Mam łuszczycę i się tego nie wstydzę

Będzie intymnie, bo o chorobie, z którą żyję od okresu pokwitania. Będzie o brzydkiej chorobie, no bo przecież nie ma ładnych chorób. Będzie o chorobie, która jest widoczna gołym okiem dla innych - o łuszczycy.

Chyba każdy słyszał o łuszczycy, ale nie każdy wie, co to jest. Po definicję odsyłam was do internetu ale po ludzku powiem, że jest to bardzo upierdliwe schorzenie dermatologiczne znane naszemu gatunkowi od pradziejów.

łuszczycaFot. www.luszcycaonline.pl

Możecie się zastanawiać czemu zdecydowałam się na taki temat. Odpowiedź jest prosta: bo mam focha na tę chorobę. Mój foch i tak jest pewnie mniejszy niż osób, które mają zmiany w stawach. Ja na szczęście mam łagodniejszą formę i choróbsko nie atakuje mnie od wewnątrz. Tyle, że jak już dojdzie do zaostrzenia objawów, to i mnie szlag trafia. Teraz właśnie wywaliło mi na łokciach i to tak bardzo, że ostatnio leciała mi krew. Krew z łokcia?! Nie mam sześciu lat, żeby mieć strupy na łokciach! Jak pojawia się wysyp na głowie, to dla postronnej osoby wygląda jakbym miała łupież. Elegancko, prawda? Ale to już są wszystkie objawy jakie u mnie występują. Jeszcze kilka lat temu łuszczyca pojawiała mi się na nosie i w brwiach. Odpukać,  od jakiegoś czasu mam spokój. Co oczywiście nie oznacza, że nie mogę jutro mieć wysypu. Ta cholera już tak ma. Wśród moich znajomych i w samej rodzinie (bo to jest choroba genetyczna) jest kilka osób, które cierpią na łuszczycę. Niektórzy z nich odczuwają duży dyskomfort psychiczny w związku z chorobą. Wstydzą się podawać rękę, wstydzą się nosić bluzki z krótkim rękawem, krótkie spodenki, czy spódnice przed kolano. To jest bardzo przykre, bo przecież nie robią niczego złego, nie są w stanie nikogo zarazić.

Jedna z koleżanek, też cierpiąca na łuszczycę, opowiadała mi jak przyszła na rozmowę o pracę i pan, który chciał ją przywitać podaniem ręki w ostatniej chwili cofnął swoją łapę. Ona to zauważyła, ale udała, że nic się nie stało. Pracy nie dostała, a jaki był powód wyboru innego pracownika - nie dowiemy się. Może był po prostu lepszy kandydat. Wolimy trzymać się tej wersji. Gdyby jednak powodem odmowy była łuszczyca, to nawet lepiej się stało, że nie dostała tej pracy. Pracować dla kogoś, kto jest dupkiem to żadna przyjemność. Dyskomfort psychiczny, który narasta prowadzi do stresu, a stres jest wspaniałą pożywką do wysiewu naszej "przyjaciółki". Chorzy na łuszczycę muszą uważać na zadrapania, na oparzenia i inne rany, które powstają w wyniku urazów mechanicznych. Chorzy, którzy robią sobie tatuaże muszą mieć świadomość tego, że na tatuażu może dojść do wysiewu, który będzie ciężko powstrzymać. Ja nie spotkałam się z przypadkiem wytatuowanej osoby (chorej na łuszczycę), której tusz wyszedłby spod skóry. Owszem, skóra po tatuowaniu jest pokryta "łuską", ale to wszystko. Nie zauważyłam też ubytków wpuszczonego pod skórę pigmentu. Jeżeli ktoś ma inne doświadczenia, to z chęcią się z nimi zapoznam.

To, co mnie wkurza, to że nie można wygrać z łuszczycą. No kurde blaszka! Choróbsko ma już tyle lat, że można by przypuszczać, że naukowcy w końcu pognają ją w siną dal. Niestety cały czas są bezradni, a my łuszczaki tylko możemy się zaleczać. Smarujemy się więc sterydami (później ludzie się dziwią, że dziewczynom wąsy rosną), używamy dziegciowych szamponów, które po prostu śmierdzą, chodzimy na jakieś naświetlania i co raz mówią nam, że to należy wykluczyć z diety, a zaraz, że lepiej coś innego. Można też stosować naturalne metody - wywary z brzozy, olejek z wiesiołka czy inne tam czary-mary. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja nie mam nic na przeciwko naturalnym metodom, ale one też nie leczą, mogą jedynie łagodzić objawy. Czy są bezpieczniejsze niż sterydy? Ja nie odpowiem na to pytanie, bo lekarzem nie jestem, a leczenie przez internet pozostawię bez komentarza. Pamiętam, jak kiedyś handlowano na bazarach jakąś cudowną maścią z Jugosławii (tak, pamiętam czasy, kiedy istniała jeszcze Jugosławia), która miała raz na zawsze wyleczyć łuszczycę. Ludzie to kupowali, ale jakoś nie wierzę, by maść im pomogła.

Wracając jeszcze do tego, co napisałam wcześniej, a mianowicie - do dyskomfortu psychicznego chorego, chciałam powiedzieć, że w cięższych przypadkach niż mój, chorzy izolują się od społeczeństwa. Tak nie powinno być. Te osoby nie są w niczym gorsze. OSOBY, bo do was się zwracam! Nie ukrywajcie się po kątach, nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsi, albo brzydsi. Może i macie łuszczące się placki na skórze i  co z tego? Innym śmierdzi z buzi, albo spod pachy i nie siedzą w domach. Ta choroba nie jest warta tego, żebyście nie mieli normalnie żyć. Nie dajcie jej zagarnąć kolejnej przestrzeni swojego ciała. Nie dajcie jej zagarnąć swojej głowy, bo to tam przecież siedzą nasze smutki. Jesteście łuszczakami, ale przede wszystkim jesteście ludźmi więc żyjcie, a nie wegetujcie!

XOXO

Olga Łuszczak