Były sobie blogi [BLOG DAY]

Dawno, dawno temu blogi nie były tylko maszynami do zarabiania pieniędzy. Służyły szumnemu "wyrażaniu siebie? i komunikacji z innymi ludźmi. Niejedna piękna przyjaźń została zawarta za ich pośrednictwem. Jeśli mówią ci coś słowa: prawda.org, Adomas, Cloudy, Lumpiata - na pewno przeczytasz ten tekst z rozrzewnieniem. Jeśli nie - przeczytaj tym bardziej, by zrozumieć, czemu niektórzy mają do blogów tak wielki sentyment.

Zaczęłam pisać w 2001 roku trochę przypadkiem. Nudziłam się w pracy, szukałam jakiejś aktywności, która by nie wzbudzała podejrzeń szefa. Nie chciałam, żeby wiedział, że zajmuję się czymś innym. Blogowanie było znakomite - byłam przyklejona do monitora i coś tam stukałam, a on nie miał pojęcia, że to nie jest tłumaczenie, tylko moje własne przemyślenia. Bardzo szybko się wciągnęłam, bo słowo pisane jest moim sposobem na oddychanie. - mówi Maria Cywińska, autorka lumpiata.blog.pl, jednego z pierwszych blogów, które zaczęłam czytać i które pokochałam z miejsca.

Założyłem go, bo czytałem sporo bardzo wczesnych amerykańskich blogów osobistych (powazek.com, kottke.org, megnut.com czy a.wholelottanothing.org) i pomyślałem że to super sposób na to żeby dzielić się tym, co znalazłem w internecie. Wychowałem się w Stanach, wróciliśmy kiedy byłem w liceum. Moja kariera szkolna po powrocie przebiegała dosyć... burzliwie, więc fajnie było mieć pretekst żeby pisać po polsku - po to żeby się tego nauczyć. - taką genezę wywodzi inny internetowy weteran Jędrek Kostecki, którego blog - jeden z dwóch czy trzech pierwszych pisanych w naszym języku - reklamował się hasłem: "Jestem gruby, brzydki i mieszkam z mamą. Poczytaj o tym". Wielu czytało - nikt nie żałował.

Historia blogów w Polsce sięga 2000 roku - wtedy zaistniała m.in. prawda.org Kosteckiego znana też jako r.u.z.c. - rychły upadek zachodniej cywilizacji. Proszę jednak zachować spokój, to nie będzie wykład historyczny z datami bitew i rozbiorów. Coś może przemycę mimochodem, lecz nie o tym chcę napisać. Wolę o tym, że dawno, dawno temu bardzo lubiłam blogi. Czytać i pisać. A teraz rozumiem doskonale wszystkich, którzy na hasło "bloger" dostają gęsiej skórki. Doszło do przesytu zjawiskiem, inflacji słowa i dewaluacji znaczenia, bo blogerem mieni się każdy, kto zamieścił coś w internecie.

Blog jest kanałem komunikacji. Każdy z niego korzysta tak, jak lubi i tak, żeby mu to przynosiło korzyści. W moim postrzeganiu tego zjawiska, blog jest zawsze swoistą transakcją. Czasami jest to transakcja - moje emocje i moje życie w zamian za Twoje, czytelniku, zainteresowanie i obecność, a czasami jest to bardziej biznesowe - mój research i ciężka praca w zamian za zainteresowanie, wdzięczność i relacje biznesowe z firmami i markami. Nie widzę nic dziwnego ani nic zdrożnego w tym, że część blogów weszła w nurt bardziej marketingowy - komentuje zmiany w blogosferze Lumpiata.

Komercjalizacja może być, ale ja nie lubię, gdy blog powstaje dla kasy, wolę gdy powstaje ze szczerego zainteresowania jakimś tematem, a potem dopiero się staje dochodowy. Inaczej wydaje mi się, że to nie wypali, że ludzie zauważą tę nieszczerość czy nawet jakieś oszustwo. Czytasz 10 fajnych wpisów i nagle jedenasty okazuje się, że jest napisany tylko po to, żeby podtrzymać ruch, jest tam jakaś celowa kontrowersja albo właściwie brak znaczenia i tylko słowa kluczowe poukładane tak, aby reklama kontekstowa dobrze się klikała. Zniechęca mnie ten jedenasty wpis do całego bloga - mówi z kolei "ojciec polskiej blogosfery" Adam Wojtkiewicz, czyli Adomas, który w 2001 roku założył pierwszą (albo drugą, jeśli uwzględnić powstałe nieco wcześniej nlog.org) ogólnodostępną platformę blogową: blog.pl.

W sumie zdecydowana większość obecnych blogów komercyjnych to nie blogi tylko stałe rubryki publicystyczne. Przecież słowo blog to weblog - tak jak kiedyś na statkach był "log" kapitana - czyli dziennik wydarzeń i przemyśleń - zauważa jeszcze Kostecki.

Dziś bloger nie kojarzy się z kimś, kto dokonuje zapisu wydarzeń, tylko transakcji. Ale nie zawsze tak było i bardzo bym chciała, żeby czasy, gdy bloger nie był synonimem obciachu, nie odeszły tak zupełnie w zapomnienie. Bo to były stare, dobre czasy. Jednak nie chodzi mi tylko o kombatanckie mantyczenie, że "za naszych czasów było lepiej", a "dzisiejsza młodzież" nic nie rozumie. Taki tekst napiszę za 30 lat. Teraz wolę przypomnieć sobie (i Wam) jak to było, gdy byliśmy piękni, młodzi, a internet był naszym królestwem. Nie po to jednak, by utrwalić złudzenie, że wtedy było lepiej - bo generalnie nie było, a proporcja syfu do rzeczy wartościowych pozostaje właściwie bez zmian. Teraz są szafiarki, a kiedyś pretensjonalne, pełne migających gifów blogi pisane przez egzaltowane trzynastolatki. Możliwe, że to wciąż te same osoby.

Niektóre rzeczy powtarzają to, co było kiedyś, a gimbaza się zachwyca nowością. Wciąż aktualne są tematy bezpieczeństwa, prywatności oraz kontaktów z innymi ludźmi - internet teraz właściwie tworzy te stosunki i już nie jest tylko narzędziem komunikacji, ale jest domem, miejscem, niektórzy spędzają w nim więcej czasu niż w kawiarni czy na targu - diagnozuje Adomas.

Taka prawda o naszym pokoleniu: w pewnym momencie zamieszkaliśmy w internecie. Blogi zdecydowanie przyczyniły się do takiego stanu rzeczy, choć już przed nimi był IRC, Usenet i rozmaite fora, które podobnie jak twórcy "wczesnych" blogów tworzyły własne, niekiedy mocno ze sobą zżyte, grupy i środowiska. Jeden z moich znajomych, acz pragnących zachować anonimowość blogerów uważa, że blogi były kolejnym naturalnym etapem po okresie czatowania on-line w liceum i na studiach. Gdy mieliśmy mniej czasu, bo zaczęła się praca czy życie rodzinne, to blogi okazały się wygodnym rozwiązaniem - można było czytać i komentować w dowolnej (i w miarę wolnej) chwili.

Myślę że blogi dawały ludziom ujednoliconą platformę (zwłaszcza, kiedy ruszyły ustandaryzowane platformy jak blog.pl) żeby podzielić się swoimi najróżniejszymi opiniami. Jak jesteś Pilchem to masz swoją stronę w Polityce, jak jesteś Kowalskim to do tego czasu nic nie miałeś. A my kochamy swoje zdanie, kochamy się nim dzielić, nagle każdy z nas może być Pilchem, więc czemu nie - zauważa Kostecki, choć podkreśla, że już wówczas większość blogów była pisana przez nastolatków, którzy niekoniecznie mieli dużo do powiedzenia. Gimbaza wcale nie jest nowym zjawiskiem w internecie - wszystko już było

Nieco inaczej funkcję swojego nieistniejącego już blogusia postrzega Aleksandra Zielińska, czyli Cloudy - autorka której wpisy łykałam przed laty jak młody pelikan - w całości i bez zastrzeżeń. I choć osobiście poznałam ją dopiero kompletując redakcję Focha, to W MOJEJ GŁOWIE zawsze była bliską koleżanką.

Bloguś był wentylem bezpieczeństwa. Pewne rzeczy napisane i skomentowane nie były już tak straszne i poważne. Powiedzmy to sobie szczerze - ujawniały, że są płaskie, płytkie, przejściowe i wydumane. To czyniło blogusia grafomańskim wyjściem awaryjnym mentalnej pensjonarki, która musiała "się wypisać", żeby przegryźć się przez dorosłe życie. Przecież nikt mnie nie uprzedzał, że będzie takie dorosłe. Bloguś, nie ukrywajmy tego, służył też do uwodzenia. "Och, jesteś taka smutna i skomplikowana, jak mogę cię pocieszyć. Ach, masz tyle przemyśleń, nie szkodzi, że jesteś, jakby tu powiedzieć - mało stabilna emocjonalnie, wszak nie tego szukamy, kiedy oscylujemy w bliskich okolicach trzydziestki" - ironizuje Aleksandra.

To co w takim razie było tak atrakcyjnego i wartego zachowania w pamięci w tych blogach pisanych przez domorosłych Pilchów i pretensjonalne pensjonarki? Dlaczego byliśmy gotowi z pasją czytać i komentować cudze wpisy (a jeden z moich ulubionych blogów - pozdrawiam Autora - był pisany białymi literami na czarnym tle. Mam mroczki przed oczyma na samo wspomnienie. Jednak warto było: świetnie pisał ten mały sadysta), ale też dzielić się intymnymi szczegółami własnego życiorysu z internetową gawiedzią? I dlaczego wspominamy to z takim sentymentem? Bardzo trafnie ujęła rzecz Maria:

Czytałam ludzi, a nie blogi. To była dla mnie forma poznawania innych, a nie - tak jak teraz się to dzieje dużo częściej - sposób na szukanie ciekawie opisanych i subiektywnych treści. Dzisiaj blogi czyta się dużo bardziej ze względu na ich tematykę, research wykonany przez autora. Wtedy więcej było emocji, pamiętnikarstwa i blogów skupionych na człowieku i jego życiu - mówi Lumpiata.

Bo to właśnie okazało się szalenie wciągające - to cudze życie do którego zyskiwaliśmy taki łatwy dostęp. Nie tylko jako wierni widzowie, ale też jako samozwańczy doradcy i odpowiednicy dziecięcych "imaginary friends", zmyślonych przyjaciół. Ale wspomniane więzi i przyjaźnie czasem okazywały się zupełnie prawdziwe, nieiluzoryczne.

Poznałam tak liczne grono koleżanek i kolegów, znajomych, bliższych i dalszych, fascynacyjek oraz flirtów. Ba, trafiły się nawet przyjaźnie.Takie, z którymi dzieliło się baniaczek wina, koję na jachcie i inne sprawy, o których zmilczę. Takie, które przeniosły się do reala, mimo że się przed tym broniłam, bo zawsze byłam mocna w gębie i online, a zestrachana i wycofana poza wirtualem. Takie, które oferowały wsparcie i uczyły relacji międzyludzkich. Na przykład tego, że na ludziach się nie zawisa, wzorem bluszczu. Takie, które - że tak pojadę tanią kliszą i patetycznym werblem - na zawsze zmieniły moje życie. Od hejtu i wzajemnego rozczarowania, po świadkowanie na ślubie i symetryczne rodzicielskie rozterki - tak mówi o tym Aleksandra, jak to ona - potoczystą frazą.

Adomas zaś ze swej perspektywy jednego ze sprawców blogowego boomu dorzuca:

Nie spodziewałem się, że to tak wypali. Nie przewidziałam tego, ze pisarze zrobią z blogów narzędzie wydawnicze, ze romantycy zrobią z blogów serwis matrymonialny, że swingersi będą się przez blogi znajdować, że anorektyczki będą sobie przez blogi podawać metody na oszukiwanie rodziców, że zjadły obiad, że to się stanie tak wciągające - chodzenie po blogach i szukanie pokrewnych dusz, albo dyskusje w komentarzach. Myślę że pierwotnym celem blogów było właśnie pokazanie siebie i swoich zainteresowań światu i znalezienie bratnich dusz, osób myślących podobnie, przyjaciół, kompanów do gry czy zabawy, albo właśnie małżonka, partnera życiowego.

Trafność tej kalkulacji potwierdzają i Jędrek, i Aleksandra:

W poprzedni weekend byliśmy z konkubiną na weselu u pary, która nie tylko poznała się na tumblrze, ale ja poznałem pana młodego na imprezie w 2001 roku... z ludźmi, którzy pisali blogi, głównie na blog.pl. - opowiada Kostecki.

Bloguś wreszcie służył do poznawania ludzi. Poznałam tak męża:

- Yo, czytam twojego bloga, czy mógłbyś mi udzielić informacji o aplikacji radcowskiej w Warszawie?

- Nie, nie mógłbym, ale możemy pójść na kawę.

- Nie piję kawy i nie umawiam się z takimi, jak ty.

(doprawdy, jeżeli chcecie trwale zachęcić do siebie mężczyznę - dajcie mu kosza) - radzi Aleksandra.

Piękną, choć niematrymonialną anegdotą podzieliła się też Lumpiata:

W zeszłym roku byłam w samodzielnej podróży po Stanach. W którymś momencie okazało się, że z dnia na dzień mój towarzysz musi mnie opuścić, a ja nie mam noclegu w San Francisco. Byłam mocno przerażoną tą sytuacją i emocjonalnie poruszona. I nagle napisała do mnie czytelniczka bloga, że ona mieszka niedaleko i że wsiada w auto i zaraz podjedzie po mnie. Pomoże mi coś wymyślić (sama nie mogła mnie przenocować). I tak też się stało. Obca osoba, obce miasto, trudny moment, a za chwilę siedziałam z nią w japońskiej knajpie i gadałam o życiu. Takie rzeczy zdarzały mi się od początku i zdarzają nadal. Blog jest cudownym oknem na świat. - twierdzi Maria, jedna z nielicznych osób, które nadal mają aktywnego bloga, tego samego (choć już pod innym adresem) od 13 lat.

Dlaczego więc większość z nas, blogerów początku XXI-wieku (ach, jak to romantycznie brzmi) zakończyła działalność i tylko nieliczni przekształcili z czasem swoje blogi w dobrze prosperujące małe przedsiębiorstwa? Powodów zapewne jest wiele, a przemiany, którym podlegały blogi to fascynujący temat, który trudno wyczerpać w kilku zdaniach. Jeśli kogoś zainteresuje takie zagadnienie to bardzo polecam inicjatywę jednego z nestorów polskiej blogosfery Macieja Budzicha, twórcy Mediafun, który podjął się zebrania materiałów do Historii polskiej blogosfery. Zarówno na blogu jak i specjalnej poświęconej researchowi grupie na Facebooku można znaleźć sporo faktów oraz ciekawych interpretacji tychże. No właśnie - Facebook, to jedna z przyczyn masowej śmierci osobistych blogów.

Czytam czasami blogi przyjaciół, żeby się dowiedzieć, co u nich słychać. Ale muszę przyznać, że Facebook przejął role blogów i forów, IRCa, agregatora newsów i w ogóle wciągnął pół internetu w siebie - zauważa Adomas.

Skoro mamy winnego, to podzielę się jeszcze własną refleksją. Kiedyś blogi były osobiste i to się w nich kochało. Bywały świetnie pisane, zabawne, życiowo mądre, zdradzały wiedzę i erudycję autorów. Większość tych autorów robi w życiu coś ciekawego. Niektórzy piszą - czasem książki, czasem teksty w rozmaitych mediach. Ludzie, których polubiliśmy via blogi w taki czy inny sposób zostali w naszym życiu. Z niektórymi pracujemy, z innymi mamy kontakt, inni są bliscy i ważni, a w telefonie zamiast pod nazwiskiem mamy ich pod dawną blogową ksywą. Niemal wszyscy zostaliśmy w internecie (zobaczcie: tu Jędrek, tu Lumpiata, a redaktor Zielińska, odkąd przestała pisać dla Focha, panoszy się na weekend.gazeta.pl) i tu na siebie niekiedy wpadamy. I zazwyczaj są to super fajne spotkania.

W jednej z pierwszych notek (22 kwietnia 2002 roku) na swoim blogu napisałam:

za pośrednictwem sieci poznaję ludzi. szczególnym zbiegiem okoliczności głównie takich, na których prędzej czy później wpadłabym w tzw. "prawdziwym życiu". i aż dziw, że nie znaliśmy się do tej pory. rządzi nami przeznaczenie czy to po prostu wielka mistyfikacja?

Do dziś nie wiem (ale zaczęłam używać wielkich liter na początku zdania. Postęp jest). Zielińska mówi: "a ja myślę o tobie per kazuar. Eat this". Przełykam to bez trudu, co więcej jestem z tego dumna. Blog na zawsze zmienił moje (i nie tylko moje) życie. Wierzę, że na lepsze.

PS. Z osób, które udzieliły mi wypowiedzi do tego tekstu osobiście znam tylko Aleksandrę. Resztę teoretycznie też powinnam znać, bo łączą nas liczne powiązania towarzyskie i zawodowe, ale jakoś nam się nie złożyło, żeby spotkać się poza internetem. Zupełnie nam to jednak nie przeszkadza, by czuć się ze sobą swobodnie, jak ze starymi znajomymi. Bo jakoś jesteśmy sobie bliscy - obcy ludzie z internetów. I właśnie dlatego cieszę się, że kiedyś były sobie blogi.

***

Partnerem cyklu o blogerach jest platforma Blox.pl, organizator spotkania blogerów i przyjaciół blogów Blogair 2014.

I-Heart-Blog

Więcej o: