Darmowa porada 24 godziny na dobę - o wykorzystywaniu znajomych

Część z nas wykonuje zawody, które, chcąc nie chcąc, "ciągną się" za nami nawet po zamknięciu drzwi od biura lub gabinetu. W dużej mierze jest to, niestety, zasługa znajomych i dalszej rodziny. Czy da się coś zrobić, żeby nie zostawać wbrew własnej woli darmowym doradcą?

Ludzie, którzy zostają w ten sposób wykorzystani są zazwyczaj po prostu dobrze wychowani i nie potrafią powiedzieć "STOP! To jest mój czas wolny". Przynależność do grupy zawodowej - porada 24 godziny na dobę - musi być naprawdę męcząca.

Niektórzy już pewnie domyślają się o jakie grupy zawodowe chodzi. Ja wymienię tylko kilka, a wy możecie dodawać w komentarzach swoje. Zanim jednak dodacie jakąś grupę, to przyznajcie się przed samym sobą, czy nie byliście/jesteście trutniami zawracającymi ludziom głowę po godzinach ich pracy. Jeżeli pytacie się znajomego lekarza TYLKO raz w roku o coś tam, to przecież nie możecie być, w grupie trutni? Ha! Tylko tak wam się wydaje. Nie jesteście jedynymi znajomymi owego lekarza, co często oznacza, że non stop ktoś go o coś prosi. Trutniem bywam i ja - mój brat pracuje w służbie zdrowia (wykonuje zawód perfuzjonisty), więc zawsze proszę go żeby zerknął na moje wyniki badań, albo coś mi doradził. Najlepsze jest to, że jego specjalizacja to kompletnie inna bajka, no ale przecież pracuje w szpitalu, więc musi się znać...

Fox.comFox.com

Trutniem bywam też w stosunku do moich znajomych tłumaczy: "Sprawdź mi proszę, czy to prawidłowo napisane?". Kolegi prawnika też się czasem o coś zapytam, itd. Normalnie ci ludzie za takie porady mają płacone, ale to przecież rodzina, znajomi, koleżanki i koledzy, więc to tylko drobna przysługa i korona im z głowy nie spadnie. Oczywiście, że nie spadnie, ale jeżeli ciągle są o coś pytani, to mają prawo się zirytować. No i czasami się irytują, a my wtedy walimy focha. Tylko że to oni mają prawo walnąć tego foszka, albo ich rodziny, o których najczęściej w ogóle nie myślimy. Ktoś powie: "A co ma do tego rodzina?". Ano ma i to dużo. Bo czas wolny po pracy to jest czas dla rodziny, a nie czas na udzielanie darmowych porad. Idzie sobie taka żona z mężem-lekarzem na niedzielny spacer i nagle podchodzi pacjent (którego lekarz nie musi wcale kojarzyć, bo ma tyle pacjentów, że zapamiętanie wszystkich jest po prostu niemożliwe).

Przepraszam panie doktorze, ja tylko na momencik. Ale wie pan łupie mnie w krzyżu, może pan spojrzeć? I może mi pan na szybko coś przepisać? To nie będę już musiał stać w kolejce jutro.

No i ten biedny lekarz patrzy, a żona stoi obok i się denerwuje, bo znowu ktoś zabiera jej czas. Tak, jest to jej czas na bycie z mężem, a nie na bycie z lekarzem. Jeżeli ktoś myśli, że wyolbrzymiam problem to się grubo myli. Mój dziadek był lekarzem i moje wspomnienia z dzieciństwa to wieczne wizyty sąsiadów - "tylko na momencik, bo coś mi dolega". Spacer z dziadkiem, który kończył się zanim się jeszcze na dobre zaczął, bo pan Henio właśnie w tej chwili potrzebuje receptę na maść na kolano. Dziadek nigdy nie odmawiał pomocy, a może powinien był. Bo jak widać, sama trutniem się stałam...

Koleżanka architekt non stop jest proszona o "rzucenie okiem" na elewację, stan domu lub działki, którą ktoś zamierza kupić. Powinna mieć też rentgen w oczach, żeby od razu wiedzieć jakiej grubości są mury i gdzie idzie uziemienie. Gdy odpowiada: "Umów się ze mną w tygodniu u mnie w biurze", to pytający wpada w złość. Przecież on nie chce porady architekta, tylko takiej koleżeńskiej. Kolega, który jest budowlańcem powinien za dziękuję wyremontować mieszkanie, no dobra, może za jakąś kasę, ale nie taką co się płaci ekipie remontowej. BO TO PRZECIEŻ PO KOLEŻEŃSKU.

Otóż po koleżeńsku to jest uczciwie zapłacić za usługę, a nie wykorzystywać znajomość dla własnego zysku. Kolejna sprawa: jeżeli wasz "rodzinny" lekarz, prawnik, informatyk czy mechanik nigdy nie odmawia pomocy, a wy nie zamierzacie rezygnować z wykorzystywania go po godzinach, to miejcie na tyle przyzwoitości, żeby umawiać się z nim na konkretną godzinę i konkretnego dnia, w czasie który nie będzie kolidował z czasem jego rodziny. To samo zalecam sobie.