadzą. Najważniejsze jest znalezienie partnera, takiego którego pasja będzie tożsama z moją. Takiego, który podczas całowania będzie wiedział, kiedy po męsku przyprzeć do ściany, a kiedy jedynie łagodnie po policzku gładzić i szeptać do ucha niegrzeczne obietnice. Takiego, który nie będzie panicznie kręcił językiem karuzeli (nie jestem chomikiem do jasnej cholery!). Takiego, który będzie rozluźniony, a znacznie niżej skoncentrowany. I ja to podczas pocałunku będę wyraźnie czuć. Bo pocałunek to fantastyczne preludium. Więc nie spieprzcie tego mili moi, bo na tym wasze pieprzenie się skończy. I nie będzie żadnych fajerwerków. A wystrzał szampana obejrzycie sobie w telewizji.

Więcej o: