13 uniwersalnych wykrętów dla nieterminowych drani

Nie dotrzymujesz terminów? Nie masz pomysłu na godziwe usprawiedliwienie? Nie ma sprawy, oto poręczny i wygodny zestaw wymówek na każdą okazję. Nie giąć, nie niszczyć, zafoliować - będzie służył długie lata!

Długotrwałe obcowanie z osobami, które nie tylko potrafią być skandalicznie niesłowne, ale też parszywie mało kreatywne, zaowocowało pomysłem genialnym w swej prostocie. Oto podręczny zestaw wymówek dla każdego niesubordynowanego autora i współpracownika. Opartych na faktach oraz inspirowanych wieloletnim doświadczeniem zbiorowym.

1. Nie wykonałem zlecenia w terminie z ważnych powodów rodzinnych.

Wszyscy dobrze wiemy, że praca jest NAJWAŻNIEJSZA, ale należy mieć w życiu pewne priorytety. Powody rodzinne są zawsze ważne, jednak warto podkreślić ich wagę poprzez samo dodanie tego przymiotnika. Jeśli to nie robi wrażenia na zleceniodawcy - a zakładamy, że słyszał już milion podobnych tekstów w swoim życiu zawodowym - opowiadamy o detalach.

1.A: Choroba dziecka.

Zawsze ciężka, posiadająca skomplikowaną nazwę np. pneumokokowe zapalenie płuc, mononukleoza, ostre dziecięce zapalenie oskrzeli wywołane Mycoplasma pneumoniae. Choroba nagła wymagała jeśli nie dłuższej hospitalizacji, to przynajmniej dramatycznej wizyty na izbie przyjęć w środku nocy (ważne: sprawdzić, czy posiadamy dziecko; nie wrzucać zdjęć z wakacji z dzieckiem na serwisy społecznościowe w czasie domniemanej ciężkiej choroby i hospitalizacji, w zamian można wrzucać zawoalowane statusy: "Kiedy wreszcie się to skończy?”, "Polska służbo zdrowia - daj żyć, daj pracować!”).

1.B: Choroba bliskiego.

O przebiegu dramatycznym. To nie może być zwykły poród kamienia nerkowego, to musi być coś spektakularnego. Rak, Alzheimer, rzut stwardnienia rozsianego (ważne: sprawdzić, czy bliska osoba, której ciężką chorobę fingujemy nie jest obecna na serwisach społecznościowych; w przypadku częstych opóźnień w pracy prowadzić kajet zmyślonych zachorowań, informacje o przebiegu choroby opierać na doniesieniach wujka Google - on ma rejestr najdziwniejszych powikłań).

1.C. Choroba własna.

Pełna trauma. Zdjęcia strzykawek i tabletek w opcji "publiczne” na serwisach społecznościowych (mieć w telefonie kilka, na wszelki wypadek). Na mejle nie odpisujemy, telefony odbieramy ZAWSZE mdlejącym głosem.

1.D. Śmierć.

Nie życzymy nikomu śmierci, a przynajmniej nie przyznajemy się do tego oficjalnie, bo poza grupami terapeutycznymi, takie myśli mogą być postrzegane jako nieładne i niemiłe. Jeśli jednak wyjątkowo nie chce się nam pracować, śmierć potrafi być zbawieniem. Oczywiście mam na myśli śmierć kogoś ważnego dla nas, jednocześnie pozostającego anonimowym dla zleceniodawcy. Śmierć wyłącza nas z nękania o dostarczenie zamawianego materiału na co najmniej trzy dni do tygodnia. Uwaga! W przypadku częstego niedotrzymywania terminów prowadzić kajet uśmierceń, głupio by było zabić dwa razy tę samą ciotkę.

2. Nie wykonałem zlecenia w terminie w związku z poważnymi problemami technicznymi.

2.A. Brak internetu.

Wiadomo - nie wysyłam, bo nie mam jak, chodzę i szukam. Byliśmy w tej sprawie już w dwóch galeriach sztuki, jednym muzeum, w kinie, w restauracji, kawiarni, a zaraz idę szukać internetu w klubie nocnym z przyjaciółkami, będziemy pić drinki i go przywoływać. Przepraszam, BARDZO SIĘ STARAM. Uwaga! Nie wrzucać wesołych zdjęć na Instagram, czy tam Naszą Klasę, albo innego Tindera w czasie, gdy pozorujemy brak internetu.

2.B. Brak komputera.

Spaliło się bydle - syczało, charczało i wybuchło. Odzyskuję, bo to był bardzo dobry materiał, Pulitzer, Oscar i Nobel! Będę walczyć! Uwaga! Brak innych potrzebnych do realizacji zlecenia sprzętów należy uwiarygadniać paragonami z serwisu naprawczego (w tym celu archiwizujemy zdjęcia świstków z pieczątkami, najlepiej z zamazanym polem z nazwą sprzętu i rodzajem naprawy, wyraźna musi być natomiast pieczątka firmy.

3. Nie wykonałem zlecenia w terminie bo mam coś lepszego do roboty.

Czasem rozbrajająca szczerość pozwala raz na zawsze uwolnić się od tego cholernego zleceniodawcy. Wiadomo - zleca dużo (zawsze za dużo, zwłaszcza w tych miesiącach, kiedy rozpoczynają się nowe sezony seriali), płaci mało (zawsze za mało, wiadomo, nie ma takiej stawki, której nie dałoby się podnieść, więc niech nie pierdzieli) i jeszcze się dopomina (zawsze natarczywie, krzyczy, płacze, że już tydzień po terminie, jakby to była ciąża a nie tłumaczenie tekstu, przygotowanie reportażu, czy redagowanie książki). Bądźmy więc szczerzy.

3.A. ...bo dostałem bardziej intratne zlecenie.

Lepiej płatne, bardziej prestiżowe, czyli priorytet. I co? Łyso ci teraz ty skąpy zleceniodawco ty?

3.B. ...bo wyjechałem na wakacje.

Muszę kiedyś odpoczywać od tych zleceń przecież.

3.C. ...bo, szczerze powiedziawszy, to nieco zabalowaliśmy wczoraj...

No i teraz wolę nie kończyć zlecenia, ale to są:

- dosłownie ostatnie poprawki w projekcie i gotowe (zgrabny synonim do: jeszcze nie ruszyłem palcem)

- detale (zgrabny synonim do: coś tam ruszyłem, ale właściwie sam nie wiem co)

- właściwie już tylko końcowe szlify ( czyli pozostaje już tylko usiąść i zrobić całość).

4. Ja nie wykonałem zlecenia w terminie?! To jest pokerowy blef. Aby go wykonać należy się dobrze przygotować. Najlepiej zgrać termin teoretyczne zleconego materiału z wyjazdem. Jeśli nie planujemy prawdziwego wyjazdu - wyjazd zmyślić. Wyjazd musi być koniecznie w rejon dziwny - Kirgizja, Północna Grenlandia, rejs na Antarktydę, służbowy lot na Awaji, skąd udajemy się w nieznanym celu na jedną z 3000 niezamieszkałych japońskich wysp.

4.A. Blef pełny, tradycyjny.

Wysyłamy list z CD, W liście wyjaśniamy co i jak z naszym wyjazdem, opisujemy domniemaną zawartość CD, na tymże zaś wypalamy coś, a następnie traktujemy płytę w sposób niewłaściwy tak, by uszkodzić. Wszystko pakujemy w elegancką kopertę bąbelkową, wysyłamy listem priorytetowym poleconym i udajemy się na realny bądź zmyślony wyjazd.

4.B. Blef pełny cyfrowy.

Przygotowujemy zestaw plików - jeśli wideo - niech to będą dwie godziny białego szumu koniecznie zapisane w formacie, który wymagać będzie od odbiorcy zainstalowania wszystkich dziwnych kodeków, jeśli tekstowy, niech zawiera same dziwne znaczki, w podobny sposób fingujemy powstanie pliku audio, prezentacji, pdfa, czegokolwiek, co tam mamy zlecone, sami wiecie najlepiej czego wam się robić nie chce. Plik dołączamy do krótkiego e-maila. "Witam, przepraszam najmocniej za opóźnienia, w załączniku wysyłam tekst/wideo/audio/pdf*. Właśnie wsiadam do samolotu, więc przez najbliższe trzy tygodnie kontakt ze mną będzie utrudniony, postaram się jednak odpowiedzieć na wszelkie uwagi tak szybko jak będzie to możliwe”.

*niepotrzebne wykasować, na uwagi nie odpowiadać, telefon odbierać i zakłócać połączenie krzycząc "HA O? Prze szSZSzrrmmm, mmm słaa y sięg, HA O? ALO?” odkładamy słuchawkę.

4.C. Blef niepełny.

Wyjeżdżamy (lub udajemy) jak gdyby nigdy nic. Na mejle nie odpowiadamy, lub ustawiamy sobie autoresponder dla tego nadawcy ("Przepraszam w latach 2014-2018 wyruszam z misją badawczą do Republiki Czuwaskiej, kontakt ze mną może być utrudniony”). Telefon odbieramy zawsze i ZAWSZE wyrażamy żywe zaniepokojenie/troskę/zmartwienie: "Jak to? Nie dotarło? Rany! A ja teraz jestem w Tatarstanie, przepraszam, jak tylko znajdę tu komputer z dostępem do internetu wysyłam wszystko raz jeszcze, pozdrawiam”. Około 28 godzin po rozmowie wysyłamy SMS o treści "Poszło!”, następnie zaprzestajemy odbierania telefonu.

Przyznacie, że strasznie się trzeba namęczyć, żeby się tak solidnie i rzetelnie nie wywiązywać z zadań...

Więcej o: