17 najbardziej wkurzających tekstów rodziców

Dzieci nas wkurzają. To jasne. Ale myślę, że my - dorośli, nie mniej wkurzamy dzieci. Czym? Pewnie wszystkim. Ale najbardziej swoimi drętwymi tekstami. Przedstawiam kilka, które doskonale pamiętam z własnej młodości. Wraz z uzasadnieniem. Z młodości, rzecz jasna!

Jak było w szkole?

Dziecko: nijak, świetnie, nudno, beznadziejnie, całkiem całkiem. Tak naprawdę nie chodzi o to, że to pytanie jest wkurzające, tylko o to, co następuje po nim. A następuje: "czyli jak?", "A co to znaczy?", "naprawdę, wiele można się od ciebie dowiedzieć". Były momenty, kiedy niechcący wymsknęło mi się coś więcej, a wtedy ty nie omieszkałeś ocenić / skomentować / wyśmiać / zignorować / mądrzyć się / nie posłuchać / pieprzyć bzdury. Tak naprawdę nie chodzi o to pytanie...

Nie bo nie

Dziecko: Wiesz co to dla mnie znaczy? "Sory, ale nie chce mi się tłumaczyć ci, o co mi chodzi, bo nie zrozumiesz / jesteś trochę głupi / jesteś na to za młody. Być może brakuje mi argumentów, ale to ja tutaj rządzę, a ty nie masz nic do powiedzenia. Masz się słuchać i już". Niestety, to najgorszy z możliwych argumentów, wcale nie taki rzadki.

Co było na obiad?

Dziecko: Wiem, że jak człowiek nie je to umiera. Serio. Zrozumiałem to dosyć szybko. Ale jeżeli jest to jedyny faktor, który cię w moim życiu interesuje, to wiesz co? Nie mamy o czym gadać. Moje życie jest tak interesujące / trudne / popaprane / mam tyle problemów, że nawet nie zauważyłem, co było na obiad. Niedobre to było, bo jakie ma być w szkolnej stołówce? Generalnie mam to w dupie. Więc jakby nie mamy o czym rozmawiać?

Skąd ten minus? (jeżeli dziecko dostało 5-) / A dlaczego nie piątka? (jeżeli dostało 4)

Dziecko: Serio? Przepraszam, ale czy to nie ty ostatnio na urodzinach ciotki Klotki mówiłeś, że stopnie nie mają znaczenia, bo liczy się to, co w głowie? Oraz tak, wyobraź sobie, że będzie jeszcze gorzej. Nadejdzie taki rok, że na świadectwie nie będzie czerwonego paska!

O której wrócisz?

Dziecko: Nigdy. Jak się upiję i wytrzeźwieję. Jak na imprezie zrobi się tak nudno, że zacznę marzyć o łóżku. Jak wypalimy wszystkie papierosy / rozbijemy wszystkie butelki pod śmietnikiem / spuścimy na staruszki wszystkie kondomy wypełnione wodą. Ups. Nikt już nie rzuca kondomami z okien? A kiedyś się rzucało...

Co robią jej / jego rodzice?

Dziecko: To naprawdę jest ważniejsze od tego, czy on / ona jest fajna? Czy dobrze się z nią czuję? Co mnie to obchodzi, co oni robią? Chodzi wam o to, czy opłaca mi się z tym kimś kolegować? Czy jest szansa na sensowne prezenty? Czy nie jest to jakaś patologia? Czy jest ustawiony i będzie mógł ustawić również mnie?

Dziecko, nie znasz życia!

Dziecko: Być może, nie twierdzę, że jest inaczej, ale jeśli wydaje się wam, że chcę żyć według waszych zasad, to chyba wy nie znacie mnie. Cóż, moje życie jest moje i pewnie poznam się na nim we właściwym czasie. Aha, mam w dupie waszą meblościankę, naprawdę, da się umeblować mieszkanie bez niej.

Masz bałagan

Dziecko: I co? To mój bałagan. W życiu są ważniejsze sprawy niż jakiś głupi bałagan, który, jak wiadomo, robi się sam pod naszą nieobecność.

Idź się pobawić

Dziecko: Teraz? Kiedy przyszła ciocia / sąsiadka / wujek / zaprzyjaźniony listonosz i nareszcie można posłuchać ciekawych opowieści ze świata dorosłych? Przecież to najciekawsze, co mogło się tego popołudnia wydarzyć.

Nie rób tego, bo się pobrudzisz / spocisz / upadniesz

Dziecko: To nie ubieraj mnie w najlepsze ciuchy do piaskownicy, nie ubieraj mnie za grubo oraz co z tego, że upadnę? Trochę się tylko podrę o zdarte kolano, ale przecież "jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz".

Mama wie najlepiej rys. Magda Danaj

A Małgosia to...

Dziecko: To cudownie, że Małgosia. A może chciałabyś Małgosię zaadoptować, skoro jest taka idealna? A mnie oddać po prostu do ochronki? Mam w dupie, co robi Małgosia. Szczególnie, że będąc idealną córką swoich rodziców nie wykształciła w sobie umiejętności społecznych i w wieku 40 lat wciąż jeździ z mamą na urlop. Oczywiście, że sama tego chce. Tak, też uważam, że to wspaniałe. NOT.

Znowu latasz po kominkach?

Dziecko: Tak, "na kominkach" jest bardzo fajnie. Można pobawić się zupełnie nowymi zabawkami, można zobaczyć jak inni mają umeblowane mieszkanie, można dostać coś pysznego do jedzenia, najczęściej zupełnie innego, niż u nas w domu, można przez kilka godzin łoić bezkarnie na komputerze, bo kolega / koleżanka mają pokój "na górze" i rodzice nie przeszkadzają. Tak, kominki są zdecydowanie fajne i super.

I co ty tam robisz z tą Zośką całe popołudnie?

Dziecko: Nic. Czasem literalnie nic, a czasem coś. Mierzymy sukienki, czeszemy włosy, obgadujemy kogo się da, opowiadamy sobie, jaki wspaniały jest Tomek, piszemy bzdety na wallach koleżanek, robimy urocze selfiki, całujemy się, pokazujemy sobie cipki, spisuję od niej matmę, głaszczę jej koty. Zazwyczaj jest fajniej niż w domu.

A nie mówiłem?

Dziecko: Mówiłeś. I co z tego? Możesz mówić ile wlezie, ja i tak muszę zrobić te wszystkie głupoty. Dlatego sorry, ale naprawdę, daruj sobie te drętwe gadki.

Nie pojedziesz na ten obóz, bo wrócisz w ciąży

Dziecko: To może zaprowadź mnie do lekarza po tabletki? Wtedy wszyscy będziemy czuli się lepiej / bezpieczniej. Nie, zapomniałam, ty nie, bo ty serio sądzisz, że z seksem trzeba poczekać do ślubu. Nie chcesz być przyczyną mojego grzechu.

Weź już się odklej od tego telefonu!

Dziecko: A jest w życiu coś ciekawszego? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, żebym poczytał/a książkę, albo poszedł/poszła pograć w piłkę na dwór?

Musisz tyle siedzieć w tej łazience?

Dziecko: Tak, bo to jedyne miejsce w tym domu, gdzie czuję się całkiem nieźle i nikt do mnie nic nie mówi przez pierwsze półtorej godziny.

A wy? Jakie wkurzające teksty pamiętacie? A może sami takie produkujecie?