Styl stylistek: jak ubierają się kobiety zajmujące się modą zawodowo?

Posiadają wiedzę, jak powinnyśmy się ubierać, żeby podkreślić nasze atuty i jak kupować, żeby inwestować, a nie przepłacać. Stylistki - kim są i jakie ubrania wybierają prywatnie? Zapytałam Inę Lekiewicz i Zuzannę Kuczyńską z "Elle", Magdalenę Murawską z "Joy" i Alicję Werniewicz z "InStyle"o to, czy styl można kupić, czy lepiej się go nauczyć.

"Stylistki poznasz po wielkiej torbie z Ikei" - śmieją się dziewczyny, które pracują w magazynach mody i ubierają gwiazdy. Ja dodam: i po tym, że zawsze wyglądają, jakby wiedziały, co będzie modne dopiero za kilka sezonów. Od moich ulubionych stylistek dowiaduję się o nowych markach, o tym, co już jest obciachem, mimo że nosi to całe miasto. Stylistki posiadają wiedzę o tym, jak powinnyśmy się ubierać, żeby podkreślić nasze atuty i jak kupować, żeby inwestować, a nie przepłacać. Każda z nich czegoś mnie nauczyła. Ina tego, że ramoneska jest dobra na wszystko, Zuza - że paryski szyk jest nieśmiertelny, Alicja, że można wyglądać świetnie jednego dnia nosząc poszarpane dżinsy, a drugiego seksowną sukienkę, a Magda, że chłopczyce w rurkach i koszuli są superseksowne. Teraz pytam je o to, czy naprawdę istnieje sekretna formuła na styl stylistek. A jeśli tak, to czy możemy wreszcie dostąpić wtajemniczenia?

Wchodzę do sklepu, rozglądam się i... co dalej?

Alicja Werniewicz: Zastanów się, czy wiesz, po co przyszłaś. Zaoszczędzisz czas, sięgając tylko po rzeczy z listy zakupów i nie wylądujesz ze stertą nieprzydatnych ubrań, z którymi nie będziesz miała co zrobić. Ja idąc na zakupy, znam mniej więcej ofertę danego sklepu i swoje potrzeby.

Magdalena Murawska: Firmy specjalnie zawalają wieszaki ubraniami, żebyśmy miały wrażenie, że znajdziemy tu wszystko. A przy okazji trochę się zgubiły... Rzeczy, które są zgodne z trendami, zawsze leżą przy wejściu, dlatego lepiej od razu iść w głąb sklepu. Chyba że masz 15 lat i chcesz w klasie podlansować się modnym swetrem. Co do rad - sprzedawczyni dostaje prowizję od sprzedaży, a niekoniecznie zależy jej, żebyśmy wróciły do jej sklepu ponownie. Przyjaciółki też nie zawsze są szczere, bo nie chcą ranić naszych uczuć. O dziwo, dobrym modowym barometrem są faceci. Nie lubią zbyt oryginalnych ubrań i często, całkiem nieświadomie, odradzają nam kupno sukienki z aktualnie modnym neonowym wzorem, bo wydaje im się po prostu dziwna. Za pół roku, kiedy ten trend przeminie, ty też zobaczysz ten ciuch oczami swojego faceta.

Ina Lekiewicz: Ja też nie chodzę na zakupy z koleżankami. Warto nauczyć się ufać własnemu gustowi i własnej intuicji. Od czego zaczynam? Przeglądam internet i prasę w poszukiwaniu inspiracji. Potem sprawdzam, co w danym sklepie można dostać. Wtedy mam pewność, że niczego nie przegapię i nie zagubię się w gąszczu nowości. Zawsze przymierzam każdą rzecz w trzech rozmiarach - własnym, o rozmiar za dużym i o rozmiar za małym. Bo każdy sklep ma inną rozmiarówkę. I co jeszcze? Biorę pod uwagę element zaskoczenia. Regularnie mierzę rzeczy, które wydają się nie dla mnie - można się zdziwić.

Zuzanan Kuczyńska: Jeśli kupujesz w sieciówkach, zaglądaj do nich dosyć często, bo asortyment często się zmienia, a te najlepsze ubrania szybko znikają. Zgadzam się z Magdą - ekspedientek słuchać nie warto, bo przeważnie chcą po prostu sprzedać towar. Dobra rada: jeśli nie jesteś czegoś pewna, kup i tak, bo masz 30 dni na zwrot. Lepiej na spokojnie przymierzyć rzecz w domu i poradzić się bliskiej osoby niż decydować na gorąco.

Czego za wszelką cenę unikać?

I.L.: Kiepskich tkanin. Rzeczy z nich uszyte rozpadną się po dwóch praniach. Lepiej kupić jedną rzecz, a porządną - to powie każda stylistka.

A.W.: Jeśli coś mi się podoba, ale jest wykonane z akrylu albo poliestru, to bez żalu odkładam na półkę. Te tkaniny bardzo szybko tracą "świeżość". Po kilku praniach nie nadają się do noszenia. Inna sprawa, że niektóre rzeczy na kilometr krzyczą tandetą!

Z.K.: Zgadzam się. Ja najpierw dotykam ubrania i sprawdzam jego skład. Nie ma nic gorszego niż koszula ze sztucznej tkaniny. Nasze ciało w niej nie oddycha. Z trendami też trzeba być ostrożnym - wybierać tylko te, które nam pasują.

M.M.: Radzę dawkować, ale niekoniecznie unikać. Z trendów lansowanych przez magazyny warto wybierać tylko to, co do ciebie pasuje. Jeśli masz prosty styl, nie inwestuj w sukienkę boho z frędzlami, chociaż w tej chwili strasznie ci się podoba, bo widziałaś podobną na pokazie Emilio Pucci. Wierz mi, że ta sukienka, jeszcze z metką, wyląduje na dnie szafy.

Alicja Werniewicz (Fot. Archiwum prywatne)Alicja Werniewicz (Fot. Archiwum prywatne)

Co to znaczy "źle ubrana"?

A.W.: To pojęcie względne. Są oczywiście pewne zasady "dobrego" stylu, ale to drobiazgi decydują o efekcie końcowym. Anna Dello Russo z japońskiego "Vogue'a", miesza ze sobą rzeczy, które kompletnie do siebie nie pasują, ale na niej wyglądają świetnie. Ubrania trzeba potrafić nosić. Wszystko możesz "sprzedać". Ale to wymaga poweru.

M.M.: Jeśli ktoś czuje się w swoich ciuchach nieswojo, nieważne jak bardzo będzie się starać, zawsze będzie wyglądać źle. Wiesz, jak jest: zakładasz krótką sukienkę na imprezę, a potem non stop ją poprawiasz. Tą niepewność widać w tym, jak chodzimy i gestykulujemy. A ludzie nie są głupi - zauważą, że czujemy się niekomfortowo. Bez pewności siebie nawet najdroższa sukienka będzie wyglądała tandetnie.

I.L: Źle ubrana to przebrana. Wierzę, że nie da się źle wyglądać, ubierając się prosto.

Pamiętasz swoją pierwszą udaną stylizację?

I.L.: Miałam siedem lat i pojechałam z rodzicami do Włoch. Uparłam się, żeby kupić dżinsową sukienkę i baletki. Wtedy po raz pierwszy czułam się naprawdę modna. A w klasie maturalnej i później często jeździłam do Londynu - kupowałam delikatne sukienki i spódnice, skórzane kurtki, tshirty, które wyglądały jak sprane, marynarki w męskim stylu. Większość w All Saints. Obserwując angielski styl, nauczyłam się miksować pozornie niepasujące rzeczy - kobiece z tymi w męskim stylu, rockowe z dziewczęcymi.

Z.K.: Kombinezon w stylu lat 80. z ciucholandu. Kiedyś czułam się super, gdy znalazłam jakiś skarb w lumpeksie.

A.W.: Odkąd noszę marynarki czuję się dobrze we własnej skórze. Polecam!

Ina Lekiewicz (Fot. Archiwum prywatne)Ina Lekiewicz (Fot. Archiwum prywatne)

Twój styl w trzech słowach.

A.W.: Klasyczny, rockowy, sexy. Lubię rzeczy, które korespondują z moim charakterem i osobowością. Moje ubrania nie krzyczą ani kolorem (wybieram raczej stonowane, monochromatyczne barwy), ani wzorem.

M.M.: Prosty, wygodny, minimalistyczny. Praca stylistki to albo godziny spędzone przed komputerem na reaserchu albo zbieranie rzeczy na sesje. Nie ma tu miejsca na strojenie się.

I.L.: Rockowy, minimalistyczny, kobiecy. Czy to się łączy? (śmiech)

Z.K.: Prosty, kobiecy, paryski.

Od kogo nauczyłaś się mody?

Z.K.: Kiedy dostałam pierwszą pracę w "Vivie!" wiele nauczyłam się od Ani Jurgaś, obecnej naczelnej "Glamoura", potem ogromną inspiracją była dla mnie Marta Kalinowska, moja szefowa w dziale mody "Elle". Ale najwięcej nauczyłam się na własnych błędach.

A.W.: Jak byłam mała, z siostrą organizowałyśmy minipokazy mody dla mamy, taty i babci. Buszowałam też w szafie babci, bo skrywała skarby z wczesnych lat młodości mojej mamy i jej sióstr. Później kupowałam wszystkie magazyny: od "Twojego Stylu" po "Vivę!". Śledziłam też zagraniczną prasę. Spędzałam sporo czasu w Empiku i Trafficu, przeglądając najnowsze wydania. Na koniec pojawił się internet i wsiąkłam na amen. Już wiedziałam, co chcę w życiu robić.

Fot. Ina LekiewiczFot. Ina Lekiewicz

Czy każdego można nauczyć stylu?

A.W.: Wydaje mi się, że można wyrobić w kimś poczucie estetyki, ale to nie jest jednoznaczne z poczuciem stylu.

M.M.: Niestety nie. Można nauczyć kogoś podstawowych zasad ubierania się, kopiowania innych udanych stylizacji, ale styl o coś więcej niż zakładanie na siebie kilku ubrań, które w teorii do siebie pasują. Tu potrzeba jeszcze dobrego wyczucia estetyki, wiedzy o modzie i czegoś od siebie. Bez tego każdy styl będzie tylko kopią czegoś, co już było.

I.L.: A ja uważam, że można. Ale to wymaga pewnej systematyczności. Nie da się usiąść do książki o modzie i nauczyć dobrze ubierać. Trzeba przeglądać gazety, portale, blogi. Przymierzać dużo rzeczy w sklepach. To przychodzi z czasem.

Z.K.: Ale przecież nie każdy musi być stylowy! Jedni dobrze grają na skrzypcach, a inni mają wyczucie stylu. To talent jak każdy inny. Ale można zrobić postępy. Wiele z moich prywatnych klientek jest już na tyle samodzielnych w wybieraniu dla siebie idealnych ubrań, że potrzebują mnie tylko do towarzystwa.

Czego masz w szafie najwięcej?

A.W.: Marynarek, kaszmirowych swetrów i dżinsów.

Z.K.: Tak, swetrów! Ciągle kupuję nowe.

I.L.: Ja wolę okrycia. Mam około 20 skórzanych kurtek - czarnych, przecieranych, khaki, bordowych, w gwiazdki. Jestem od nich uzależniona!

M.M.: O dziwo - butów, bo nawet te najdziwniejsze potrafią przetrwać zmianę trendów.

Zuzanna Kuczyńska (Fot. Archiwum prywatne)Zuzanna Kuczyńska (Fot. Archiwum prywatne)

A na co wydałaś najwięcej pieniędzy?

I.L.: Na torebkę Chanel. Tłumaczę sobie, że to inwestycja. Jej cena rośnie z roku na rok.

A.W.: Ja też inwestuję w torebki. Każdą uwielbiam, bo ilekroć nowa pojawia się u mnie w szafie, to wiem, że była to przemyślana decyzja i dobra inwestycja.

Z.K.: Ale tak w ogóle: najdroższy i najlepszy nie muszą iść w parze!

Twoje najnowsze odkrycie?

M.M.: Biżuteria Polanska&Co, proste płaszcze od Raw i cudowna orientalna kolekcja młodej projektantki Kasi Góreckiej.

I.L.: Marka Filles a papa. Zakochałam się w ich skórzanej kurtce z cekinowymi wstawkami, którą ktoś miał na fashion weeku. Musiałam wiedzieć, skąd jest. Kocham też brytyjską sieciówkę Whistles - mają bardzo ładne rzeczy, dobrej jakości i w świetnej cenie.

