Synu, musimy poważnie porozmawiać o pornografii

Dzieci potrafią zaskakiwać? W rzeczy samej. Palną o jedno słowo za dużo, albo działają niczym krzywe zwierciadła uwypuklające wszystkie mankamenty naszego charakteru. Jedną z sytuacji, kiedy rodzice zostają wzięci z zaskoczenia i postawieni do pionu jest sytuacja pierwszego spotkania z pornografią.

Kiedy dekadę temu przesiadywałam na wykładach z teorii poznania myślałam o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że strasznie mnie nachrzania kręgosłup, brzuch jest za duży, no do cholery, dlaczego nikt nie wymyślił studenckich krzesełek ze stoliczkiem i udogodnieniami dla ciężarnych! Po drugie, że kiedy tylko przyjdzie na świat nasz pierworodny z radością zabiorę się do objaśniania mu zastanej rzeczywistości. Och, jak ja będę mu objaśniać! Będę snuła piękne opowieści o życiu, wszechświecie i całej reszcie. Mhm... Jasne.

Na pierwszym wykładzie zatytułowanym "Synu oto nasz pierwszy spacer, to są nasze bloki, niebosiężne, betonowe, tam nad nimi wiszą chmury, a to drzewa, cud natury, żywe zegary i kalendarze zapisujące kolejne przemiany w skrywanych we własnym wnętrzu słojach" (czy coś w tym stylu), zasnął szybciej, niż skończyłam mówić "Synu". Dzieci dość szybko weryfikują nasze plany związane z projektem zwanym "PREZENTACJA ŚWIATA (jego zalet, zasad działania i zagrożeń)". Zdarzają się też sytuacje, kiedy za szybko i z wrodzonym wdziękiem wdzierają się na terytoria zakazane, objęte klątwą tabu i skażone naszą nieporadnością.

FOT.TOMASZ WIECH / AGFot.Tomasz Wiech / AG

Nie czarujmy się, musielibyśmy zbudować osadę w samym środku lasu, starannie wyselekcjonować jej mieszkańców, całość otoczyć murem i odciąć od nowinek technicznych, następnie stworzyć zagrożenie, które skutecznie zniechęci przed opuszczaniem tejże. Wszystko po to, by mieć cień nadziei, iż nasze dzieci nie odnajdą pornografii. W prawdziwym życiu jest inaczej. Przekonał się o tym niedawno Dave Eagle, felietonista The Atlantic. W swoim uroczym, zabawnym, a jednocześnie obnażającym łatwość z jaką dzieci docierają do niepożądanych treści tekście opowiedział o tym, jak odkrył, że jego dziewięcioletni syn oglądał na swoim tablecie filmy porno. Co ciekawe, ani ojciec nie szukał takich informacji (czytaj: nie szpiegował), ani nie pożądał ich dziewięciolatek. Młody po prostu trafił na porno przy okazji, bo szukał na YouTube filmików, w których gracze pokazują jak masterują levele, grają w gry. Zaczęłam się zastanawiać, czy zabezpieczyliśmy się odpowiednio przed pornografią? Cóż. Wynik śledztwa jest negatywny. W naszych komputerach nie mamy żadnych programów rodzicielskiego nadzoru. Możliwe, że wystarczy tu sytuacja, w której nasz syn zwyczajnie nie ma dostępu do tych komputerów, bo właściwie to nasze podstawowe narzędzia pracy i strach zostawić je w rękach dziesięcioletniego chłopaka. A co jeśli zamiast spokojnie szukać pornografii zacznie kasować nam pliki z danymi, jak w szpiegowskich filmach? Albo zwyczajnie zrobi porządek. Bo on lubi porządek.

Syn ma jeszcze swojego własnego tableta. Dostał go kilka lat temu w prezencie od dziadka. I tu się zaczyna rollercoaster, bo na tym tablecie faktycznie nie raz i nie dwa oglądał już z siostrą filmiki z YouTube. ALE NIE TAKIE. Historia wyszukiwania mówi sama za siebie: "Minecraft Style", "Jożin z Bażin", "Masza i Niedźwiedź" (still not porn). Wiem, że to podstępne bydlę YouTube czasem nie pyta, tylko bezkarnie wyświetla pornografię. Wierzę jednak, że skoro Apple jest na tyle sprytny, że potrafi w sposób złośliwy zaimputować człowiekowi album U2 z utrudnieniami w kasowaniu gratis, to potrafi też ochronić dziecko przed pornografią. Co mam na myśli? Ano to, że gdy po raz pierwszy odpalaliśmy otrzymanego tableta, dość radośnie zaznaczyłam, że jest to urządzenie należące do dziecka. Dostałam gratis dużo infantylnych gier. Znaczy mój syn dostał, prawda? Zamknęły się też automatycznie bramki dostępu do treści obscenicznych.

Niestety nawet najlepsze oprogramowanie nie ochroni dzieci przed pornografią pokazywaną im przez kolegów z klasy, którzy dowiedzieli się o pornografii od swoich starszych kolegów z podwórka. Kiedy już wydaje ci się, że te dziewięcioletnie istoty są kompletnie niewinne i jedynym hardkorem, jakim są w stanie cię zaskoczyć, jest dekapitacja przeciwników Zakonu Jedi, słyszysz, że popołudniu w domu u jednego z kolegów widzieli taki filmik, gdzie pan i pani robili te rzeczy oraz wydawali odgłosy. Co robisz? Wpadasz w panikę? Ja nabrałam powietrza w płuca i potem powoli je wypuściłam sycząc nieprzerwanie przez 23 sekundy i 88 setnych. Następnie wymieniłam kilka niezobowiązujących uwag z synem - takie tam, badanie gruntu, przeprowadziłam rozmowę z Ojcem Dzieciom, wreszcie postanowiliśmy porozmawiać z rodzicami kolegi. No ale stało się. Raz zobaczone porno nie da się odzobaczyć.

Czy nasz syn chce do tego tematu wracać? Nie bardzo. Poczuł się całą sytuacją zażenowany. Czy popełniamy błąd nie drążąc kwestii? Mam przeczucie, że znacznie gorzej będzie wracać do tego tematu nieustannie. Wiercić dziurę w brzuchu. "POROZMAWIAJ Z NAMI, NIE ODCINAJ SIĘ, TO WAŻNE, SŁYSZYSZ? TO NIE JEST PRAWDZIWY SEKS, ROZUMIESZ? TO TYLKO FILM! ON I ONA! SPORT, MECHANIKA, ZAFAŁSZOWANA RZECZYWISTOŚĆ, SŁYSZYSZ MNIE?!". Not. Czy rozmawiamy z synem o seksie? Cóż, nie staramy się robić z tego tematu tabu, ale mam też wrażenie, że - choć bywamy paskudnie sarkastyczni (nie w stosunku do niego i jego problemów, tyko do świata jako całokształtu, oraz detali związanych z uczuciami, ideałami, motylkami, kwiatuszkami) - jesteśmy nieporadnymi, notorycznymi debiutantami. Za każdym razem staram się przed synem maskować to, że czuję się jak wszyscy ci rodzice z filmów komediowych o dorastaniu - baran w negliżu. Czaimy się z Ojcem Dzieciom na właściwy moment. Z czym właściwie? Teraz najbardziej chyba z rozmowami o zabezpieczaniu się, choć mam wrażenie, że tutaj wespniemy się na wyżyny sarkazmu (źli, źli rodzice).

Mamy cichą nadzieję, że zdążymy porozmawiać o tym wszystkim przed, a nie po fakcie. Założę się o milion dolarów, że wszyscy rodzice tak myślą. Może powinniśmy wykonać klasyczny trick z przyniesieniem do domu zapasu prezerwatyw, tak na dobry początek. Już widzę oczyma wyobraźni jak syn ignoruje temat z zażenowaniem wyrzucając nas z pokoju, a córka odkrywa, jak fajną zabawą jest kopanie nadmuchanej prezerwatywy po korytarzu. Zwłaszcza, gdy do zabawy włącza się pies sąsiadów. Tak. Tak to widzę. A jak wy sobie poradziliście z rodzicielsko młodzieżowymi rozmowami o seksie, antykoncepcji i pornografii?