Karolina Czarnecka: "Łatwo napisać, że teledysk jest słaby. OK, to zróbcie lepszy"

Karolina Czarnecka, dyplomowana lalkarka, kształcąca się aktorka, pojawiła się na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej z własną interpretacją piosenki "Heroine, cocaine" grupy The Tiger Lillies. Na wpadającym w ucho beacie zaśpiewała "Hera koka hasz LSD, ta zabawa po nocach się śni...". Nagranie trafiło do sieci, kawałek nuciła cała Polska, na YouTube ma miliony odsłon. Z dnia na dzień Karolina stała się znana. Ale teledysk, którego premiera odbyła się niedawno, nie został już przyjęty tak jednoznacznie ciepło...

Królowo internetu! Tak się do ciebie zwracają?

- Pytają mnie, jak się czuję z tym tytułem.

A jak się czujesz?

- Mam do tego dystans. Może to brzmi nieskromnie - ale serio, nie cieszy mnie to. Przyznam, że pozycja królowej internetu nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Nie lubię szufladek, więc trochę mnie irytuje, że się w takiej znalazłam. Nie walczę z tym, skupiam się na swoich celach. Staram się o tym nie myśleć.

Niektóre gwiazdki, przewijające się przez ścianki na różnych imprezach, znane z tego, że są znane, dałyby się pokroić za taki przydomek.

- Przygotowałam występ na Przegląd Piosenki Aktorskiej, cel był inny niż milion odsłon na YouTubie. Jechałam tam, bo chciałam się znaleźć w gronie finalistów, może nawet wygrać. A przede wszystkim po to, by poznać ludzi. Potem cała ta sytuacja działa się już poza mną. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób chciałoby być teraz na moim miejscu. Próbuję się tym cieszyć i zachować zdrowy dystans. Ciężko jest nagle znaleźć się w takiej sytuacji.

Nie wygrałaś PPA, a jednak to ty jesteś jego nieformalną zwyciężczynią.

- Coś w tym jest. Dzięki temu, że wystąpiłam na przeglądzie, dzieje się dużo fajnych rzeczy. Poznaję inspirujących ludzi, odnajduję się w sytuacjach, o których wcześniej nie myślałam. Nakręciliśmy teledysk, a teraz nagrywam płytę. To wszystko nie byłoby możliwe bez... hery, koki i haszu.

Skoro mowa o nietypowych sytuacjach... Naprawdę dostałaś propozycję zostania twarzą leku na uzależnienia?

- Tak, było coś takiego. Czasem dostaję takie dziwne maile. Przeglądam je, ale nie wnikam w szczegóły (śmiech).

fot. Paweł Jakubek fot. Paweł Jakubek

To jest trudny moment - to tzw. pięć minut, gdy uwaga jest na tobie skupiona. Bo nie oszukujmy się, zaraz znajdzie się inny obiekt zainteresowania. Trzeba takie pięć minut mądrze wykorzystać, bo to może zaowocować na lata.

- I właśnie to dość szybko zaczęło mnie przerażać... Dostawałam dużo rad od różnych ludzi. Mówili mi: musisz to wykorzystać, musisz coś z tym zrobić, ale pamiętaj - zrób to dobrze i mądrze. A tymczasem ja byłam w takim szoku, że nie miałam pojęcia, jak mam wykorzystać te pięć minut, by było i mądrze, i dobrze. Staram się aktywnie spędzać czas, tak jak mówiłam wcześniej, nagrywam płytę, której premiera już niedługo. Przygotowuję nowy materiał, gram koncerty i występuję na deskach teatralnych. Dużo się dzieje, zobaczymy, jak to zostanie odebrane. To wszystko zdarzyło się wbrew mojej woli i ma ogromną siłę rażenia. Czasem czuję, że nie mam wpływu na tę całą sytuację.

Ale poradziłaś sobie z tym?

- Tak, znalazłam na to sposób. Po prostu wyznaczam sobie kolejny cel. I kolejny. I następny. Mam ich mnóstwo. Jestem osobą z ideałami, która lubi dążyć do celu. Nawet jeśli ta moja korona królowej internetu zaraz mi z głowy spadnie, to nie będę płakać.

Boisz się, że spadnie teraz? Po tym zachwycie sprzed paru miesięcy teraz wchodzisz na wyboistą drogę. Kilka dni temu pojawił się teledysk do piosenki "Hera, koka..." i komentarze są różne. Sporo jest negatywnych.

- To prawda. Nie będę udawać, że to po mnie spływa i nic mnie to nie obchodzi, bo tak nie jest. Jest to dla mnie nowa sytuacja. Kolejna taka, ostatnimi czasy. Na początku czytałam wszystkie komentarze, teraz już przymykam na nie oko. Ludzie lubią wyrażać swoją opinię, czasem robią to w przykry sposób. Internet pozwala na zachowanie anonimowości i myślę, że niektórzy jej nadużywają. To, co dzieje się po występie na PPA, to dla mnie niesamowita przygoda. Teledyskiem chciałam rozliczyć się z "Herą, koką....". Piosenka stała się niezwykle popularna. Okazało się, że jej przekaz ludzie odbierają inaczej, niż zakładałam. Uważano, że namawiam do brania narkotyków. Mam nadzieję, że klip nie pozostawia wątpliwości. Kwota, jaką uzbierałam na realizację teledysku [na polakpotrafi.pl - przyp. red.], podbita została tak wysoko, że razem z nią wzrosły oczekiwania ludzi wobec mojej dalszej artystycznej drogi. Początkowo się tego przestraszyłam.

Czego?

- Że cokolwiek zrobimy, nie uda nam się sprostać oczekiwaniom wszystkich ludzi.

Jak sądzisz, czego ludzie oczekiwali po tym teledysku?

- Teraz jak czytam komentarze, to myślę, że duża grupa spodziewała się bardzo radosnej, imprezowej historii. My podeszliśmy poważnie do tematu. Teledysk jest przygnębiający i nie ma w nim nic, co by zachęcało do brania. Ja jestem zadowolona z efektu, zależało mi na wyjaśnieniu przekazu. Myślę, że obraz pasuje do piosenki i udało się nam też przenieść klimat z PPA.

Jak wyglądał proces powstawania klipu? Skąd pomysł?

- Pomysł przedstawił mi reżyser. Mnie się on spodobał i zaczęliśmy działać. Ciężko było znaleźć odpowiednią lokację, ale się udało. Pojechaliśmy do Łodzi. Potem były castingi i plan zdjęciowy. To była dla mnie nowość. To zadanie wymagało aktorskich umiejętności i bardzo mi się spodobało. Praca z kamerą jest świetna.

fot. Paweł Jakubek fot. Paweł Jakubek

Inspirowaliście się czymś? W sieci są komentarze, że kopiujecie The Knife, co ja bym traktowała jako komplement.

- Kiedy przeczytałam scenariusz, wszystko się zgadzało. Tekst piosenki pasował do obrazka, a to było dla mnie najważniejsze. Spodobał mi się też pomysł przeniesienia mojej postaci i choreografii z wrocławskiego teatru, gdzie odbywał się PPA. Na teledysku jestem ubrana tak samo i śpiewam tak samo. To było wyzwanie, bo na planie panowała zupełnie inna atmosfera, kręciliśmy ujęcia po kilkanaście razy. Ale się udało. Jestem bardzo związana z tym klipem, czuję, że jest w nim cząstka mnie. The Knife to jeden z zespołów, którym się interesuję i gdy słyszę porównania do nich, to, nie ukrywam, że mi miło. Główną inspiracją do powstania teledysku była historia Jimmy'ego.

Tym bardziej musi być przykre stykać się z nieprzyjemnymi komentarzami. Internet jest okrutny. Daje koronę, a potem ją odbiera?

- Nie utrata korony jest straszna. Najgorsze jest zaszufladkowanie.

Nie jest tak źle. Zaszufladkowali cię jako osobę, która potrafi. Której warto pomóc. Pieniądze na teledysk uzbierałaś w kilkanaście godzin. I nagrałaś go.

- To było niesamowite zaskoczenie, nagle okazało się, że jest tyle osób, którym spodobało się to, co zrobiłam, i chcą zobaczyć więcej. Bardzo jestem im wdzięczna i nie mogę nadużyć ich zaufania. To dla mnie nowe doświadczenie. Mój pierwszy teledysk, cała praca nad nim. Nigdy nie myślałam, że będę coś takiego robić. Jestem szczęśliwa, że tak się to wszystko potoczyło. Teraz przyszedł czas na odbiór tego dzieła, bo co by mówić, jest to jakieś dzieło artystyczne. Pracowało nad tym wiele osób, włożyły w to mnóstwo swojej energii. Dlatego też było mi początkowo przykro, gdy czytałam negatywne komentarze. To jest też coś, czego się muszę nauczyć. Muszę sobie poradzić tak, by te pięć minut trwało dłużej. By nie zmarnować tego, co dostałam.

Potrzebna jest gruba skóra. Ale wybierając zawód aktorki, musiałaś mieć tego świadomość. Choć z drugiej strony od aktora wymaga się także ogromnej wrażliwości.

- Kiedyś pani Antonina Sokołowska z teatru amatorskiego w Białymstoku powiedziała nam: "Musicie mieć skórę słonia i serce motyla". Jak to zrobić? Jeszcze się tego uczę.

A z czego twoim zdaniem ten hejt internetowy wynika? Jak Polak potrafi, to inny Polak zazdrości? Muszą się znaleźć tacy, co napiszą: "Ej, jesteś słaba, to jest głupie".

- Już wcześniej, przed całą tą sytuacją, nieraz myślałam sobie o tej polskiej skłonności do chorej rywalizacji i zawiści. Doszłam do wniosku, że największym problemem jest to, że nie ma w nas takiej zdrowej, motywującej rywalizacji. Takiego myślenia: "Skoro jej się udało, to mi też się uda!". Łatwiej napisać: "Ten teledysk jest słaby". Ok, to zróbcie lepszy! Rozumiem, że niektórzy spodziewali się czegoś innego. Na szczęście są też tacy, którym to, co zrobiliśmy, się podoba.

Myślisz, że gdyby ten teledysk był inny - nie wiem: trójwymiarowy, wizyjny i superkolorowy, to byłoby lepiej? Pewnie byś się wówczas dowiedziała, że propagujesz narkotyki.

- Słyszałam to wiele razy. I wiele razy dementowałam.

Jesteś polską Amy Winehouse, to też słyszałaś?

- (Śmiech) Tak, było coś takiego. Gdzieś mnie tak nazwano. Choć dostałam też takiego anonima: "Byłaś fajna, a teraz promujesz kampanię antynarkotykową". Ewidentnie jest potrzeba, by mnie jakoś zaszufladkować.

fot. Paweł Jakubek fot. Paweł Jakubek

W komentarzach pod naszą rozmową znajdą się pewnie niemiłe dla ciebie słowa. Jesteś gotowa je przyjąć?

- A można się na to jakoś przygotować? Chyba po prostu muszę się od takich rzeczy odgrodzić. Nie przejmować się krytyką i robić swoje.

Na Facebooku pojawiło się kilka twoich profili fanowskich. To raczej przejaw pozytywnych uczuć.

- Pewnie tak. To było trochę schizofreniczne - funkcjonowałam niezależnie w kilku miejscach. Pojawiały się tam też różne moje prywatne zdjęcia, poczułam, że ktoś narusza moją prywatność. Mam nadzieję, że emocje niedługo opadną i uda mi się uporządkować też moje wirtualne życie.

Wróćmy do teledysku, na który uzbierałaś rekordowo szybko pieniądze w internecie. Ci statyści, którzy się tam pojawiają...?

- To jest efekt niesamowicie dobrej charakteryzacji.

Byłam pewna, że niektórzy są, hmm, że tak to ujmę - naturszczykami.

- Nie! Ale fajnie, że tak pomyślałaś. To znaczy, że udało się nam przekazać to, na czym mi zależało.

A przecież ta piosenka trafiła się akurat tobie przypadkiem, wybrał ją dla ciebie twój profesor. Co on na to po tym całym zamieszaniu?

- Rozmawiałam z nim na świeżo, zaraz po tym całym boomie. Był tak samo zaskoczony obrotem spraw jak ja.

Najlepiej się sprzedają takie tematy jak seks, śmierć. Narkotyki też całkiem nieźle. Myślisz, że gdyby twoja piosenka była na tę samą nutę, z tym samym bitem, ale o nieszczęśliwej miłości, toby się tak poniosło?

- Gdy to nagranie zaczęło tak szybko zdobywać popularność, zastanawiałam się - o co chodzi? I bardzo szybko doszłam do wniosku, że to muszą być te narkotyki (śmiech). Chwytliwy temat. Choć szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego nagle wszyscy chcą śpiewać te cztery słowa. Jak to jest możliwe, że akurat tymi czterema słowami człowiek może porwać tłumy?

Może po prostu wpada w ucho.

- Racja, lepiej pozostańmy przy takiej interpretacji. Nie snując żadnych teorii spiskowych. A tak poważnie - myślę, że to jest kwestia wielu składowych. Słowa, beat, choreografia, bluza... To wszystko razem złożyło się na tę bombę, która eksplodowała. To jest piosenka aktorska, więc liczy się performance. Przygotowałam sobie do konkursu piosenki Brela i Pugaczowej, a tę miałam tak obok, jako bonus. Taki trochę eksperyment, że tak też może wyglądać piosenka aktorska.

Brela czy Pugaczowej cała Polska by nie nuciła.

- Oczywiście, że nie. To też jest kwestia tematyki i jej aktualności. Nie twierdzę, że to, co u Brela, nie jest aktualne, bo jest, ale odbiorcy dziś są inni. Czasem artyści tworzą tylko dla siebie, a warto pomyśleć o tym, jakie tematy kręcą ludzi. Pod ten konkretny temat nie wyobrażałam sobie innej melodii i innego beatu.

fot. Paweł Jakubek fot. Paweł Jakubek

Zamierzasz iść za ciosem? Czy twoja płyta będzie się odwoływać do nośnych tematów?

- Nie. Nie będzie to płyta długogrająca. Na początek postanowiłam wydać epkę, czyli krótszą formę. Opowiem o historii dziewczyny, która przyjeżdża z małego miasteczka do dużej metropolii. Śpiewam o tym, z czym się boryka, czego szuka i jak zmienia się jej życie.

Na ile jest osobista?

- Jest osobista, oczywiście. Te teksty są pisane dla mnie. Sama nie piszę, ale czuwam nad tym, podrzucam tematy. Wydaje mi się, że tak właśnie trzeba - śpiewać o rzeczach, które cię poruszają, które czujesz. Nie dlatego, że są to chwytliwe tematy. Chodzi o szczerość artystyczną i konfrontację ze słuchaczami.

Skonfrontowałaś z widzami herę, kokę i hasz. I 11 milionów odbiorców na YouTubie się zainteresowało. Nie korci cię, by dać im znowu trochę tego tematu? Zamiast iść w historię o dziewczynie w wielkim mieście...

- To, że to będzie o mnie, że będzie to moja perspektywa, to jeszcze nie znaczy, że będzie to tkliwie i romantyczne!

Nie jesteś romantyczna?

- Jestem. Bardzo. Ale nie zapominajmy, że pracuję też nad skórą słonia.

Płyta niebawem.

- Tak. Siedzę w studiu i nagrywamy. Robię wszystko, by płyta wyszła jak najszybciej. Mam nadzieję, że trafi na sklepowe półki już we wrześniu.

Spadł na ciebie deszcz serialowych propozycji? Ktoś w telewizji zauważył: o, dziewczyna się klika, ma miliony odsłon, bierzemy ją?

- Dostałam kilka propozycji, ale wiem, że muszę być teraz ostrożna. Najbardziej czekam na możliwość gry w teatrze. Czuję, że to moje życie. Chciałabym też zagrać w filmie fabularnym, ale wiem, że na to jeszcze mam czas. Teraz chcę jak najlepiej skończyć szkołę, zaraz zaczynamy dyplomy.

Podchodzą do ciebie obcy ludzie na ulicy? Rozpoznają cię?

- Coraz częściej. To się dzieje zwłaszcza, gdy przyjeżdżam do Białegostoku. Tu ludzie są bardzo serdeczni, bo czują, że jestem taka ich, że jestem stąd. W Warszawie, gdy ktoś mnie rozpoznaje, zazwyczaj odwraca głowę. To w zasadzie wiele ułatwia.

 

Karolina Czarnecka. Studentka IV roku Akademii Teatralnej w Warszawie, skończyła również Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. W finale XVI Konkursu Pamiętajmy o Osieckiej została wyróżniona Nagrodą Specjalną przyznaną przez Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu. Fnalistka Konkursu im. J. Przybory i 35. PPA we Wrocławiu. W teatrze zadebiutowała w "Miłość blondynki" w reżyserii Krystyny Jandy. Od początku lipca dołączyła również do obsady "Pożaru w burdelu", z którym po raz pierwszy - w 14. odcinku - wystąpiła podczas Opener Festival '14. Nagrywa debiutancką płytę.