Między ustami a... mrozami, czyli o pielęgnacji warg

Wiem, że cieszymy się właśnie złotą polską jesienią i wcale nie myślimy jeszcze o pierwszych mrozach. Ale ja co roku obiecuję sobie, że nie będę jak drogowcy i nie dam zaskoczyć się zimie. I właśnie dlatego dzisiejszy tekst będzie pierwszym z cyklu o zimowej pielęgnacji.

(A na marginesie, myślicie już o wymianie opon na zimowe, prawda? No to zaklepcie sobie miejsce w zakładzie wulkanizacyjnym, bo później znowu będziecie sunąć po szosie dwadzieścia kilometrów na godzinę z godnością zawodnika sumo odzianego w szpilki... Ale o czym to ja... a, o ustach.)

Usta lubią pierzchnąć i robią to oczywiście przez cały rok, ale szczególnie zimą. A jak wiadomo, popękane usta z łuszczącymi się skórkami nie wyglądają estetycznie. Nie nadają się też do malowania kolorowymi mazidłami, bo pokryte kolorem odstające, wysuszone skórki, uroku nie dodają. I jest w błędzie ten, kto myśli, że problem suchych, łuszczących się skórek da się rozwiązać stosując sam balsam. Otóż, balsam może zapobiegać, ale jeśli problem już się pojawi, należy wykonać ustom peeling. O peelingu ust warto pamiętać cały rok i robić go raz w tygodniu (częściej nie warto, bo można niepotrzebnie podrażnić delikatną skórę warg). Jeśli wasze palce już zawisły nad klawiaturą, aby napisać mi w komentarzu, że trzeba zrezygnować z pracy, aby mieć czas na wykonanie kompleksowej pielęgnacji, to powstrzymajcie się proszę. Peeling ust możecie wykonać równocześnie z peelingiem całej twarzy, co więcej - tym samym produktem, o ile nie będzie to peeling gruboziarnisty. Każdy peeling drobnoziarnisty może być użyty do ust, podobnie jak peeling enzymatyczny (ten ostatni pozostawiamy na ustach krótko, minutę, najwyżej dwie).

Jeśli natomiast lubicie kosmetyki o wąskim spektrum działania, celowane w konkretne części ciała, to proponuję samodzielne przygotowanie produktu do złuszczania suchych skórek.

Cukrowy peeling - smakowita pielęgnacja (www.brownandcoconut.com)Cukrowy peeling - smakowita pielęgnacja (www.brownandcoconut.com)

Przepis na peeling do ust DIY (wiem, wiem, lubicie same mieszać kosmetyki) jest dziecinnie prosty. Podstawą kosmetyku może być w wersji dla kawoszy drobno mielona kawa, w wersji dla łasuchów - cukier. Kawę bądź cukier, w zależności od preferencji, należy połączyć z olejem. Może być to oliwa z oliwek, olej arganowy, migdałowy, makadamia, czy jaki lubicie. I już. Produkt jest gotowy go otarcia suchych skórek z waszych, a także do poprawienia ich ukrwienia, co skutkuje oszałamiającym, naturalnym kolorem warg... Hmmm, naprawdę docenicie regularne peelingi!

Oczywiście, dla ambitnych jest wersja peelingu na bogato, składająca się z łyżeczki miodu, łyżeczki wybranego oleju, łyżki cukru i kilku kropel cytryny. Po wymasowaniu ust peelingiem należy spłukać jego pozostałości... o ile wcześniej ich nie zliżecie.

Jeśli nie kręci was samodzielne kręcenie peelingu, a na waszej półce w łazience zmieści się jeszcze jeden produkt pielęgnacyjny, to polecam gotowy peeling firmy Pat&Rub. Przyznam, że producent podbił tym produktem moje serce, ponieważ peeling wykonany jest na bazie... ksylitolu. Niby nic wielkiego, ale człowiek czuje się przyjemnie i bardzo naturalnie dopieszczony. W ogóle peelingi do ust (są trzy wersje - różany, pomarańczowy i kawowy) tej firmy mają bardzo dobre składy - zawierają wyłącznie surowce pochodzenia naturalnego (certyfikowane): oleje i masła. Peelingi nie tylko doskonale złuszczają suche skórki, ale i wspaniale nawilżają.

Smakowity, całkowicie naturalny peeling różany Pat&RubSmakowity, całkowicie naturalny peeling różany Pat&Rub

Skoro wspomniałam o nawilżeniu, to pora przejść do tej bardziej popularnej części pielęgnacji ust, czyli do kremowania. Natłuszczanie i nawilżanie ust to było moje udręczenie, ponieważ w okamgnieniu wszelkie balsamy mnie uczulały. Niektóre już przy pierwszym nałożeniu, inne, jeśli miałam więcej szczęścia po kilku dniach. Rekordzistów mogłam używać przez czternaście dni. Jeśli zaś miałam mniej szczęścia, przez czternaście dni leczyłam rany na ustach po nietrafionym produkcie. Klnąc szpetnie z powodu kilku lub kilkunastu złotych wyrzuconych po raz kolejny w błoto, wracałam do starych domowych sposobów pielęgnacyjnych, czyli do smarowania miodem lub masłem. Oba produkty szczerze polecam, przy czym pamiętajcie, że masło musi być prawdziwe, w przeciwnym razie woda w nim zawarta bardzo (boleśnie) was skrzywdzi na wietrze i mrozie. No i smarowanie ust miodem czy masłem to prawdziwe ćwiczenie silnej woli. Ile minut wytrzymacie, zanim zliżecie? Moim rekordem jest wysmarowanie się miodem na noc i... dotrwanie pod słodką maseczką do rana! Ale ja szybko zasypiam...

Miód i masło w roli kosmetyków mają jeszcze jedną wadę - trochę kiepsko się z nich korzysta poza domem. Są nieco kłopotliwe, jeśli musicie posmarować wargi w autobusie, czy pracy... Toteż na wyjścia potrzebny jest dobry balsam. Ja mam trzy ulubione produkty.

Dla każdego coś pachnącego - dla wielbicieli kwiatów różany balsam od Pat&Rub, dla zwolenników miętowo-eukaliptusowych zapachów CarmexDla każdego coś pachnącego - dla wielbicieli kwiatów różany balsam od Pat&Rub, dla zwolenników miętowo-eukaliptusowych zapachów Carmex

Pielęgnacyjny Balsam do Ust Pat&Rub - czyli brat peelingu tej firmy i podobnie jak on, całkowicie naturalny. Używam wersji różanej, która zwiera wosk pszczeli, olej jojoba, olej mango, olej rycynowy, wyciąg z nawrotu lekarskiego, witaminę E i olejek z róży damasceńskiej. Polecam go szczególnie paniom, których partnerzy narzekają, że "znowu wysmarowały sobie usta jakimś łojem, fuj!", gdyż balsam błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając na wargach ani wyczuwalnego tłustego filmu, ani zapachu. Natomiast usta są rozkosznie miękkie... Więc nie będzie powodów do dąsów.

Blistex Lip Relief Cream - zaistniał w moim życiu dzięki sprytowi działu marketingu, który postanowił rozesłać próbki tego produktu po klinikach stomatologicznych. I tym sposobem Blistex wpadł w moje ręce w chwilę po jednym z tych zabiegów stomatologicznych, które pozostawiają nieco śladów na ustach. Zdziałał cuda, uwielbiam go i polecam do zadań specjalnych.

Carmex - jak zwykle, król jest tylko jeden, a moim królem jest Carmex. Kocham go za wszystko - za to, że jako pierwszy balsam do ust nie uczulił mnie i dzięki temu używam go już dobrych parę lat. Za to, że ma przyjemny świeży zapach. Za to, że chłodzi. Za to, że zawsze niezawodnie działa i za to, że ma fajną, metalową nakrętkę (no co...), bo oczywiście jako zdeklarowana tradycjonalistka wybieram jedynie wersję w pudełeczku z zakrętką. Chociaż czasem jest niepraktyczna.

Przy okazji pielęgnacji ust warto wspomnieć o zajadach. Jest kilka przyczyn tej dolegliwości - począwszy od infekcji grzybiczych przez deficyt witaminy B2 czy żelaza, aż po reakcje alergiczne. Dlatego jeśli zajady stanowią powracający problem należy udać się do lekarza. A po ustaleniu przyczyny, można sięgnąć po domowe sposoby walki z nimi. Jeśli przyczyną zajadów są grzyby lub bakterie, to leczenie można wspomagać czosnkiem (zarówno smarując nim zmiany zapalne, jak i spożywając go w znacznych ilościach) oraz olejkiem z drzewa herbacianego. Ten ostatni należy wymieszać z oliwą z oliwy i nanosić na zamiany kilka razy w ciągu dnia. Poza tym, że działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, to zmniejsza ból. Sok z liści aloesu również działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie - ciekawa jestem, czy hodujecie w domach aloes? Papka z drożdży nakładana na zmiany kilka razy dziennie sprawdzi się, jeśli przyczyną powstawania zajadów jest niedobór witaminy B2. Można jeszcze zrobić sobie na noc maseczkę z miodu wymieszanego z tranem, ale nie wiem, czy któraś z was to zniesie...