Kochać nigdy nie jest za późno - tako rzecze Michalina Wisłocka

"Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki" to pozycja, którą wybraliście w naszym fochowym klubie książki. Mną wstrząsnęła i zawładnęła. Tak to jest, gdy spotka się kogoś pięknego, niezwykłego, fascynującego. I nie szkodzi, że tylko za pośrednictwem słów - miłość nie zna żadnych przeszkód.

Nigdy nie wiemy, kiedy spotkamy kogoś ważnego. Ja na pewno nie spodziewałam się, gdy rozpoczynałam lekturę biografii słynnej pani seksuolog, że oto znalazłam przyjaciółkę. Kobietę, która wzbudzi mój podziw, szacunek, zrozumienie i bezbrzeżną sympatię. I że z jej słów czerpać będę otuchę i wsparcie. O Michalinie Wisłockiej wiedziałam tyle, że napisała kontrowersyjną w czasach PRL-u "Sztukę kochania" i znałam dzięki temu tekstowi nieco pikantnych szczegółów dotyczących uczuciowego trójkąta, w którym przez lata żyła wraz z mężem i swoją najlepszą przyjaciółką. Och, to była charakterna baba! I niegłupia. I wrażliwa. I odważna. Tak, ja tę Miśkę po prostu polubiłam!

Nie bez powodu. Czytając fragmenty jej zapisków co i rusz doświadczałam poczucia bliskości, zrozumienia - także dla jej szaleństw i niefrasobliwości. Kochliwa Miśka, wiecznie w jakichś uczuciowych tarapatach wydaje mi się kolorowym ptakiem, szaloną ale nie pozbawioną poczucia humoru wariatką. Jak nie lubić osoby, która, gdy nie chce się (znów!) beznadziejnie zakochać to stuka się kamieniem w głowę?

Przed zakochaniem chroni ją "magiczny kamień" z Polanicy. (...) gdy tylko czuła pierwsze objawy "ostrej odry uczuciowej", natychmiast brała kamień z półki i porządnie pukała się nim w głowę. Następnie odstawiała nowy obiekt uczuć do "chłodni" i przez dwa dni usilnie szukała skazy, aż ją znajdowała. I groźba katastrofy była zażegnana.

Poczucie humoru, dystans do siebie - przy całej żarliwości serca, to ta cecha bez której nie wyobrażam sobie łączności z drugim człowiekiem. A Michalina Wisłocka, w przytaczanych przez autorkę biografii osobistych zapiskach czy listach, potrafiła rozbroić żartem i przywalić między oczy celnym spostrzeżeniem, bezlitosną dosadną szczerością.

Teraz moja praca. To ciężki kawałek chleba. Profesor Soszka jest strasznie wymagający, zaczęłam pisać moje nieszczęsne rzęsistkowe Waterloo. Wnioski wychodzą bardzo ciekawe. Bo usłyszałam przypadkiem, jak profesor chwalił moją pracę, ale ja słyszę tylko krytyki. Że babski styl, że najgorzej, jak się baby biorą do nauki, że moja głupota jest zastraszająca, że jak ktoś jest analfabetą i nie czyta literatury naukowej, to niech się nie bierze do prac naukowych. Przepisałam już pracę pięć razy i po każdej korekcie usłyszałam, że wszystko jest do dupy.

Jakże często towarzyszyły jej, znane dobrze każdej dorosłej kobiecie, frustracja, rozczarowanie, rozpacz, wątpliwości, lęki. O wartość swojej pracy, o zdrowie i skomplikowane stosunki z dziećmi, o rozmaite sercowe historie - także te związane z chorym sercem Michaliny. Chorym, ale hojnym, zawsze gotowym kochać.

Bzy, bzy, bzy. Wróciło do mnie jak echem jedno zdanie, które padło w rozmowie: - Uprzedzam cię, że jestem zły, i moja miłość może sprowadzić na ciebie nieszczęście. Brzęczało, brzęczało gdzieś w podświadomości i wreszcie wyfrunęło jak chmura w słońce. Ile razy słyszałam to zdanie od rozmaitych facetów. Zdanie asekuranckie, bo przecież ja cię ostrzegałem, sama jesteś sobie winna, że właziłaś w ten układ. Dlaczego żaden z nich nie powiedział: >Kochana, wiem, że jesteś wątła, wrażliwa, że przeżyłaś więcej trosk i dramatów, niż unieść potrafisz. Zrobię wszystko, żeby moja miłość była dla ciebie oparciem i szczęściem. Tam, gdzie będzie to ode mnie zależało, nigdy nie będziesz płakać<. Na pewno nigdy nie przyszło Włodkowi do głowy ostrzegać syna: - Uważaj, bo twój ojciec jest złym człowiekiem i wiele krzywd i cierpień może cię jeszcze od niego spotkać. Przecież to absurd.

Oj tak Miśko, masz rację. Mądra z Ciebie dziewczyna (starsza pani? nieżyjąca już od jakiegoś czasu? Obca? Potęga literek jest jednak ogromna - bariery czasu, odległości, wszelkie przepaście znikają, gdy można tak sobie bezczelnie wejrzeć w czyjeś myśli.) Mądra z Ciebie dziewczyna, ale i te wątpliwości, które masz na swój temat też mają swoją wartość. Dla mnie na pewno - szukam w nich pociechy. Bo skoro nawet Ciebie dopadały...

Może to po prostu brak zdolności organizacyjnych i niedbalstwo? Tak jak z tym farbowaniem włosów? Zawsze ciut za późno i zawsze ktoś zauważy siwy przedziałek z przodu i mit diabli wzięli. Miał rację profesor Soszka, że nic ten wałkoń nie zrobi w Warszawie bez bata. Miesiączka - typowy okres ponurej depresji, a może wreszcie przebłysk poczucia rzeczywistości! Aj, aj, aj. Tak mnie wszystko boli.

Nie tylko słowa Miśki zrobiły na mnie wrażenie. Także wypowiedzi jej córki czy fragmenty listów, które pisali do niej różni mężczyźni jej życia, świadczą o tym, że była to nietuzinkowa, pełna temperamentu, barwna i wiecznie głodna życia osoba. Taka, którą chciałoby się mieć w kręgu swoich znajomych, by móc się poradzić, zapytać, podzielić własnym szczęściem i nie-. Takich osób wcale nie jest tak dużo i nie zawsze jest danym nam spotykać je w tzw. "prawdziwym życiu". Więc zapośredniczona przez literaturę znajomość z taką panią Michaliną, bądź co bądź tuzem polskiej seksuologii, to rzecz nie do pogardzenia. No i to bardzo ciekawa postać, bo czy do kogoś nieciekawego można pisać tak:

Przemiła zagadko, przede wszystkim przyjmij wyrazy współczucia z powodu połamania sobie gnatów. Dalej składam Ci, choć mocno spóźnione, życzenia imieninowe, które nic a nic nie są słabsze, mniejsze czy bardziej niedorozwinięte, niż te, które bym składał we właściwym czasie. Kocham Cię przecież nie z okazji imienin czy połamania nóg, lecz kocham Cię stale, bez przerwy i zawsze życzę Ci tak, jak umiem. Szalenie dobrze. Za mało masz rozkoszy w życiu, za skromna jesteś, za bardzo pracujesz, za dużo wierzysz ludziom i właśnie dlatego ja Cię kocham.

Mam wynotowanych jeszcze wiele cytatów, zaznaczone całe fragmenty - ale nie chcę Was zamęczyć. Wiem jednak, że będę do tej książki wracać, będę w niej szukać jeszcze tej bliskości, tego uczucia porozumienia i sympatii. I Was serdecznie do tego zachęcam, choć lojalnie ostrzegam, że pierwsza połowa może być nieco nużąca: trochę zbyt chaotyczna, zbyt oschło-biograficzna. Ale im więcej Michaliny w tej Michalinie - jej własnych słów, tym ciekawiej, mocniej, szczerzej. To była niezwykła osoba i warto wliczyć ją w poczet swoich znajomych. A już tylko tak możemy ją znać.

 

Okładka