Fot. Ina LekiewiczFot. Ina Lekiewicz

Twój ulubiony kosmetyk?

A.W.: Perfumy. Fascynują mnie zapachy. Nie byłabym w stanie bez nich funkcjonować. Są dopełnieniem mojego ubioru.

M.M.: Nawilżająca maska od Clinique: zostawiasz ją na twarzy na całą noc, rano budzisz się wypoczęta, nawet jeśli spałaś tylko kilka godzin.

I.L.: Armani White - perfumy, których już nie produkują, kupuję je w internecie. Oraz krem koloryzujący Guerlain Beauty Booster. Nie widać go, ale pięknie pachnie, pielęgnuje i nawilża jak balsam.

Z.K.: Równie pachnący olejek do ciała Nuxe.

Co chciałabyś mieć w swojej szafie?

A.W.: Chyba co sezon coś innego.

I.L.: Marzę o skórzanej ramonesce Balenciagi - jak znalazł do kolekcji!

M.M.: Porządek! Stylistki zazwyczaj mają szafy wypchane ubraniami. Niekoniecznie same je później noszą. Kolekcjonują ciuchy, bo zawsze mogą przydać się na sesję albo do kolejnego projektu.

Anna Dello RussoKolaż Lula.pl - Anna Dello Russo, kreatywna japońskiego wydania Vogue

Czy na pierwszy rzut oka można poznać stylistkę?

A.W.: Jeszcze dziesięć lat temu powiedziałabym, że tak. Dzisiaj trudno odróżnić stylistę od osoby dobrze ubranej, która po prostu kocha modę.

M.M.: Część z nas ubiera się niepozornie, bo ich pracą nie jest ubieranie siebie, a innych. Większość nosi proste, ale dobrze skrojone ubrania. Unikamy mocnych kolorów. Ale poznasz nas po dobrych akcesoriach: luksusowych torebkach np. od Céline albo płaskich lordsach od Prady. Stylistki wybierają rzeczy bez wielkiego logo, takie, które od razu rozpozna raczej osoba z branży, ale niekoniecznie zwykli ludzie. Nie nosimy też aktualnych trendów, świadomie rezygnując z seksownego stylu na rzecz minimalizmu i ubrań oversize.

I.L.: Ludzie myśląc "stylistka", wyobrażają sobie kogoś wystrojonego. Tymczasem nasz zawód to praca fizyczna - bieganie, noszenie toreb, ciąganie waliz. Dlatego najczęściej chodzimy w rzeczach wygodnych. Ale najłatwiej poznać stylistkę po torbie z Ikei. Biegamy z nią od rana do nocy po sklepach i centrach handlowych. Dziwię się, że jeszcze nikt nie wymyślił specjalnych edycji dla stylistów - kolorowych, czarnych w printy.

Czy "typowa" stylistka z zagranicy też ma charakterystyczny styl?

M.M.: Łączy je to, że mają jakiś, swój własny styl. I na tym kończą się podobieństwa, bo każda woli podkreślać swoją indywidualność niż wyglądać jak klon koleżanki. Zagraniczne stylistki maja większe budżety, więc mogą pozwolić sobie na ubrania od najlepszych projektantów. Często dostają je też w prezencie. U nas to rzadkość. Najważniejszy jest brak uniformu. Włoska stylistka Elisa Nalin ubiera się bardzo kolorowo, a Anna Dello Russo do mocnych odcieni dodaje jeszcze odrobinę kiczu i złotej biżuterii. Geraldine Saglio, stylistka francuskiego Vogue'a ma look typowej paryżanki: obcisłe rurki, duże marynarki i seksowne szpilki. A inna Francuzka, Catherine Baba, nosi bardzo teatralne stylizacje. Na pokazy przychodzi w orientalnych sukienkach inspirowanych np. kimonem, a na głowie nosi turban. Za to Kate Lanphear zawdzięczamy powrót ćwieków do mody.

I.L.: To prawda, że we Włoszech stylistki lubią się stroić - nosić dużo wzorów, kolorów i biżuterii. We Francji taki styl to faux pas. Tam ludzie pracujący w modzie ubierają się bardzo minimalistycznie, zwracają uwagę raczej na jakość. Wiele stylistek lubi styl rockowy - wyciągnięte t-shirty, spodnie z dziurami.

Alicja Werniewicz (Fot. Archiwum prywatne)Alicja Werniewicz (Fot. Archiwum prywatne)

Czy to prawda, że stylistki niezmiennie kochają czerń?

A.W.: Ja lubię. Ale bez przesady, nie jesteśmy takie same.

M.M.: W czerni zawsze można wyglądać elegancko i nie zwracać na siebie uwagi. Wydaje mi się, że skoro praca stylistki polega na ubieraniu innych, nie ma potrzeby żebyśmy rzucały się w oczy tym, co mamy na sobie.

I.L.: Czerń nie jest tylko domeną stylistek. Czerń jest neutralna, ponadczasowa, wyszczupla - pokaż mi inny kolor, który ma tyle zalet.

Czy mała czarna naprawdę jest niezbędna?

M.M.: I tak, i nie. W tym sezonie jej miejsce zajęły mała biała i mała granatowa. Równie uniwersalne, jak ich starsza siostra. Co nie oznacza, że mała czarna powinna wylecieć z twojej szafy. Dodaj do niej szary golf albo gruby sweter i noś w ciągu dnia.

Z.K.: Nie każdemu dobrze w czarnym. Chodzi o to, żeby mieć w szafie świetnie skrojoną sukienkę, która sprawdzi się w sytuacji awaryjnej. I to wcale nie musi być mała czarna.

A.W.: Ja wciąż uważam, że jest uniwersalna. Jeśli nie ma gołych pleców, wielkiego dekoltu do pępka czy koronkowych wstawek, to można ją stylizować na wiele sposobów. W ciągu dnia do kozaków, zarzucając na nią duży sweter albo płaszcz, a wieczorem tę samą sukienkę przyozdabiasz biżuterią, zarzucasz klasyczną czarną lub białą marynarkę, dobierzesz szpilki i jesteś gotowa wyjść na miasto. Żadna inna sukienka tego nie potrafi.

 

Stylizacja Zuzanny Kuczyńskiej (Fot. Archiwum prywatne)Stylizacja Zuzanny Kuczyńskiej (Fot. Archiwum prywatne)

Z kim chciałabyś się zamienić na szafę?

A.W.: Lubię styl Elin Kling, bo jest konsekwentny i klasyczny. Przypomina mi współczesną Diane Keaton albo Ali McGraw. Imponuje mi eklektyczna szafa Leny Perminovej. Lubię też kobiecość i włoski sznyt w wydaniu Giovanny Battagli. Na ten moment chyba jednak najbliżej mi do szaf stylistki Vanessy Trainy i projektantki biżuterii Gai Repossi.

M.M.: Z Alexą Chung. Lubię jej nonszalancję i miks rożnych stylów.

I.L.: Z Keirą Knightley! Ma najlepsze ciuchy świata. Każdą rzecz, którą widzę na wybiegu i chcę mieć, widzę potem na niej.

Czy warto się inspirować polskimi blogerkami?

A.W.: W przyrodzie jest miejsce na wszystko. Wychowałam się na zagranicznych blogach, polskich nie oglądam. Ale wiem, że dla wielu dziewczyn młodszych ode mnie, mogą być i są inspirujące. Przykładem jest Jessica Mercedes, która stara się edukować swoje czytelniczki. Na jej stronie pojawiają się informacje na temat kampanii i kolekcji światowych marek. Dzięki temu dziewczyna, która wcześniej nie słyszała o Mario Testino czy Isabel Marant, otwiera się na wielką modę.

M.M.: Dziewczyny odważyły się pokazywać w stylizacjach innych niż bluza i dżinsy. Ale to, czy ktoś chce być klonem tej czy innej blogerki, to już jego sprawa. Ja odradzam kopiowanie jeden do jednego stylizacji z blogów. Trzeba odróżnić inspirację od naśladownictwa.

Fot. Zuzanna KuczyńskaFot. Zuzanna Kuczyńska

A trzeba oglądać pokazy, żeby znać się na modzie?

I.L.: Trzeba! Niestety wielu stylistów w Polsce wciąż tego nie robi...

Z.K.: A ja myślę, że nie. Ważniejsza jest wrażliwość na piękno. A tę kształtować można równie dobrze w galerii sztuki.

A.W.: Oglądanie pokazów to dla stylistów praca domowa, dla reszty raczej rozrywka. Można mieć wrodzone wyczucie stylu, wtedy wybiegi są niepotrzebne.

Czy stylistki naprawdę wcześniej rozpoznają trendy?

M.M.: Tak. Kiedy w sklepach pojawiają się zimowe płaszcze, ja oglądam już kolekcje na lato. Stylistki zawsze żyją o sezon do przodu, więc to naturalne, że podobają nam się rzeczy, które inni zauważą dopiero za pół roku lub później. W zeszłym roku na przecenie kupiłam kamelowy płaszcz o kroju szlafroka, teraz w kolekcjach jest ich pełno! Co dziwne, dopiero teraz słyszę komplementy na jego temat, a przechodziłam w nim przecież całą poprzednią zimę.

I.L: To paradoks - pragniemy tego, co dopiero za pół roku będzie w sklepach, a gdy się w końcu pojawia, już żyjemy kolejnym sezonem. Ja staram się nie nosić tych najbardziej charakterystycznych trendów. Konsekwentny styl jest ważniejszy.

Fot. Instagram.comFot. Ina Lekiewicz

Jakiej rady udzielasz swoim klientkom albo gwiazdom na sesji?

M.M.: Nie przebieraj się. Na sesjach gwiazdy lubią trochę poszaleć, pokazać się w oryginalnych stylizacjach. Później efekt tych przebieranek widać na zdjęciach - pozy wychodzą nienaturalnie, a ciało jest sztywne...

I.L.: Polskie gwiazdy w ogóle mają tendencję do strojenia się. Zakładają na siebie za dużo kolorów, wzorów, biżuterii. A przecież nie o to chodzi, żeby wyglądać na "wystylizowaną".

Z.K.: Ja zwracam uwagę na proporcje sylwetki. Jeśli kobieta ma większe biodra, proponuję obszerną górę, żeby to zrównoważyć - i odwrotnie. A na początek zawsze ostrzegam, żeby klientka nie bała się nowości. Bo prawdopodobnie chwilę potem zaproponuję jej coś, czego nigdy by nie założyła.

A jak ocenić kobiecą sylwetkę?

M.M.: Podstawowe pytanie jakie zadają sobie kobiety stojąc przed lustrem: czy wyglądam szczupło? I od razu zaczynają od złej strony. Ważniejsze jest to, czy czujesz się w czymś sobą.

I.L.: Nie ma jednej sylwetki. U każdej z nas zmienia się bardzo dynamicznie: tyjemy, chudniemy, nabieramy mięśni. Dlatego nie można raz na zawsze określić swojego rozmiaru ani fasonu. Wszystko trzeba przymierzać i na bieżąco decydować, co chcemy podkreślać.

Zuzanna Kuczyńska, wieloletnia stylistka magazynu "Elle", ubiera gwiazdy: Melę Koteluk i Marietę Żukowską; założycielka marki bieliźnianej Le Petit Trou. Zachwyca paryskim stylem. Lubi prostotę przełamaną kobiecymi elementami.

Ina Lekiewicz, szefowa działu mody magazynu "Elle", stylistka, autorka bloga by Ina Lekiewicz. Na co dzień nosi jedwabną sukienkę pod ramoneskę albo spódnicę midi i marynarkę.

Magdalena Murawska, szefowa działu mody magazynu "Joy", wcześniej pracowała m.in. w "Vivie!" i "Fashion Magazine". Stylistka i autorka ilustracji. Jej sztandarowy zestaw to rurki, koszula, dobrze skrojony płaszcz. I nieodłączna czapka. Kwintesencja seksownej chłopczycy.

Alicja Werniewicz, szefowa działu mody magazynu "InStyle'a", stylistka Małgorzaty Sochy, pracuje przy kampaniach reklamowych Tous, Zuo Corp., Bohoboco. Wygląda perfekcyjnie zarówno w przecieranych dżinsach do ciężkich butów, jak i w ołówkowych spódnicach do szpilek. Jak ona to robi?

Więcej o: