Ropopochodne w moim kremie

O ile producenci, chcąc przekonać do siebie "świadomego" klienta umieszczają na etykietach informację "bez silikonów, bez parabenów", o tyle rzadko widuje się produkty "bez parafin". Czy to dlatego, że tak trudno zastąpić je innymi substancjami, czy też może dlatego, że wbrew przyjętej opinii, nie są wcale takie groźne?

Na listach "toksycznych" substancji stosowanych w kosmetykach, wymienia się między innymi parafiny. Z mojego studiowania składów INCI kosmetyków wynika, że niesłychanie trudno na półkach drogerii znaleźć produkt, który nie zawiera parafiny. Podobno jest tania w produkcji, podobno nie uczula, podobno pomaga w utrzymaniu wilgotności skóry. Ale też podobno ją "zapycha", prowadząc do powstawania stanów zapalnych. Podobno. A jak jest naprawdę, postanowiłam zapytać panią Różę Detmer - kosmetologa, współredaktorkę portalu dla kosmetologów Sztuka Kosmetologii, a na co dzień pracownika gabinetu medycyny estetycznej Q Clinique w Warszawie.

Jedni jej bronią, inni ostrzegają, przed nakładaniem na skórę produktu pochodzącego z destylacji ropy naftowej. Słyszałam gdzieś nawet pytanie: "Chcesz sobie pochodną asfaltu na twarz nakładać?!". Nie chcę nakładać na twarz "asfaltu" ani "śmierdzącej ropy naftowej", więc zaczęłam podejrzliwie patrzeć na kremy zawierające składniki ropopochodne. Ale co to właściwie znaczy "pochodne ropy naftowej"?

Parafina jest mieszanką węglowodorów nienasyconych, pochodzących najczęściej z destylacji ropy naftowej, dlatego też w literaturze można znaleźć określenie: ropopochodne. W zależności od długości łańcucha węglowego alkanów, parafina może występować w różnych postaciach: płynnej (ilość węglowodorów C10-C16), miękkiej i stałej (ilość węglowodorów powyżej C20). Oprócz ropy naftowej parafinę otrzymuje się także ze smoły węgla brunatnego, smoły łupkowej, torfu, czy syntetycznie w procesie Fischera-Tropscha. W kosmetykach występuje pod nazwami: Synthetic Wax, Isoparaffin, Vaseline, Ceresin, Isododecane, Isobutane, Isohexadecane, Ozokerite, Cera Microcristallina.

Czy w takim razie zasłużony jest "czarny" PR parafin?

Parafina ze względu na swoje właściwości jest wykorzystywana w przemyśle farmaceutycznym oraz kosmetycznym. Znajduje się w różnego rodzaju środkach kosmetycznych: kremach, kosmetykach do makijażu, kosmetykach do włosów, a także w maściach z antybiotykami. Szerokie wykorzystanie tego składnika wynika z faktu, że tworzy na skórze warstwę ochronną przed czynnikami zewnętrznymi i przed utratą wilgoci. Doskonale uszczelnia warstwę lipidową naskórka.

Równocześnie jednak parafina, tworząc ochronną warstwę, tworzy tzw. film hydrofobowy, który chroni skórę przed wysychaniem, ale i uniemożliwia jej "oddychanie", wchłanianie substancji czynnych z kosmetyków i leków, hamuje wydzielanie i wydalanie przez skórę produktów przemiany materii, uniemożliwia swobodne wydzielanie potu i łoju. W przypadku parafiny warto wspomnieć o zjawisku okluzji, które można obrazowo wytłumaczyć jako odcięcie skóry od środowiska zewnętrznego. Ponieważ parafina bardzo ściśle przylega do skóry i, jak wspomniałam, jest hydrofobowa, trudno ją zmyć.

Czyli parafina może negatywnie wpływać na kondycję skóry. Czy zatem prawdą jest, że powinno wybierać się kosmetyki bez parafin?

I tak, i nie. Oczywiście wszystko zależy od rodzaju cery. Kosmetyki z zawartością parafiny na pewno będą cieszyły się zainteresowaniem wśród osób z suchą, atopową skórą, będą także korzystne dla skóry niemowlęcej. Ponieważ uczula ona znacznie rzadziej niż oleje roślinne, jest powszechnie stosowana w preparatach dermokosmetycznych o działaniu nawilżającym i natłuszczającym. O negatywnym działaniu parafiny mówi się w kontekście jej właściwości okluzyjnych. Okluzja sprzyja bowiem rozwojowi bakterii propionibacterium acnes. Są to beztlenowce odpowiedzialne za powstanie trądziku. Wiele maści z antybiotykami, które są na bazie parafin, czy wazeliny, zamiast pomagać - powoduje pogorszenie stanu skóry.

Jeśli w takim razie zdecydujemy się na użycie kosmetyków z parafinami, jak zmyć ten filtr, który tworzą na powierzchni skóry?

