Mężczyźni wolą (nie)grzeczne dziewczynki?

Dziwka czy święta? Femme fatale czy Matka Polka? Suka czy ładna, miła i dobra? Naprawdę chcecie wiedzieć, jakie dziewczyny podobają się facetom? A może suki, czyli po naszemu: niezależne, przebojowe i silne kobiety, nie powinny się tym w ogóle przejmować?

Najnowsze badania opublikowane na łamach "Personality and Social Psychology Bulletin", udowadniają, że mężczyźni za najseksowniejsze uważają kobiety miłe jak ich matki, wyrozumiałe jak nauczycielki klas 1-3, zasłuchane w ich głos jak pacjentki u psychoterapeuty.

Przynajmniej oni wiedzą, czego chcą. To kobiety znowu mącą. Część z nas uważa, że w przypadku mężczyzn bycie miłym robi z macho mięczaków, a część, że jak koleś słucha, to znaczy, że chce zaliczyć, a jeszcze inne zgadzają się, że milczący słuchacz, to najlepszy słuchacz.

Badanie zostało przeprowadzone jednocześnie na trzech uniwersytetach: Interdisciplinary Center (IDC) Herzliya, University of Rochester i University of Illinois. Pomysł był prosty: skojarzyć damsko-męskie pary i namówić ich na rozmowę o przykrych wydarzeniach z życia. Pytanie badawcze: czy twój partner potrafi słuchać i w czy w związku z tym wydaje ci się atrakcyjny. "Musiało być ci bardzo ciężko", "Aleś ty dzielny", "Jak ci mogę pomóc". Te odpowiedzi kobiet najbardziej kręciły mężczyzn. "Tak powinna zachowywać się żona", twierdzili. A więc "słuchać" oznacza dla mężczyzn "rozumieć", a w konsekwencji odpowiadać nawet na te najcichsze i utajone potrzeby.

Konkurencyjne badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wskazują na to, że aż 35% facetów lubi "niegrzeczne dziewczynki". I znowu, biedni, mają dylemat: z kim się hajtnąć, a z kim przespać. I cóż, ślub nadal bierze się z dziewicą, a do łóżka idzie z jawnogrzesznicą.

A jak to jest z tymi sukami? Czy mieszczą się w podziale "dziwka" kontra "święta"? I właściwie, kto pod tym mianem się kryje? Dziewczyny aroganckie, niemiłe, takie, które wiedzą czego chcą, nie dają sobie w kaszę dmuchać, czy takie które twardo idą po swoje?

"Ale z ciebie suka", mówimy z podziwem do przyjaciółki, gdy od tygodnia nie odbiera telefonu od chłopaka, podstawiła komuś nogę w pracy (dosłownie i w przenośni) albo odrzuciła propozycję wspólnego gotowania ze swoją teściową. To bywa najwyższą formą komplementu - docenieniem asertywności i zaradności.

Co innego faceci. Dla nich kategoria "suki" jest niejasna i często niepotrzebna. Wolą używać oswojonego słowa "dziwka" albo bardziej górnolotnie: "zepsuta femme fatale, która manipuluje mężczyznami jak małymi chłopcami". W komentarzach pod fochowymi tekstami zarzut, że jesteśmy nie dość skromne pada często. Że nie chcemy powielać stereotypu Matki Polki. Że jesteśmy wredne, złośliwe i zwyczajnie niemiłe. Że deprawujemy inne dziewczyny. I na pewno mamy nieudane życie seksualne. Albo wręcz przeciwnie: że prowadzimy je z nazbyt wielką swobodą.

Bo mężczyźni często mylą nieuleczalną sukowatość ze zwyczajną przebojowością. "Zobacz, jaka ona jest asertywna. Potrafi sobie w życiu poradzić", mówią moi kumple o dziewczynach, które z pewnością zasługują na miano totalnych suk, takich, które z kręgu przyjaciółek raczej chętnie wyłączamy. Które nie zawahałyby się przed wrzuceniem koleżanki pod tramwaj, a w każdym razie na pewno wydłubałyby oczy, gdyby ta choć rzuciła okiem na ich faceta. A "suką" nazywają niezależną, która nie chce wskoczyć z nimi do łóżka na pierwszej randce albo głośno wytyka im błędy.

Może więc nasz kobiecy radar na suki jest bardziej czuły niż męski? Może lepiej odróżniamy te miłe "suki", czyli dziewczyny, które przywdziewają maskę chłodu i niedostępności, żeby osiągnąć sukces, od tych prawdziwie bezwzględnych i niepotrzebnie niemiłych?

Przecież nie od dzisiaj myślimy i mówimy, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne gdzie chcą. Trochę to już wyświechtane, ale wciąż nowe pseudoterapeutki i autorki chic lit koszą kasę na utartym schemacie. "Suka się nie poddaje, suka nie daje nikomu wybić się z rytmu. To miłe dziewczynki często tracą grunt pod nogami, bo nie są konsekwentne w realizowaniu swoich marzeń", pisze Sherry Argov w książce "Why Men Love Bitches: From Doormat to Dreamgirl". Jak Argov tłumaczy bycie suką? "To dziewczyna, która wie, że czyjaś, choćby negatywna, opinia o niej jest tylko opinią, a więc nie ma większego znaczenia". Trudno się nie zgodzić.

Ale co jeśli faceci naprawdę chcą, żeby to tylko oni mieli prawo do opinii? Może przynajmniej na pierwszym spotkaniu powinnyśmy udawać bezbronne i miłe, żeby potem wzorem najgorszych komedii romantycznych, omotać faceta trzepotem rzęs, płaczem z powodu śmierci roślinki i nieporadności w obliczu instrukcji obsługi pralki. Ale to niestety uniemożliwia dialog.

Czym jest więc ta sukowatość? Swego rodzaju pragmatycznym feminizmem. Feminizmem na czas i miejsce, gdy kobiety wciąż nie są traktowane na równi, gdy muszą pazurami wydrapywać swoje miejsce i przepychać się łokciami. Różnica między lekkim bitchiness, a stuprocentową sukowatością jest prosta - suka to ta bezinteresownie niemiła, która wygrywa kompleksy kosztem nie tylko facetów, ale i innych kobiet.

Może bądźmy więc lekkimi sukami w pracy, jeśli to może nas przybliżyć do sukcesu, a pozostańmy miłe i ciepłe dla bliskich? Albo jeszcze inaczej - może najlepszą postawą jest bycie "miłą suką". Taką, która zawsze sobie poradzi, ale i zawsze pocieszy innych. Może skończmy ze stereotypem, że ta, która dużo i głośno mówi, nie potrafi dobrze słuchać. Bo chyba, jak zawsze, liczy się zdrowa równowaga.

Glenn Close jako niebezpieczna markiza de Merteuil i John Malkovich jako Valmontfot. materiały prasowe

Więcej o: