Kominek - mistrz publicznej masturbacji

Znacie i kochacie blogera Kominka? My też nie, ale on kocha się tak bardzo, że już nikt inny nie musi. I lubi kochać się ze sobą publicznie. Gdyż uważa, że lubicie patrzeć.

Na krańcach internetu dzieją się czasem takie rzeczy, że choć normalny człowiek nie powinien zaszczycać ich uwagą, to jednak są zbyt żenujące, śmieszne, pretensjonalne i głupie, by oprzeć się pokusie złośliwego komentarza. O co chodzi? - zapytacie. Już streszczam, żebyście nie musieli nerwowo przeszukiwać sieci i napędzać kliczków szatanowi.

Jest taki pan, nazywa się Tomek Tomczyk, ale prowadzi bloga jako Kominek i pod tym imieniem był do tej pory znany rzeszom fanów. Znany był głównie z tego, że znał się na wszystkim najlepiej, a najbardziej to na pisaniu bloga, którego pisał. Ale prawdziwi artyści, jak Prince i pan bloger Tomek, muszą czasem coś zmienić, dlatego bloger Kominek robi rebranding samego siebie. Zmienia logo (bo ma logo) oraz nazwę. I nie będzie już nazywał się Kominek. Od teraz to... (roleta? kaloryfer? wodotrysk?) JASON HUNT. Dla kolegów Dżejson Hant. Tak, jest to niemal równie śmieszne jak Jastrząb Post.

I kogo to gówno obchodzi? - zapytacie. Słusznie, rzecz w tym, że zdaniem pana blogera Tomka POWINNO, gdyż albowiem azaliż DŻEJSON. Nie będę sobie języka strzępić. Po prostu zacytuję źródło, gdyż tak brandzlować się sobą, jak pan Tomek w notce informującej o zmianach, to trzeba umieć.

Nie chciałem wyrażać siebie poprzez logo. Nie chciałem, by było zabawne, zniechęcające, artystycznie oryginalne i co najistotniejsze - nie wyobrażałem sobie mieć logo, którego znaczenie odbiorca musiałby interpretować.

Zaiste nie ma czego interpretować - wszystko proste jak cep. We wzwodzie.

To nie koniec. Za moment wejdziecie do JasonHunt Books - jedynego miejsca na tej planecie, w którym można kupić moje książki. Dopieściłem to miejsce w każdym detalu. Jest śliczne i w niczym nie przypomina sklepów internetowych, w których zwykle robicie zakupy.

Fakt, zazwyczaj w sklepie można kupić coś więcej niż jedną książkę. Może choć zestaw "Mały masturbator", by pan dołożył, panie Kominek?

Jason Hunt to nie jest moje nazwisko. Nie mam nic przeciwko, abyście zawsze nazywali mnie Tomkiem lub Kominkiem. Bylebyście tylko nigdy nie określali mnie „panem”, bo tego nienawidzę. Jesteśmy po imieniu. Wszyscy. Zawsze.

Oszywiście. I cały stadion śpiewa, jak ci na imię, panie Tomku.

Teraz idę reanimować te wszystkie małe pandy, które umierały, gdy poświęcałam uwagę panu "zwalę sobie konia na waszych oczach". Tak właśnie kończy się świat. Mokrym plaśnięciem.

Więcej o: