Jak zarobić na blogerkach modowych bez ich zgody?

Przeczytałam bardzo ironiczny i jeszcze bardziej kąśliwy list Michała Witkowskiego (pisarza oraz od niedawna także modowej blogerki) do Jess Mercedes i Maffashion. Początkowo wydał mi się specyficzny w formie, ale zabawny. Z czasem zrozumiałam, że celem wcale nie było powiedzenie, że król jest nagi. O blogerkach pisze się dziś z pasożytniczych, bardzo osobistych względów. I przy okazji wydania książki o modzie.

Tym, którzy wspominanego przeze mnie listu Michała Witkowskiego nie znają, lekturę bardzo serdecznie polecam. Nastały wszak wakacje i relaks jest więcej niż wskazany. A z listu można się dowiedzieć między innymi, że z pisarzem, przepraszam Miss Gizzy, niemiecka telewizja RTL zrobiła wywiad. I to po angielsku. Przeczytamy, że po jego domu walają się drogie, "nienapoczęte" kosmetyki topowych, ekskluzywnych marek (Dior, Chanel), którymi chętnie się podzieli, gdyż nie cierpi tego nadmiaru. Przekonamy się w końcu, jakich blogerów Miss Gizzy szanuje (słuszne wybory, bez dwóch zdań), a jakich zdecydowanie mniej i którym zarzuca nie dość, że wiejskie pochodzenie, to jeszcze dramatyczny brak klasy.

Macademian Girl jest jedną z ulubionych blogerek pisarza. Trudno dociec, czy on jest jej ulubionym pisarzem/ Agencja GazetaMacademian Girl jest jedną z ulubionych blogerek pisarza. Trudno dociec, czy on jest jej ulubionym pisarzem/ Agencja Gazeta

Jedną z inspiracji nieco emocjonalnego wpisu Miss Gizzy było dumne zaprezentowanie przez Jess Mercedes swojej kolekcji butów oraz odpowiedź Maffashion, że ona butów ma więcej. Michał Witowski (vel Miss Gizzy) stanął zatem na straży godności modowych blogerów. Rzuciwszy przy okazji słów kilka, że brzydzi i mierzi go ta cała stylistyka nawiązująca do dziecinnych kłótni. Nie przebierając w słowach stwierdził, że on, "stara ciota", musi przywołać rozbrykane towarzystwo do porządku i nauczyć niesforne dziewczęta jak być damą. Do tego także inteligentną. A w zasadzie przede wszystkim. Taką, która wypowiadając się na tematy związane z modą, pisząc o niej, będzie miała więcej niż gruntowne wykształcenie. Znać będzie historię stroju od antyku, biografie liczących się projektantów. Prócz tego nieobcy jej będzie design użytkowy, rysunek techniczny, podstawy projektowania i znajomość materiałów - tak, aby móc je merytorycznie oceniać podczas pokazów.

Czy Michał Witkowski nie ma racji? Ma, po stokroć ma. Inteligencja, jak twierdzą internety, zawsze na propsie. Za wiedzę podaną w interesujący, błyskotliwy sposób bezapelacyjnie należą się wieczne splendor i chwała. Sama z ogromną przyjemnością wgryzłabym się w lekturę bloga, który byłby nie tylko prezentacją najmodniejszego looku. Wręcz czciłabym bloga, z którego biłoby coś więcej poza dumą, że ktoś (pełnosprawny, dodam dla jasności) samodzielnie się ubrał, a w trakcie niczego na przykład nie rozdarł i się nie przewrócił. I do tego pozując do zdjęć stanął w miarę prosto, uśmiechnął się, buzię seksownie niczym Anja Rubik otworzył, itd. Brawo!

Czy coś lub ktoś stoi mi na przeszkodzie? Ha! I tutaj dochodzimy do sedna. Nikt mi nie broni. Michałowi Witkowskiemu też. Ani czytać, ani pisać. Wszak on sam jako twórca bloga, Miss Gizzy, nawet jeśli wspomnianych wymogów nie spełnia, to wkrótce spełniać będzie, mniemam. Merytoryczne blogi o modzie istnieją, ich autorzy funkcjonują i mają się dobrze. Nie wszyscy jedynie zgodzili się, wzorem Maffashion czy Jess Mercedes, uczestniczyć równie intensywnie w showbiznesie. Nie wszyscy przyjęli propozycje prowadzenia rubryk poświęconych modzie w kobiecych magazynach. Nie wszyscy korzystają z proponowanej łatki autorytetu w kwestiach mody. Oczywiście, nie wszyscy te propozycje otrzymali, gdyż nie wszyscy wspomnianym dziewczynom dorównują popularnością. Bum, dzień dobry, jesteśmy w domu - najbardziej znaczącą kwestią jest popularność, kij-samobij o dwóch końcach. Media, podobnie jak działy reklamy czy marketingu, kontaktują się i składają propozycje tym blogerkom, które gwarantują, że przekaz dotrze do możliwie największej liczby odbiorców. Skłonna jestem nawet zaryzykować i pozwolić sobie na przypuszczenie, że zawartość, tzw. content, prowadzonych blogów jest ważny mniej. Rozumowanie jest proste: jeśli blog jest popularny, jest dobry. I nie, nie będę teraz wchodzić w dygresję o tym, co jest popularne. Choć fraza, że miejsce pychy zajęła popularność i teraz to ona kroczy przed upadkiem, jest bardziej niż kusząca. Odganiam w myślach chęć umieszczenia jej w tytule. Sio!

Zmierzam do tego, że warto o walorze i priorytecie popularności pamiętać, gdy wpadnie nam w oko kolejny artykuł, list, wpis KRYTYKUJĄCY popularne blogerki modowe. Warto o tym pamiętać, gdy wpadnie nam w oko kolejny artykuł, list, wpis WYCHWALAJĄCY popularne blogerki modowe. Warto o tym pamiętać, gdy wpadnie wam w oczy kolejny żebrzący o lajki i kliki ranking, która z blogerek ma najlepszą stylizację. Pisanie o osobach popularnych gwarantuje poczytność (choć nie poczytalność). Z tego wszak żyją portale i periodyki poświęcone celebrytom. Gębę pasożyta tym samym przyprawiam i samej sobie. Bo gdybyśmy chcieli naprawdę łeb urwać hydrze, zaprzestać wynoszenia na piedestał nagich królów, to zamiast wydawać z siebie piski pełne oburzenia i tupać wściekle podkutą stopą, wskazane byłoby milczenie. Ciszej nad trumną, mili moi. W innym przypadku stajemy się albo nieświadomymi konsumentami, albo jesteśmy chowającymi się za woalem oburzenia hipokrytami. Ach, właśnie, prawie zapomniałabym. Michał Witkowski właśnie w pocie czoła stworzył książkę o świecie mody, blogerach i blogerkach. Tak, tak, to oburzające co się tam dzieje w tej blogosferze, no doprawdy, ech. No i te blogerki co się butami chwalą. A powinny książki czytać. Na przykład taką jedną, co to niedawno wyszła...

Więcej o: