Moda nie jest dla inteligentnych kobiet?

Okazuje się, że we współczesnym cywilizowanym świecie kobiety muszą dokonać kolejnego, bardzo ważnego wyboru - czy chcą być mądre, czy modne. Zdaniem wielu, bycie mądrą wyklucza bycie modną i na odwrót. A może jednak da się pogodzić fascynację szminkami, szpilkami i ciuszkami z erudycją?

Czy wiecie, kim jest Alyssa Mastromonaco? To była szefowa sztabu operacyjnego Białego Domu. Po trzech latach pracy dla Baracka Obamy zdecydowała się opuścić Biały Dom, a następnie została redaktorką w magazynie Marie Claire. Jak się zapewne domyślacie, zamiana wpływowego stanowiska na posadę w redakcji kobiecego magazynu wywołała nie tylko zdziwienie, ale wręcz falę krytyki. Bo czy kobieta wykształcona, ambitna i przedsiębiorcza, o wysokiej pozycji, szczególnie w środowisku politycznym, powinna zajmować się modą i urodą?

Alyssa Mastromonaco już jako redaktorka Marie Claire (Fot. www.jezebel.com)Alyssa Mastromonaco już jako redaktorka Marie Claire (Fot. www.jezebel.com)

Z jednej strony to trochę zaskakujące, że w dwudziestym pierwszym wieku, kobieta musi tłumaczyć, że nie ma nic dziwnego a zarazem niemożliwego w interesowaniu się polityką i gospodarką, a równocześnie najmodniejszym w nadchodzącym sezonie kolorem szminki. Z drugiej strony, czy my przypadkiem nie zostałyśmy wychowane według schematu - jeśli mądra, to niezadbana, a jeśli zadbana, to niewątpliwie głupia i pusta?

Tymczasem Alyssa Mastromonaco, w otwartym liście opublikowanym w Washington Post informuje opinię publiczną, że kobiety mogą być dobrze ubranymi erudytkami. Zainteresowanie najnowszymi trendami, oraz czytanie kobiecej kolorowej prasy nie ujmuje nam inteligencji. W podobnym zresztą tonie o swojej fascynacji światem mody na łamach magazynu Elle (!) opowiadała w wywiadzie "Czy inteligentna kobieta nie może kochać mody?" nigeryjska pisarka Chimamanda Ngozi Adichie.

Chimamanda Ngozi Adichie, pasjonatka mody (źródło www.elle.com)Chimamanda Ngozi Adichie, pasjonatka mody (Fot. www.elle.com)

Muszę się przyznać, że zarówno Chimamanda Ngozi Adichie, jak i Alyssa Mastromonaco, ze swoimi manifestami nieco mnie zawstydziły. Otóż, pozwoliłam sobie wmówić, że czytanie pewnych gazet, oglądanie pewnych filmów oraz przejawianie pewnych zainteresowań jest nie tylko niewłaściwe, ale wręcz całkowicie zbędne, bo zamiast skupiać się na czymś poważnym, trwonię czas na bzdury. Te zainteresowania, o których piszę, to szeroko pojęta moda.

Moja fascynacja światem mody rozpoczęła się na studiach, od przeczytania książki "Yves Saint Laurent" Laurence Benaim. Oczywiście, nie bez wpływu były i kolorowe magazyny, które przeglądałam po kątach Empiku, albo w drodze między uczelnią a domem. Zawsze dyskretnie, uważając, żeby mnie znajomi nie zobaczyli - bo byłby obciach. W końcu nie byłam jakimś głupim lachonem, żeby Elle czytać... Zresztą, czasy studenckie to były czasy, kiedy całym swoim strojem wyrażało się pogardę dla mody. Szczytem "elegancji" była uniwersalna (bo zakładana do wszystkiego) kurtka goreteksowa i trekkingowe buty. Tylko głupiutkie studentki przychodziły na zajęcia w szpilkach i sukienkach. Te mądre nie zawracały sobie głowy strojeniem się. I tak jakoś wbiłam sobie do głowy tą zasadę, że zapomniałam o YSL i o modzie. Przypomniałam sobie dopiero, kiedy dla oderwania się od pisania doktoratu, obejrzałam film "Diabeł ubiera się u Prady". Niestety, równocześnie przypomniało mi się, że to ja miałam być Andreą Sachs starająca się o pracę w Vogue'u. Cóż, dziś przynajmniej, z tytułem dr przed nazwiskiem, mam odwagę przyznać się do swoich słabości i swoich marzeń. Nie dzięki tytułowi, rzecz jasna, a dzięki amerykańskiej (byłej) pracownicy Białego Domu oraz dzięki nigeryjskiej literatce.

W wielu środowiskach nadal pokutuje przesąd (naprawdę, jestem ciekawa jego źródeł), że światem mody i urody nie należy zaprzątać sobie głowy. Jakby wypchana kosmetykami do makijażu kosmetyczka i szafa z modnymi ubraniami, a także kilkanaście par butów przynosiły ujmę (szczególnie rozumowi), czy wpływały negatywnie na poziom IQ. Kobiecego naturalnie. Zadbana kobieta nosząca na co dzień kompletny makijaż postrzegana jest z gruntu jako osoba mniej wartościowa. A, taka tam pusta lala. Co ciekawe, zadbany i dobrze ubrany mężczyzna postrzegany jest pozytywnie. I nikt nie mówi, że ma pusto w głowie. Mówi się raczej, że inteligentny, a do tego dobrze ubrany - wow! Weźmy na przykład Szczepana Twardocha. Swego czasu przez inetrnet przetoczyła się fala westchnień, że zdolny, A DO TEGO najlepiej prezentujący się polski pisarz. Tymczasem, dobrze wykształcona kobieta opuszcza rodzinne gniazdo (a także Alma Mater) w przekonaniu, że nie ważne, co ma na sobie, ważne, co ma w głowie. A przecież umiejętność zadbania o siebie, dostosowania stroju do okazji, pozycji, którą się zajmuje, swojego wieku czy swojej sylwetki są tak samo istotne, jak bogactwo życia wewnętrznego. Nieumiejętność skomponowania garderoby odpowiedniej do okoliczności jest równie kompromitujące, co brak dbałości o fryzurę, czy cerę. Szczególnie w środowisku ludzi uznających się za świadomych. Czyli dokładnie tam, gdzie często zainteresowanie modą uważa się za głupotę.

Żeby wiedzieć, jakim elementami można dysponować tworząc swój image trzeba skądś zaczerpnąć wiedzy - a więc sięgnąć do kolorowych gazet, portali internetowych, czy blogów modowych. I tu kolejny problem: źródła pozyskiwania wiedzy o modzie też z gruntu uznawane są za płytkie i niegodne inteligentnych kobiet. Pamiętacie zapewne nie tak odległą w czasie krytykę blogerek modowych napisaną przez Karolinę Korwin-Piotrowską? Któż to jest blogerka modowa? Ano "głupiutka", "niezbyt lotna" osóbka. Kobietka, dziewczynka, takie tam, kiełbie we łbie. Dlaczego głupiutka? Bo zajmuje się tak "nieistotnym" w życiu ludzi zjawiskiem, jak moda? Trzeba sporo odwagi a zarazem ignorancji, by mówić o tym, że moda jest nieważna. W końcu towarzyszyła ludziom przez stulecia, nosi w sobie nie tylko informacje o minionych epokach, ale o kulturach całego świata. Wiąże się ściśle z filmem, muzyką. Modę tworzyli i tworzą wielcy artyści: Dior, Chanel, Armani, Prada, Laurent, de la Renta, Blahnik i wielu, wielu innych. Oni też są nieważni? A może chodzi o kwestię podania wiadomości o modzie? Powiedzmy sobie szczerze, poziom kolorowych kobiecych magazynów nie zawsze jest najwyższy, to prawda. Ale jak popatrzę na oferty programów publicystycznych w telewizji oraz wezmę pod uwagę poziom zapraszanych tam gości, to jednak wolę poczytać Vogue'a. Blogerki źle piszą? Tak, w wielu wypadkach odnoszę wrażenie, że pisanie w języku ojczystym jest ich słabą stroną. Prawda jest jednak taka, że na te blogi trzeba przede wszystkim patrzeć, trzeba je oglądać i czerpać inspiracje. A czytanie można sobie darować... Osobiście, i wreszcie do tego też nie wstydzę się przyznać, jestem fanką bloga Kasi Tusk. Słowo pisane jest w nim co prawda nie najwyższych lotów, ale stylizacje... są doskonałe. Zdjęcia - są doskonałe. Poziom - bardzo wysoki. Naprawdę, jest to uczta estetyczna, a równocześnie dowód na to, że klasyka jest zawsze piękna.

Kto nadal twierdzi, że mądre kobiety nie zajmują się modą, niech zapozna się z Szafą Sztywniary, blogiem styledigger.com, czy modologiablog.pl. Przy okazji, autorka tego ostatniego bloga pisze doktorat. O modzie.

Więcej o: