Vincent V. Severski: Szpiegiem jest się do końca życia

Improwizacja! To jest wielka zaleta polskich szpiegów. Jesteśmy do tego doskonale przygotowani. Polscy oficerowie wywiadu są świetni - mówi Vincent V. Severski, autor wydanej właśnie powieści ?Nieśmiertelni?, który sam działał przez 26 lat pod przybraną tożsamością.

Kim pan się w tej chwili czuje - jest pan bardziej pisarzem czy wciąż przede wszystkim emerytowanym oficerem wywiadu?

- Gdyby kryterium było płacenie podatków, to jestem pisarzem, gdyby przyjąć kryterium tematów, które poruszam, to wciąż jestem przede wszystkim byłym oficerem, ale to wszystko się ze sobą łączy. Nie byłbym tak zwanym pisarzem, gdybym nie był oficerem. Nie potrafiłbym pisać, gdybym nie nauczył się tego w pracy.

Zastanawiam się, na ile pańskie książki różnią się od raportów, które musiał pan przygotowywać jako pracownik służb wywiadowczych

- Oczywiście moje książki to nie są raporty operacyjne. My w wywiadzie uprawiamy dwie formy literackie: piszemy scenariusze i reportaże. W dużym stopniu technika i sposób opisywania, tak zwana szczegółowość opisu miejsc, jakie pojawiają się w moich książkach, mają bardzo dużo wspólnego z raportami operacyjnymi.

Pierwszą książkę zacząłem pisać zaraz po odejściu ze służby. Następnego dnia. Dla mnie to był naturalny sposób na przedłużenie pewnych rzeczy. Oczywiście to ma swoją literacką konwencję.

Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)

Myślał pan o tym, ile w takich książkach odsłonić sekretów pracy szpiega?

- Ja nie ujawniam żadnych ważnych informacji, to, co opisuję, to sprawy, które może mają jakiś swój pierwowzór w rzeczywistości, ale to nie są sprawy, nad którymi pracowałem osobiście. Metody, środki, opisy - jak ktoś dobrze internet przejrzy, to wszystko znajdzie. To było już wielokrotnie opisane.

No właśnie, wspomina pan o tym, co można dziś znaleźć w sieci. Na ile my, szarzy obywatele, powinniśmy chronić dziś swoją prywatność w internecie?

- Pytanie dramatyczne, ale aktualne. Wciąż trwa dyskusja. Dziś nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Niedawno znalazłem takie zdjęcie - na peronie stoi grupa ludzi wpatrzonych w smartfony, a tylko jedna osoba patrzy przed siebie. To ironiczny, ale bardzo prawdziwy obraz współczesności. Myślę, że nie ma już tematu prywatności w internecie. Jeżeli ktoś godzi się wejść do internetu, musi godzić się też z pewnymi zasadami oraz ograniczeniem albo nawet oddaniem swojej wolności. Na tym polega internet. Tak jak opisałem to w mojej najnowszej książce - internet to wolność totalna i wolność wszystkich nad wszystkim. Nie jest to dobrze pomyślane. To wszystko zmienia się tak szybko Brałem ostatnio udział w dyskusji na temat sieci. Nie można spenalizować pewnych zjawisk wynikających z rozwoju nowych technologii. Myślę, że nasza wiedza i wyobrażenia o zagrożeniach związanych z tym rozwojem za dziesięć lat będą wydawały się naiwne. Zawsze jest tak, że to życie wyprzedza prawo.

W ostatnich dniach najbardziej zaskoczyły mnie dwie sytuacje. Zaprzyjaźniony fotograf relacjonował niemal na żywo, co się dzieje wewnątrz donieckiego lotniska, ujawniając tym samym, gdzie są obrońcy, z drugiej strony kilka sekund później ktoś udostępnił zdjęcie zrobione przez rosyjskich żołnierzy na tle rzeki z hasłem "Jesteśmy już tutaj". W tej sytuacji mówienie, że konflikty zbrojne w dobie nowych mediów wyglądają już zupełnie inaczej, nabiera nowego znaczenia

- Nie unikniemy już tego. Każdy ma smartfona z aparatem i z internetem. Dla naszej pracy to ma ogromne znaczenie. W najnowszej książce "Nieśmiertelni" pojawiają się właśnie różne gadżety i zagrożenia z nimi związane, pokazuję, jak to się ma do tych kanonów szpiegowskiej popkultury, sytuacji, które wszyscy doskonale znamy z dwudziestowiecznych filmów i powieści.

Skoro już mowa o kanonach szpiegowskiej popkultury, to jednym z mitów pielęgnowanych przez autorów popularnych dzieł jest ten, że szpiegiem jest się do końca życia. Rzeczywiście tak jest?

- Muszę powiedzieć, że tak jest. Szpiegiem się jest do końca życia. Większość ludzi rozumie to tak, że nie wychodzi się z organizacji, wciąż się wykonuje zadania.

Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)

Ewentualnie jak się opuszcza szeregi wywiadu, zostaje się natychmiast zlikwidowanym.

- Najlepiej po cichu, żeby nie było żadnej emerytury. To nie o to chodzi. Rzeczywiście nie wychodzi się ze służby, ale w sensie psychicznym. Ten zawód jest tak absorbujący, tak wciągający, tak sprzyja budowaniu silnych relacji między nami, kolegami, że kiedy się idzie na emeryturę, to wkracza się w świat wielkiej pustki. Wszystko wydaje się nudne, nieciekawe, ponure. Ludzie są śmieszni, politycy opowiadają głupstwa. Pewnie dlatego zacząłem pisać. Bałem się tej pustki. To stan depresyjny, ludzie, którzy odchodzą ze służby, nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Nie mogą znaleźć dla siebie miejsca, jak koń wyprowadzony z kopalni na powierzchnię.

A jak to jest ze wspieraniem szpiegów w trudnych sytuacjach? Słyszałam, że opieki psychologa nie macie...

- Nie mamy psychologa, kapelana też nie mamy. Jeżeli jest potrzeba profesjonalnej pomocy, to oczywiście są szpitale. Takiej codziennej pomocy w zawodzie pełnym stresów nie ma. To nie wynika z tego, że państwo jest skąpe czy tajemnice są aż tak wielkie, choć to też jest istotne. Trudno rozmawiać z psychologiem, kiedy nie można ujawnić, z jakiego kraju się właśnie wróciło. Nie mamy stałej opieki także z innego powodu. Teraz młodzi ludzie wybierani do tego zawodu najczęściej są już tak dobierani, żeby potrafili sobie sami radzić z nerwami i rozwiązywaniem problemów. Jeżeli nie mogą sobie z tym poradzić sami, to pomagają sobie nawzajem. Zawsze jest bardziej doświadczony szef, który jest nie tylko przełożonym, ale także starszym kolegą i opiekunem.

Samotny szpieg to też silny mit w popkulturze, ale nie jest tak, że pracownicy służb wywiadowczych są pozostawieni sami sobie?

- Oczywiście, że oficerowie wywiadu nie są pozostawieni sami sobie Często jako uboczny skutek życia w stresie pojawia się alkoholizm - czy wie pani, że w służbach wywiadowczych jest to rzadko spotykany problem? Mimo że alkohol jest, funkcjonuje jako ważne narzędzie pracy, ale i sposób na odreagowanie stresów, to odsetek ludzi, którzy są uzależnieni od alkoholu, w naszym środowisku jest niewielki. Niższy niż w innych stresujących zawodach. Owszem, bywają takie zdarzenia. Mieliśmy kolegę, który wpadł w alkohol bardzo mocno. Wrócił z trudnego terenu w ciężkim stanie. Kierownictwo rozważało zwolnienie go. Dla nas wielkim osiągnięciem było to, że wyciągnęliśmy go z tego. Po prostu z kolegami z wywiadu i z jego żoną pomogliśmy mu wyjść na prostą.

Myślę, że to jest sukces, a z sukcesami w waszej służbie też chyba nie jest łatwo, bo tymi największymi szpieg nigdy nie może się pochwalić

- To jest właśnie uboczny efekt, także bardzo stresujący dla oficerów, bo muszą konsumować swoje sukcesy - które w normalnym zawodzie można by uczcić z rodziną albo w jeszcze szerszym gronie - w samotności. W tej pracy często jest tak, że dostaje się medal, po czym go zabierają i chowają do szafy pancernej. Kiedy wręcza się nagrodę, to w pokoju jest szef i może dwóch współpracowników. Tak to jest. Czasem przy większym gronie szef kogoś wyróżnia, ale nikt nie wie za co. Jak się idzie do wywiadu, to człowiek musi się na to godzić. Trzeba pamiętać, że nagrody, wyróżnienia, medale i wszystko, co z tym związane, to nie jest najważniejszy element naszej pracy.

Zakładam, że szkolenie oficera to proces długi i kompleksowy. Do czego właściwie takie szkolenie przygotowuje?

- Generalnie rzecz biorąc, przygotowanie na oficera wywiadu trwa kilka lat. W zależności od zdolności danego człowieka to jest pięć, nawet osiem lat. Konstrukcja takiego człowieka trwa cały czas. Najpierw poprzez selekcję tych, którzy mają predyspozycje intelektualne i fizyczne. Drugi etap to szkoła, gdzie uczy się elementarnych rzeczy związanych z zawodem, wykonywania pewnych czynności, techniki, tam też taki człowiek jest nieustannie obserwowany, sprawdza się, czy on się nadaje. Nie wszyscy kończą szkołę. Wielu odpada na kolejnych etapach, podczas wielomiesięcznych testów. Potem młody oficer idzie do pracy, a następnie jeszcze przez kilka lat jest w tzw. przygotowawczej służbie. Wtedy też szefowie mu się przyglądają, sprawdzają, czy rzeczywiście potrafi sobie radzić w terenie. I dopiero potem wyrasta z tego całego kisz miszu oficer wywiadu.

Czyli trudno jest zaskoczyć czymś polskiego oficera wywiadu w terenie Ciekawe, jak mają się nasi szpiedzy do tych zagranicznych? Na pewno miał pan nieraz możliwość dokonania takich porównań.

- Jeśli odejmiemy całą otoczkę, rolę służb wywiadowczych w państwie, szacunek społeczeństwa, politykę, a skupimy się na człowieku, który tam w środku jest, to muszę powiedzieć, że polscy oficerowie, mężczyźni i kobiety, nie tylko nie są słabsi czy gorsi, są pod wieloma względami lepsi niż oficerowie wielu znakomitych służb wywiadowczych na całym świecie. Polacy mają predyspozycje do tego zawodu. Do tego potrzebna jest mentalność kombinatora. Szpieg musi umieć ukraść, oszukać, zacwaniaczyć, zagrać, zmanipulować. My mamy to nieźle rozwinięte.

To prawda, Polacy potrafią świetnie improwizować i robić coś z niczego

- O właśnie. Improwizacja! To jest wielka zaleta polskich szpiegów. Jesteśmy do tego świetnie przygotowani. Polscy oficerowie wywiadu są świetni.

A czy jesteśmy cenieni?

- Bardzo. Były takie sytuacje, że przyjeżdżali do nas oficerowie i szefowie najlepszych agencji wywiadowczych z całego świata i pytali, "jak to zrobić", i tłumaczyliśmy im.

To przyjemne

- Tak, to jest bardzo satysfakcjonujące, ta improwizacja, determinacja, niezwykła wyobraźnia naszych oficerów pozwala nam rozwijać skrzydła, robić rzeczy nieprawdopodobne. Tam, gdzie przedstawiciele dużych zagranicznych służb wywiadowczych wykonywali zadania dużymi grupami, nam wystarczyło kilku oficerów.

Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)Vincent V. Severski (fot. materiały wydawnictwa Czarna Owca)

Jak jest z rozwijaniem skrzydeł w życiu prywatnym? Kolejny mit mówi o tym, że szpiegostwo nie służy udanemu życiu rodzinnemu.

- Oczywiście, że wielu oficerów ma rodziny, mężów, żony. W zawodzie pełnym stresu, sytuacji deprymujących oficerowi potrzebny jest ktoś bliski. Żeby było jasne - między sobą jako oficerowie mamy do siebie zaufanie, jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, to ma swoją wartość, ale potrzebna jest też jakaś intymna relacja, ciepło, troska, bliskość kogoś najważniejszego w życiu, najczęściej jest to mąż lub żona, ta druga połówka. Oni wiedzą, kim jesteśmy, nie wiedzą natomiast, co dokładnie robimy, gdzie jedziemy. Muszą nam ufać. Często im tłumaczymy, że nie jest tak źle, że nie jest tak niebezpiecznie, bliskich trzeba uspokajać, bo oni nie są naiwni. Mogą nie wiedzieć, gdzie jedziemy, ale oglądają wiadomości i widzą, gdzie jest "gorąco". Mają też świadomość, że możemy ucierpieć, przeżywają więc stresy, nerwy, ale nie mogą nic zrobić.

Pana syn dość późno dowiedział się o tym, gdzie pan pracuje. Chciał zostać oficerem wywiadu czy właśnie odwrotnie - nie chciał, bo wiedział, czym to pachnie?

- Kiedyś zapytałem syna, czy nie chciałby iść w moje ślady. W wywiadzie nepotyzm jest złotem

Jak to?

- Tak. To jest jedyna instytucja, gdzie korzystne jest wprowadzanie kolejnych pokoleń. Dzieci oficerów są lepiej przygotowane do pracy w zawodzie, także psychicznie. Mój syn jednak ma swoje zajęcia, tak mocno absorbujące, że jest tym pochłonięty.

Miał pan taki moment zawahania, kiedy wydawało się panu, że już nie wróci do rodziny z terenu?

- Były sytuacje, które - przeanalizowane z perspektywy czasu, z chłodnym umysłem - wydają mi się absurdalne. Sprawiają, że myślę sobie: "Jaki ty byłeś głupi! Ty mogłeś wtopić!". W terenie zawsze byłem optymistą, wydawało mi się, że jestem nieśmiertelny.

Nieśmiertelni

''Nieśmiertelni'' już do kupienia - w Publio.pl

Vincent V. Severski, wł. Włodzimierz Sokołowski. Oficer wywiadu PRL i RP, działający przez 26 lat pod przybraną tożsamością. Urodził się w Warszawie w rodzinie oficera Wojska Polskiego. Studiował prawo na UJ, a następnie w Warszawie. W 1982 roku ukończył Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadowczych jako jeden z prymusów. W tym samym roku skierowany do wydziału tak zwanej dywersji, najważniejszego wówczas i największego wydziału polskiego wywiadu. W 1990 roku został pozytywnie zweryfikowany. Za granicą spędził 13 lat, z tego 12 już po 1990 roku. Realizował zadania na Wschodzie, w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Europie. Odbył około 140 misji w blisko 50 krajach. Zna biegle trzy języki. Ze służby w wywiadzie w stopniu pułkownika odszedł w 2007 roku na własną prośbę. Odznaczony i wyróżniany przez prezydentów i premierów RP, szefów zaprzyjaźnionych służb wywiadowczych oraz Legią Zasługi przez prezydenta Baracka Obamę. Autor powieści "Nielegalni", "Niewierni" i "Nieśmiertelni".