"Znajdź mnie" - pamiętnik z piekła

W maju 2013 roku świat obiegła wstrząsająca wiadomość o uwolnieniu trzech kobiet, więzionych przez Ariela Castro w jego domu w Cleveland. Jedna z ofiar, Michelle Knight, opisała co działo się za zamkniętymi drzwiami jej więzienia przez prawie jedenaście lat, które zapamiętała jako pasmo cierpienia i upokorzeń.

Michelle nie nazywa swojego oprawcy imieniem, nie mówi o nim inaczej niż "on". On porwał ją - koleżankę ze szkoły jego córki - i przez 11 lat więził w swoim domu w Cleveland. W tym czasie codziennie gwałcił ją i brutalnie torturował. Michelle w ciągu tych jedenastu lat pięć razy zaszła w ciążę, a on pięć razy pobił ją tak mocno, by poroniła.

Wraz z nią w domu mieszkały jeszcze dwie uprowadzone dziewczyny, ale on wyjątkowo upodobał sobie znęcanie się nad Michelle. Jak mówił, dlatego, że jest bezwartościowa, bo pochodzi z patologicznej rodziny i nikt jej - w przeciwieństwie do pozostałych dwóch dziewczyn - nie szuka.

Nikt nie rozdaje ulotek w dzielnicy. W wiadomościach też nic nie było. Mogę z tobą zrobić, co chcę. Nikogo to nie obchodzi.

Jak doszło do tragedii? Zadecydował o tym splot przypadków, łańcuszek kolejnych złych decyzji. 22 sierpnia 2002 roku, Michelle spieszyła się na spotkanie w opiece społecznej, chodziło o odzyskanie opieki nad jej synkiem, którą straciła z powodu nieuwagi jej matki. Była spóźniona, wpadła w panikę. Spotkany w sklepie ojciec koleżanki zaproponował jej podwiezienie. Knight miała wówczas 21 lat, ale wyglądała na o wiele młodszą - jest drobniutka, ma zaledwie 148 cm wzrostu. Oprawca zabrał ją do swojego domu, weszła "tylko na chwilę". Obiecał, że pokaże jej szczeniaki i da jednego dla jej synka. Gdy zorientowała się, że coś jest nie tak, było za późno.

Materiały promocyjneMateriały promocyjne

Na niemal trzystu stronach Michelle Knight opisuje nie tylko koszmar więzienia ale to, co je poprzedzało: smutne dzieciństwo pełne przemocy, molestujących krewnych i znajomych matki, ucieczkę z domu, życie na ulicy. Opisując lata w więzieniu - gwałty, bicie, cierpienia, nie wdaje się w drastyczne detale. Pisze o tym, jak oprawca trzymał ją przykutą łańcuchem w piwnicy domu, ale gdy przychodzi do drastycznych zdarzeń oszczędza czytelnika:

Już nie gwałcił mnie tak, jak wcześniej, na górze. Coś we mnie wtedy zabił - odebrał mi tę niewielką część uczuć, która została mi po przejściach z dzieciństwa. Zmusił mnie do robienia rzeczy, które są zbyt bolesne, żebym mogła je opisać, rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam i już nigdy nie zrobię. (...) Wydaje mi się, że człowiek musi trochę umrzeć, żeby przetrwać coś takiego.

Castro robił wszystko, by psychicznie zniszczyć Michelle. Podarował jej na przykład szczeniaka. Nazwała go Lobo. Był to jedyny jej towarzysz. Pies dawał jej namiastkę ciepła, odwzajemniał miłość. Kilka tygodni później, Castro zaatakował dziewczynę przy psie, który skoczył na niego, by ratować swoja panią. Wtedy on skręcił szczeniakowi kark na oczach Michelle.

Oprawca bywał miły i wylewny, w sposób, którego nie sposób zrozumieć:

Nie możesz być smutna. Chcę, żebyś była tu ze mną szczęśliwa. Mamy być rodziną. Nie wierzyłam własnym uszom. Ten szaleniec najpierw mnie porwał, potem codziennie bił i gwałcił, a teraz chce, żebyśmy byli rodziną? Nie był chory - był całkowicie obłąkany.

Na szczęście, koszmar się skończył. Dziewczyny zdołały zaalarmować sąsiadów, Castro usłyszał wyrok dożywocia plus 1000 lat więzienia ale uciekł sprawiedliwości - powiesił się w swojej celi na prześcieradle.

A Michelle? Michelle stara się jakoś odbudować życie po tym koszmarze. Nie jest to łatwe - ma nieodwracalnie zniszczony organizm latami głodzenia, bicia, infekcjami. Niedowidzi po latach spędzonych w ciemności, nigdy nie będzie mogła mieć więcej dzieci, mówi niewyraźnie, ale to cud, że w ogóle mówi - jej oprawca tak połamał jej szczękę.

Przez lata przy życiu trzymało ją wspomnienie syna. Chciała przeżyć dla niego, choć on jeszcze długo nie pozna jej tożsamości. Dziś ma 14 lat i jego adopcyjni rodzice zdecydowali, że mógłby to być dla niego zbyt duży szok.

Co najbardziej wstrząsające w tym świadectwie, to fakt, że dramat trwał tyle lat głównie dzięki obojętności ludzi. Michelle przez 11 lat więziona była parę przecznic od domu. Jej udręka nie trwałaby tyle, gdyby ludzie wokół byli bardziej uważni. Przez kilka ostatnich lat Castro zabierał ją do ogrodu, gdzie zmuszał do wykonywania prac fizycznych. Tam też ją czasami gwałcił. W swoim domu przyjmował kolegów, bywała tam jego rodzina. Nikt nie zauważył, że coś jest nie tak. Michelle poświęca się dziś działaniom na rzecz zaginionych i apeluje w swojej książce: "Jeżeli kiedykolwiek zauważycie coś dziwnego - dziecko, które nie pojawia się w szkole, kobietę, która nigdy nie wychodzi z domu - zadzwońcie na policję i poproście, żeby to sprawdzili. Nie martwcie się, że możecie się zbłaźnić, jeśli to będzie fałszywy alarm. Przynajmniej będziecie spokojni, wiedząc, że mogliście pomóc komuś, kto ma kłopoty. Nie żałujcie tych dwóch minut na telefon".

Książka "Znajdź mnie. Opowieść o niezłomności i nadziei, która pozwoliła przetrwać piekło" ukaże się w księgarniach 25. września.