O utrwalaniu stereotypów - odpowiedź Jackowi Rakowieckiemu

Nasza redakcja została oskarżona o "utrwalanie stereotypów płciowych" oraz seksizm. Cios wymierzony w samo serce, więc postaram się go sparować.

Agora "rękami" "Wysokich Obcasów" i Wyborczej walczy z seksizmem i stereotypami płciowymi, a rękami Focha (i Plotka) je utrwala i to już na poziome tytułów: "Sześć rzeczy, które przydadzą się beznadziejnej pani domu" (bo jak wiadomo dom to problem tylko kobiet, "pan domu" jest od czego innego), "Kobiety dzielą się na cipcie i suki" (to - dodam z uznaniem - tekst, do którego redakcja dodała zachętę do polemiki!). Podziwu godny pluralizm poglądów.

Słowa te umieścił w publicznym poście na Facebooku redaktor Jacek Rakowiecki. Skoro połajanka jest publiczna, to pozwolę sobie również publicznie odpowiedzieć, wykorzystując medium, które reprezentuję.

Zacznę od przywołanych przez pana  Rakowieckiego tekstów. "Sześć rzeczy, które przydadzą się beznadziejnej pani domu" Dominiki Węcławek mówi o tym, że koleżanka nie lubi sprzątać, robi to z konieczności i obawy, że "utonie w brudzie", zaś w walce z "Bizancjum Syfu" wspiera ją kilka środków chemicznych, które to środki wymienia z nazwy. "Kobiety dzielą się na cipcie i suki?" (pan Rakowiecki przez nieuwagę pominął pytajnik na końcu tytułu) autorstwa Marcina Kasprzaka mówi natomiast o tym, że pozory mylą, a kto się kreuje na ironiczną zołzę może być w istocie ciepłą kluchą. I vice-versa, a zasada ta stosuje się do obu płci, co autor zaznacza.

Owszem, by wiedzieć o czym mówią te teksty, trzeba przeczytać więcej niż tytuł, więc może niesłusznie powołuję się na treść felietonów, przywiązana do tradycyjnego modelu obcowania z tekstem prasowym. To znaczy takiego, który polega na czytaniu całości, a nie samego nagłówka. Jednak nieobce jest mi rozpowszechnione w internecie zjawisko komentowania tekstu na podstawie tytułu. Skupmy się zatem na gołych tytułach i tym, czy tkwi w nich obraźliwy dla kobiet stereotyp tudzież seksistowskie uprzedzenie.

Pana Rakowieckiego oburza fraza "pani domu" (obojętnie beznadziejna czy perfekcyjna - najwyraźniej gra z językową kalką nie ma tu znaczenia) ponieważ sugeruje, że "dom to problem kobiet". Mam nadzieję, że kobiety, które lubią dbać o dom (nie zaliczam się do nich) i określają się mianem "pań domu" bez ironii, nie poczują się urażone sugestią, że robią coś niewłaściwego. Z faktu, że istnieją "panie domu" nie wynika bynajmniej, że mężczyźni nie powinni na równych prawach partycypować w codziennych, domowych obowiązkach. O tym, że powinni (o ile główna zainteresowana, czyli partnerka/żona takiego pana domu, nie uważa inaczej, bo to w końcu jej partner/mąż, jej dom, jej życie, jej zasady) pisywałyśmy już na Fochu. Czy w imię walki o sprawiedliwy podział domowych obowiązków należy jednak wykluczyć z języka frazę "pani domu"? A czym ją zastąpić? Współmieszkanką? Osobą płci żeńskiej wykonującą niektóre czynności domowe (na zasadach równego podziału z partnerem)? Po prostu: kobietą, która czasem sprząta mieszkanie? Może to jest wyjście (to ostatnie określenie nawet mi się podoba), ale skróty myślowe niekiedy usprawniają komunikację, po prostu.

Z kolei, przyznaję to chętnie, "cipcie i suki" mogą rozzłościć - zwłaszcza jeśli pominąć znak zapytania i nie wgłębiać się w treść tekstu. Jednak jeśli dostrzec w nich metaforę, a nie bezpośrednią obelgę, to nabierają innego sensu. I znów wracamy do kwestii efektywnej komunikacji - pan Rakowiecki, redaktor z ogromnym doświadczeniem w mediach, wie zapewne, że intrygujący tytuł bywa przewagą w walce o uwagę czytelnika. Owszem, dobór słów mógłby być łagodniejszy, może zamiast "suki" - arogantka a zamiast "cipci" - lelum polelum. Język stwarza wiele możliwości - autor tekstu wybrał takie, które jego zdaniem ostro i dosadnie obrazują opisywane zjawiska. Fakt, że sięgnął po słowa z erotycznym podtekstem, kierując uwagę czytelnika na pewien szczególny aspekt stosunków damsko-męskich - grę płci. Czy taka gra to fakt, czy tylko patriarchalny konstrukt - można dyskutować i mieć na to rozmaite poglądy. Na szczęście nie ma obowiązku wyznawania tych samych.

I to zdaje się dziwi pana Rakowieckiego najbardziej. Że "Wysokie Obcasy" sobie, a Foch sobie. Że nie ma najwyraźniej jednego szablonu i jednej obowiązującej wizji świata, a oficer polityczny, tudzież stróż moralności, nie sprawdza tekstów publikowanych przez różne podmioty Agory pod kątem ideologicznej zgodności oraz moralnej nieskazitelności.

To, co pana Rakowieckiego tak dziwi, mnie zwyczajnie cieszy. I świadczy jak najlepiej o naszym wydawcy. Koleżanki z "WO" uczyniły walkę z seksizmem sensem swojego istnienia - i mają do tego pełne prawo. Foch ma zaś prawo toczyć swoje własne wojny - na przykład o zdrowy rozsądek. Obie redakcje podlegają krytyce. Tak, to jest pluralizm.

Zrzut ekranu Facebook.comfot. Facebook.com