Atopowcy wszystkich krajów, łączcie się!

Na początku swędzi, potem zaczyna palić żywym ogniem, z czasem twoje ciało zamienia się w obszar wojny - część wygląda jak po pobiciu, część jak po oblaniu wrzątkiem, są jeszcze te miejsca z gojącymi się ranami. Nic fajnego. Witajcie w świecie atopowego zapalenia skóry.

Nie zawsze jest tak dramatycznie, ale kiedy przychodzi najgorsze - jest naprawdę źle. Pomyślcie, że wasze ciało jest przeciwko wam, że jeśli chcecie uniknąć bólu, równego chyba tylko z wypalaniem piętna rozgrzanym żelazem, nie możecie ubrać na siebie nic, niczego dotknąć, nie możecie umyć się niczym, ani niczym posmarować. No, prawie niczym. Wiadro maści ze sterydami okazuje się prawdziwym zbawieniem. Atopowe zapalenie skóry nie jest fajne pod wieloma względami. Po pierwsze - boli. Po drugie - trudno je leczyć, a nie sposób przewidzieć dnia ani godziny, w której nagle powróci. Po trzecie - kiedy jest źle, utrudnia funkcjonowanie. Po czwarte zaś - to BARDZO widać.

AZS jest dziedziczne. Właściwie to skłonności do niego są przekazywane w genach, ale, wedle najnowszych badań, za aktywację i nasilenie zapalenia winić można rozwój cywilizacyjny. Większość dermatologów powie wam, że to choroba na całe życie. Spotkałam też kilku magików, którzy twierdzili, że potrafią je wyleczyć na zawsze. Zazwyczaj kłamali.

Atopowe zapalenie skóry to nieprawidłowa reakcja naszego układu odpornościowego. Na co? Na środki czystości, tkaniny, określone metale, wreszcie na pokarm i na samego siebie. Są miejsca, w których ogniska zapalne pojawiają się częściej - nadgarstki i zgięcia łokci oraz zgięcia kolan. To wspaniałe, bo tam też najczęściej skóra pracuje, ociera się i ma styczność z różnymi materiałami. Najpierw naskórek robi się suchy i pojawiają się krostki lub inne zmiany skórne. Wszystko swędzi. Nie tak, jak ugryzienie komarów. Bardziej. Drapiesz się bezwiednie, potrafisz to robić nawet przez sen. Jeśli się w porę nie zatrzymasz, możesz drapać się do krwi, do zdarcia niemal całego naskórka. Do etapu, w którym nie pozostaje nic innego jak nałożyć grubą warstwę maści natłuszczającej bez uczulających składników i lekko zawinąć bandażem, ale nie na długo.

Czasem ta cholera wypełza na resztę ciała - dłonie, szyję, klatkę piersiową, uda i twarz. Wtedy utrudnia życie w dwójnasób. Nie dość, że boli, to doskonale wiesz, że wszyscy widzą, jak to fatalnie wygląda. Konkretnie to tak, jakby ktoś cię pobił, oblał wrzątkiem, jakby to były jakieś okropne zaraźliwe liszaje, trąd, albo objawy związane z zażywaniem heroiny. Tymczasem to tylko AZS. Spojrzenia współpasażerów w komunikacji miejskiej mówią wszystko. Odraza, niechęć, pogarda, strach, niepewność. "Zarazi? Nie zarazi? Jakaś dziwna jest,  fuuuuuj". Trudno w takich chwilach umówić się z kimś na wywiad, trudno iść robić relację z jakiejś uroczystej premiery w teatrze. Nie to, żebym nie próbowała, praca to praca, ale każdy kto miał kiedyś najgorsze i najrozleglejsze objawy zapalenia skóry wie czym to pachnie - ja czułam się jak gość drugiej kategorii, ktoś, z kim niezręcznie rozmawiać.

Najczęstsze ogniska choroby Najczęstsze ogniska choroby

Jak walczyć z AZS? Każdy, kto doświadczył tych najgorszych faz, kiedy własne łzy (często pojawiające się jako objaw alergii) i własny pot działają na nas równie ożywczo, co kąpiel w płonącej oliwie, zrobi wszystko, by nie dopuścić do takiego stanu. Z czasem zauważa się, które rzeczy wywołują błyskawiczną reakcję skórną. U mnie taką reakcję wywołuje na przykład czekolada. Jeśli chciałabym popełnić samobójstwo w wyrafinowany sposób, wytarzałabym się w czystym proszku kakaowym, następnie zjadałbym tonę tabliczek czekolady popijając cudowną, głęboką w smaku i aromatyczną belgijską mleczną czekoladą, po czym czekałabym (krótko) na reakcję mojego ciała. Ha! - powiecie. Banał, wystarczy odstawić czekoladę. Jasne. Ale AZS jest podstępne, wspomniałam już o tym? Każdy, kto od lat walczy z tym paskudztwem nauczył się już pewnie na pamięć formułki o alergiach krzyżowych. O co chodzi? Weźmy seler i jajka. Zjesz seler osobno, a jajka osobno w kilkugodzinnym odstępie czasu? Nic, cisza na morzu, jest cudownie. Zjesz je razem w jednym daniu - alergiczny sztorm z gradobiciem i huraganem gotowy.

Alergie krzyżowe są podstępne, ale spokojnie, nie zna życia, kto nie stąpał po kruchym lodzie testowania wszystkiego na własnym ciele. Żeby było fajniej - z wiekiem uczulają człowieka coraz dziwniejsze rzeczy. Atopowcy więc powinni mieć się na baczności i nigdy nie opuszczać posterunku, czyli kontrolować swoją dietę, uważać na składniki, przyprawy i dodatki. Obserwować, notować i być gotowym na to dobrze znane uczucie swędzenia. Oczywiście, istnieje szansa, że wsiądą do pociągu byle jakiego i dopadnie ich zapalenie, bo tapicerka była dziwna, albo środki czystości stosowane do sprzątania wagonu niewłaściwe. A skoro jesteśmy przy środkach czystości, czy wspominałam już o kosmetykach?

Choć zdarza się, że wyglądamy jak recydywiści na gigancie z odwyku narkotykowego, to musicie wiedzieć, że niejednokrotnie wcieramy w siebie więcej kosztownych specyfików, niż wszystkie tokijskie czterdziestolatki razem wzięte. Kosmetyki dla atopowców to bardzo ważna sprawa. Gdy atakuje zapalenie, nie można umyć skóry zwykłym mydłem, nie da się wymyć włosów normalnym szamponem, nie przejdzie też smarowanie ciała byle jakim kremem. Mydło bez mydła, szampon bez szamponu, krem bez kremu i proszek do prania bez proszku do prania - jakby to kretyńsko nie brzmiało - to nasi sprzymierzeńcy w walce o świat bez krwawiących rozdrapanych ran na ciele. Najczęściej są to specyfiki kosztowne. Żeby było zabawniej, jednemu atopowcowi wystarczy zwykły natłuszczający olejek myjący z serii Ziaja Med, albo droższe Emolium lub Balneum, które są dostępne w większości aptek i drogerii, inny musi sięgnąć po preparaty Ą, Ę, górna półka, elegancja - Francja, 75 zł za 500 ml. Nie wystarczy oczywiście dobrze (choć krótko!) się umyć. Po kąpieli należy się odpowiednio natłuścić. I znów - czasem nie boli posmarowanie ciała banalną oliwką dla wrażliwej skóry niemowlęcej, a czasem trzeba kupować specjalistyczną maść w aptece.

Wszystko to jednak są tylko pośredni sprzymierzeńcy w walce z żywym ogniem AZS. Moją ostatnią deską ratunku jest maść ze sterydem. Bardzo mi przykro, ale gdyby nie ta maść, trudno byłoby mi przetrwać niektóre miesiące. Obecnie na podorędziu mam zawsze jedno opakowanie. Nie wyjeżdżam bez niego, bo nigdy nie wiem, czy gładka, nieswędząca skóra bez krostek nie zamieni się pod wpływem samej wody i kilku godzin w klimatyzowanym pojeździe w małe piekiełko. Niemniej, z AZS da się funkcjonować. Latem jest ciężko, bo gorąco, klimatyzatory, owoce sezonowe i inne dyrdymały, zimą jest źle, bo mróz wysusza skórę, wszystko piecze i pali. Na pocieszenie dodam, że udało mi się stopniowo przez kilka miesięcy zejść z fazy "wampir na słońcu (z podbitymi oczyma i odłażącą skórą wokół ust)" do fazy "myję się tanim mydłem i smaruję tanim kremem (YOLO BICZYZ)". Poza niezawodną, sprzedawaną tylko na recepty maścią ze sterydem, (której używam w ostateczności, przypominam! sterydy są ekstra, ale wysuszają skórę, a wysuszona skóra jest naszym wrogiem! ZABAWNE, prawda?) nie mam jednej bezbolesnej serii kosmetyków. AZS nauczył mnie stoickiego podejścia do życia, pokory, pilnej obserwacji oraz drapania się przez sen bez użycia dłoni. Udowodnił też, że może się czasem życia odechcieć. I chyba każdy, kto przeżył bezsenne noce i ciężkie dni w upojnym towarzystwie własnego, wrogiego organizmu ma podobnie.