Parafina jest składnikiem, który się bardzo trudno zmywa ze względu na wspomnianą już hydrofobowość. Do jej usunięcia najlepszy będzie naturalny olej, a następnie ciepła woda z dużą ilością detergentów, najlepiej mydła. Badania dowodzą, że parafiny nie jest w stanie zmyć nawet spirytus. Problemu nie miałyby pewnie takie środki, jak chloroform, benzyna, czy eter, ale ze względu na ich działanie podrażniające skórę, nie są stosowane. Jednorazowo, w celach doświadczalnych, można spróbować zmyć twarz wacikiem nasączonym w benzynie aptecznej, ale tylko po to, by zobaczyć na własne oczy, jak wiele kurzu zebrała parafina zawarta w kosmetykach i jaką warstwę zanieczyszczeń sobie zafundowaliśmy. Jeśli na co dzień więc potrzebujemy preparatów do zmycia kosmetyków z zawartością parafiny, proponuję wybierać mydło.

Mydło? Ale chyba nie chodzi o takie zwykłe mydło toaletowe?

Niestety, prawda jest taka, że mydło tradycyjne, jako że jest silnym detergentem, najlepiej zmywa parafinę. Oczywiście, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że działanie mydła na skórę nie jest korzystne - powoduje podrażnienia i przesuszenie skóry. Jeśli więc zdecydujemy się na mydło, wybierzmy takie do cery wrażliwej, najlepiej w żelu.

A co do mycia twarzy poleci pani osobom, które nie używają produktów myjących (żeli, pianek, mydeł) rozprowadzanych i spłukiwanych wodą?

Osobiście do zmywania parafin polecam płyny dwufazowe do demakijażu oraz płyny micelarne. Płyn micelarny zawiera micele, których działanie pozwala na dokładne zmycie tłuszczy ze skóry. Micele są to bardzo małe cząsteczki znajdujące się w roztworze wodnym. Ich zewnętrzna część ma właściwości hydrofilowe, co oznacza że przyciągają wodę, a wewnętrzna jest hydrofobowa, co oznacza, że bardzo dobrze łączy się z tłuszczami. Te właściwości pozwalają na dokładne zmycie produktów parafinowych ze skóry.

fot. Marta Lewinfot. Marta Lewin

Przyznam się, ze na fali anty-parafinowej mody usunęłam z półki w łazience produkty zawierające parafiny, również te przeznaczone do pielęgnacji skóry moich dzieci, czyli emolienty. Wyszłam na tym jak Zabłocki na mydle, ponieważ na skórze mojego kilkumiesięcznego synka pojawiły się dziwne zmiany, które zostały zdiagnozowane, jako przesuszony naskórek. Przeprosiłam się więc z emolientami i faktycznie, po kilku zastosowaniach zmiany zaczęły się zmniejszać, a skóra wróciła do dobrej kondycji. Ale wybór emolientów na rynku jest ogromny - jak uniknąć bubli i wybrać dobry kosmetyk dla wrażliwców?

Emolienty to kosmetyki o działaniu natłuszczającym i nawilżającym, przy czym nawilżenie skóry odbywa się poprzez zatrzymanie wody. Kosmetyki te przeznaczone są do skóry suchej, szorstkiej, a także dla osób cierpiących na Atopowe Zapalenie Skóry (AZS). W skład emolientów wchodzą: tłuszcze i kwasy tłuszczowe, polialkohole, pochodne mocznika, gliceryna i jej pochodne, a także lanolina i wazelina (czyli parafina). Dobry emolient, to taki, który przede wszystkim odpowiada danej osobie. Nie ma innej rady, jak przetestować kilka emolietów i wybrać ten najkorzystniejszy.

Aby wybrać dobry emolient, powinniśmy pamiętać o jego podstawowym zadaniu: ma to być środek nawilżający, zatrzymujący wodę w skórze, zapobiegający przesuszeniu. Aby uzyskać te efekty, wystarczy najprostszy emolient z zawartością parafiny ciekłej i jak najmniejszej ilości dodatków, które często odpowiadają za reakcje alergiczne. Potencjalnymi alergenami są środki konserwujące (np. alkohol benzylowy), hydroksybenzyle, a także surfaktant - laurylosiarczan sodowy (Sodium lauryl sulfate), podejrzewany o nasilanie niepożądanych dolegliwości skórnych. Działanie podrażniające może także wykazywać mocznik.

A czy rodzaj zastosowanej w kosmetyku parafiny wpływa na jakość emolientów?

Jeśli w skład emolientu wchodzi parafina, powinna być w jak najczystszej postaci. Natomiast jakość emolientu uzależniona jest przede wszystkim od zastosowanych dodatków.

Czyli, podobnie jak w przypadku silikonów - używajmy kosmetyków z parafinami, byle z głową, a przede wszystkim, z odpowiednimi produktami do ich zmywania.