Piraci z internetów - klątwa prawnej ściemy

Raz na jakiś czas w prasie pojawia się artykuł traktujący o "piractwie" (komputerowym, sieciowym lub internetowym). Podaje się w nim statystyki, ustawia nasz kraj w czołówce tych, w których proceder piractwa kwitnie. No to jak? Jesteście piratami? Czujecie się nimi? Bo wg statystyk większość z nas nimi jest.

Zacznijmy jednak od tego, że ten kto łamanie praw autorskich określił pojęciem piractwa, naprawdę wiedział co robi. Pirat jednoznacznie kojarzy się ze złoczyńcą, który dla własnego zysku nie cofa się nawet przed morderstwem. Napada na bezbronne statki, które na rozległym morzu ani nie mają szans na ucieczkę, ani nie mogą oczekiwać pomocy. Po rabunku często je zatapia. Co by nie mówić - pirat, to zbój jakich mało.

Mord na mordzie / fot. www.caiomm.deviantart.comMord na mordzie / fot. www.caiomm.deviantart.com

Oczywiście każdy normalny człowiek, kiedy porówna się go z takim złoczyńcą, doznaje dysonansu poznawczego i stara się go za wszelką cenę zniwelować. Nie chce przecież być nikim złym. Jest więc duża szansa, że zaniecha działań, które kwalifikują go jako internetowego pirata, albo przynajmniej od czasu do czasu postara się kupić jakieś dobro chronione prawem autorskim, aby tym piratem nie być aż tak bardzo.

Rzecz w tym, że nie jesteśmy piratami, bo łamania prawa autorskiego, w żaden sposób nie można zestawić z owym niecnym procederem. Co więcej, aby owo prawo autorskie rzeczywiście złamać, trzeba się naprawdę dobrze postarać - na pewno bardziej niż we wspomnianych publikacjach stara się nam wmówić. Najprawdopodobniej zatem skala łamania praw autorskich w tym kraju, to nie przerażające 92% (choć kto wie - mogę się mylić), ale jednak mniej.

Skoro odczarowałem odrobinę złe słowo "pirat", to pozwólcie że będę... go teraz używał. Uważam bowiem, że dzięki temu uda się je odczarować jeszcze bardziej.

Jaka czynność kojarzy się wam z pojęciem "pirat internetowy"? Co takiego złego on robi? Założę się, że większość z was pomyślała: ściąga. Oczywiście nie mówimy tutaj o ściąganiu części garderoby (choć było takie hasło "ściągaj majtki nie filmy" - zastanawiałem się wówczas, w jakim niby celu: aby dać się kopnąć w ..., czy też, aby ją pokazać autorom hasła?). Czyli - jakby nie patrzeć - pirat, to taka wredna gnida, co to ściąga filmy, muzykę, literaturę, gry komputerowe (czyli oprogramowanie jako takie) i właściwie wszystko, co tylko mu się ściągnąć uda. A jak nie ściąga, to ogląda albo słucha na jakichś internetowych serwisach.

No cóż, rzecz w tym, że powyższe stwierdzenie prawdziwe jest jedynie w przypadku oprogramowania. Kto wchodzi w jego posiadanie nie płacąc za nie, łamie zapisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Czyli rzeczywiście łamie prawo (ale piratem i tak nie jest, na nikogo nie napadł, nie użył przemocy, itd.). Jednakże w pozostałych przypadkach tj.: filmy, muzyka, literatura, rzeczona ustawa nie zabrania mu ich pozyskiwania. Jest bowiem w ustawie zapis, który mówi, że na użytek prywatny możemy korzystać z utworu (czyli filmu, piosenki, książki, artykułu, itd.), który został już rozpowszechniony. Takim rozpowszechnieniem jest chociażby fakt jego umieszczenia na jakiejś stronie WWW w internecie.

Nie jest zatem prawdą, że łamiemy prawo autorskie pobierając utwory z sieci, a to bardzo często stara się nam wmówić. To jest właśnie tytułowa "prawna ściema".

Skoro sobie te kwestię wyjaśniliśmy, to teraz pora powiedzieć, kiedy prawo autorskie łamiemy. Otóż łamiemy je wówczas, gdy utwór, który nie jest naszą własnością... publicznie rozpowszechniamy. Chciałbym zwrócić uwagę na przymiotnik "publicznie". Jeśli bowiem takim utworem dzielimy się ze znajomymi, to mieści się to w ramach tzw. dozwolonego użytku prywatnego. Dlatego nikt nie będzie nas ścigał za przekopiowanie filmu, muzyki, książki, artykułu, itp. swoim znajomym lub rodzinie. Jeśli jednak opublikujemy taki utwór w ogólnie dostępnym miejscu w sieci - wówczas przekroczyliśmy zakres wspomnianego dozwolonego użytku i złamaliśmy prawo.

Skoro już wiadomo, że udostępnianie wszystkim utworu, do którego nie posiadamy praw autorskich jest nielegalne, to należy wspomnieć o pewnej właściwości, którą posiadają wszystkie programy wymiany plików w systemie "każdy z każdym" (czyli peer-to-peer, np. Torrent). Otóż skoro każdy z każdym, to znaczy, że ktoś udostępnia wam (i wszystkim pozostałym w sieci milionom osób), a także wy udostępniacie mu (i wszystkim pozostałym w sieci milionom osób). Zatem - choć wydaje się wam, że jedynie pobieracie - to jednocześnie także udostępniacie. I niech was nie zwiedzie fakt, że przecież niczego nie umieściliście w folderze udostępniania - rzecz w tym że to co akurat w danej chwili pobieracie, w tej samej chwili także udostępniacie. Czyli zgodnie z tym co napisałem wcześniej - łamiecie prawa autorskie. Tego problemu mieć nie będziecie, jeśli wymiana plików w systemie "każdy z każdym" odbywać się będzie jedynie w kręgu znajomych (co wymaga już dodatkowych zabiegów) lub po prostu będziecie pobierać dany utwór ze strony WWW - najczęściej serwisu do dzielenia się plikami.

A skoro już o takich serwisach wspomniałem, to chciałbym poświęcić im chwilę. Otóż realizują one zazwyczaj dwa tryby pobierania: darmowy, który najczęściej posiada jakieś ograniczenia oraz płatny, który te ograniczenia zmniejsza lub niweluje zupełnie. Dlatego jeśli z jakichś (przyznam się szczerze, że nie do końca zrozumiałym dla mnie powodów) zaczniecie się skłaniać, aby za lepszy transfer zapłacić, zastanówcie się czy nie lepiej jednak - skoro już chcecie zapłacić - poszukać miejsca, gdzie nabędziecie towar z pierwszej ręki, nawet płacąc więcej. Powinniście sobie bowiem zdawać sprawę, że wasza potrzeba obcowania z kulturą daje zarobek tym, którzy stosując różne kruczki prawne znaleźli sobie łatwy sposób na zarabianie pieniędzy. Niech ta potrzeba nie nabija więc kabzy tym szemranym cwaniakom. Do kroćset (że zaklnę jak początkujący pirat) zapłaćcie po prostu autorom.

Dodam tylko, że na takiej transakcji możecie się mocno przejechać, czego przykłady co i raz pojawiają się w sieci (ot, choćby ludzie opłacili abonament na serwisie do oglądania filmów, a ten po prostu zniknął z sieci).

Jeśli chodzi o tytułową "prawną ściemę", to należałoby jeszcze powiedzieć o niej dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że bywa ona uzupełniana pojęciem "nielegalnego źródła utworu". Otóż nie istnieje w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych coś takiego jak "nielegalne źródło", na pewno nie w kontekście wykorzystania już opublikowanego utworu w ramach użytku prywatnego i o ile mnie pamięć nie myli, także w innych kontekstach. Dlatego jeśli pobraliście utwór z dowolnego miejsca w Internecie, to żadne z takich miejsc nie jest nielegalne.

Druga rzecz to powody stosowania owej ściemy. Tak się składa, że czytelnicy artykułów zazwyczaj nie znają prawa, więc przyjmują treść artykułu "na wiarę". Można dzięki temu sporo ugrać, albowiem dozwolone działania zaczynają być przez nich traktowane jako zabronione, co oczywiście może dać wymierne zyski posiadaczom praw autorskich. Nie bronię im tych zysków, ale nie podoba mi się, że aby je osiągnąć posługują się - no cóż, nie bawmy się w eufemizmy - kłamstwem. Co ciekawe, wprowadzona w błąd opinia publiczna, może nie oponować także w momencie wprowadzania właśnie takich zapisów do prawa, bo będzie przeświadczona, że zawsze one tam były.

Popatrz teraz na czerwoną lampkę... / fot. www.memy.plPopatrz teraz na czerwoną lampkę... / fot. www.memy.pl

Na zakończenie chciałbym jeszcze raz podkreślić. Jeśli nie pobieracie utworów za pomocą systemów "każdy z każdym", nie łamiecie w żadnym razie praw autorskich (bo jednocześnie nie udostępnianie utworu wszystkim, co jest nielegalne).

Chciałbym też zwrócić uwagę, że nie jestem prawnikiem, więc niniejszy tekst należy traktować jako wstęp do pogłębienia swojej wiedzy. Bardzo dobrym do tego miejscem będzie serwis prawokultury.pl (dokładnie zaś TUTAJ), gdzie wszystko co dotyczy korzystania z dóbr kultury, bez wchodzenia w konflikt z prawem, jest bardzo przystępnie i obszernie opisane.

Gdyby tematyka prawa autorskiego wydała się wam interesująca, dajcie znać w komentarzach, możliwe że nie będzie to wówczas jedyny tekst na ten temat.

Mężczyzna Inaczej

* Mężczyzna Inaczej - nasz stały czytelnik. Urodził się z fochem i przez całe życie w nim specjalizował. Dokumentują to liczne zdjęcia, na których stoi plecami do obiektywu (i wszystkie te, na których go nie ma). Ma fioła na punkcie wieloznaczności. Choć sporo kwestii postrzega zwyczajnie, to widzi je też inaczej. Jak każdy mężczyzna nie rozumie kobiet i dlatego właśnie panoszy się w kobiecym serwisie.