Rak nasz powszedni - o przenikaniu tematu choroby do popkultury

Rak powszednieje i przestaje być tematem tabu, także dlatego, że uczymy się o nim poprzez dzieła fikcji. Popkultura oswaja temat, bo nawet najstraszniejsze doświadczenia przefiltrowane przez film, czy serial, nie wydają się już tak okropne.

Rak to choroba, z którą każdy z nas się zetknął - przynajmniej pośrednio, bo chorował ktoś znajomy lub bliski. Jest niestety duża szansa, że będziemy mieli nieprzyjemność spotkać się z nim też osobiście. Jak podają rozmaite, niezbyt krzepiące statystyki - jeden na dwóch mężczyzn i jedna na trzy kobiety usłyszą w ciągu swojego życia taką diagnozę. Która, oczywiście, nie oznacza od razu najgorszego scenariusza, bo coraz więcej nowotworów - zwłaszcza odpowiednio wcześnie wykrytych - poddaje się leczeniu.

Wobec takiej powszechności doświadczenia, jakim jest choroba nowotworowa, nie dziwi, że temat przeniknął do popkultury, zwłaszcza w jej najpowszechniejszym wydaniu - filmów i seriali, które docierają do milionów osób na całym świecie. Kiedy przyjrzeć się tej tematyce bliżej, okazuje się, że fikcja przygotowuje - w takim stopniu, w jakim to w ogóle możliwe, by być przygotowanym - na na rozmaite scenariusze: chorobę bliskich, dzieci, własną. Zarówno w wersji z happy endem w postaci wyzdrowienia, jak i nie.

Co ciekawe, temat raka przestał wymagać śmiertelnie poważnego ujęcia. O ile jeszcze dekadę temu dominowały poruszające, czasem nadmiernie łzawe dramaty, to tym, co daje się zaobserwować w ostatnich czasach, jest coraz większy udział wątków komediowych, które towarzyszą "rakowej narracji". Filmy, jak "Funny People" i seriale, jak "Słowo na R", pozwalają dostrzec w tej chorobie wymiar inny niż tragiczny i po prostu zdrowo się pośmiać. Strategia oswajania przez śmiech znana jest ludzkości od wieków i na to wygląda, że właśnie znalazła takie zastosowanie.

W "Funny People" Judda Apatowa choroba dopada zawodowego komika, którego gra kojarzony z przeważnie głupawymi komediami Adam Sandler. Ten film też jest komedią, ale zaskakująco niegłupią - choć jest w niej oczywiście miejsce na kilka mało smacznych żarcików.

W lekkiej konwencji z tematem nieuleczalnego raka płuc mierzy się "Słowo na R". Grająca główną bohaterka Laura Linney wykorzystuje diagnozę by zmienić (na lepsze!) swoje życie, a zaczyna od wyrzucenia z domu irytującego męża i wygarnięcia kilku słów prawdy niesympatycznej sąsiadce. Tu króluje czarny humor, a każdy gwałtowny gest bohaterki, każda dziwaczna sytuacja i niezrozumiały dla bliskich, którzy nie znają diagnozy, wybór, podszyte są wielką afirmacją życia i zachętą, by brać je takim, jakie jest. Nawet jeśli jest parszywe.

W zbliżony sposób osładza brutalną tematykę tegoroczna produkcja telewizji ABC "Chasing Life", którą możemy uznać za pierwszą familijną komedię o raku. Główna bohaterka - ambitna dwudziestolatka u progu obiecującej dziennikarskiej kariery, zostaje zaskoczona przez ostrą białaczkę. Ponieważ ukrywa swój stan przed niemal wszystkimi, prowadzi to do PRZEZABAWNYCH nieporozumień. Humor serialu jest ciepły, zaś psychologia osoby, która musi dźwignąć ciężar takiej diagnozy, zaskakująco wiarygodna i nielukrowana.

Jakkolwiek wierzę w uzdrawiającą moc śmiechu, to wiem, ze nie wszyscy są gotowi na tego typu przekroczenie. Niektórzy wolą pochlipać na melodramatach w rodzaju "Gwiazd naszych wina", gdzie stężenie środków zastosowanych do wyciśnięcia łez jest niebezpiecznie wysokie. Na szczęście popkultura oferuje też poważne - i często bardzo mądre - podejście do tematu choroby, zmagania z nią, umierania, czy odejścia bliskich. Jak powiedziała mi kiedyś jedna znajoma, śmierć swojego taty "przerobiła" na dobre dopiero po obejrzeniu "33 scen z życia" - bardzo bolesnego filmu, w którym autorka Małgorzata Szumowska pokazała chorobę i śmierć swojej mamy. Także te momenty złe, brzydkie i trudne do zniesienia - degradację osoby chorej w szpitalnej rzeczywistości, ból odbierający resztki godności i destrukcyjny wpływ choroby na rodzinę. Film Szumowskiej to przede wszystkim autoterapia ale też terapia szokowa dla widza - choroba nie jest ładna, śmierć nie jest miła, poradzić sobie z takim doświadczeniem nie jest łatwo.

Wśród innych "poważnych" ujęć tematu polecam obejrzenie "Mojego życia beze mnie" hiszpańskiej reżyser Isabel Coixet. Główna bohaterka, młoda mężatka z dwójką dzieci, po otrzymaniu miażdżącej diagnozy postanawia zrealizować kilka swoich "ostatnich życzeń" - w tym nawiązać gorący romans i nagrać urodzinowe wiadomości dla córeczek - na każdy rok, aż do ich pełnoletności. Film jest mądry, wzruszający i głęboki, a wbrew niezbyt wesołej historii pozostawia widza pokrzepionego. Podobnie - jak uodparniająca szczepionka - działa wspaniały "Dowcip". Wybitna aktorka Emma Thompson gra w nim inteligentną, dowcipną panią profesor, która zawodowo zajmuje się badaniem metafizycznej poezji angielskiej. Jednak obcowanie z tematyką śmierci i przemijania nie przygotowuje jej na własne zmaganie z bólem, samotnością i śmiercią. A ten film przygotowuje nieco lepiej, bo nie poetyzuje niczego.

Jednak moje ulubione dzieła, mierzące się z tym tematem, są słodko-gorzkie i niejednoznaczne. Jak "Breaking Bad", w którym główny bohater Walter White (Bryan Cranston) w reakcji na groźną diagnozę postanawia zabezpieczyć finansowo swoją rodzinę i w tym celu przerzuca się z nauczania chemii na produkcję narkotyków. Koleje losu bohatera od nieśmiałego nauczyciela po groźnego i bezwzględnego przestępcę i rola choroby w całym tym procesie, są jednym z najmniej banalnych i odważnych prób "ugryzienia" raka.

Podobnie wysoko cenię komediodramat "Pół na pół", w którym choroba dotyka 27-letniego Adama (Joseph Gordon-Levitt). Jak wskazuje tytuł, chłopak ma 50% szans na wyzdrowienie, jednak jego życie ulega zmianie o 100%, zaś choroba każe przewartościować wszystkie życiowe relacje i wybory. Niby banał, ale ironiczna, pozbawiona patosu, nawet zimna narracja sprawia, że problemy bohatera wydają się bardziej namacalne. Wyglądają tak, jakby mogły zdarzyć się nam lub naszym przyjaciołom i jak moglibyśmy sobie o nich nawzajem opowiadać. Bo ważne żebyśmy wiedzieli jak.

Kasia Nowakowska, Foch.pl

Więcej o: